Zakaz handlu uderzy także w odzieżówkę

Czytaj dalej
Fot. Fot. 123rf
Ewa Andruszkiewicz

Zakaz handlu uderzy także w odzieżówkę

Ewa Andruszkiewicz

Kolejna branża po gastronomicznej szacuje straty i zwolnienia pracowników po wejściu projektu związkowców w życie

Po właścicielach sklepów, dostawcach, firmach sprzątających i ochroniarskich, a także restauratorach, przyszedł czas na branżę odzieżową. Handlowcy ostrzegają, że po wejściu projektu związkowców w życie zmuszeni będą zwolnić część swoich pracowników, a straty, które poniosą, prawdopodobnie nie pozwolą im dłużej prowadzić interesu.

- Rynek odzieży i obuwia w Polsce szacowany jest przez Główny Urząd Statystyczny na 30 miliardów złotych. 60 procent Polaków kupuje odzież w markowych sklepach w galeriach handlowych, a udział niedziel w obrotach sklepów zlokalizowanych w dużych centrach to ponad 20 procent - podaje Polska Rada Centrów Handlowych i dodaje, że już pod koniec ubiegłego roku wiadomo było, że w konsekwencji wprowadzenia zakazu handlu w siódmym dniu tygodnia obroty w sklepach odzieżowych i obuwniczych ulokowanych w obiektach wielkopowierzchniowych spadną o ok. 1,4 mld zł, a pracę może stracić ponad 6 tysięcy osób.

Sami przedsiębiorcy również coraz bardziej obawiają się o swój przyszły los. - Spadną obroty z prostej przyczyny - sobota dla wielu jest jeszcze dniem pracującym, a to właśnie niedziela jest jedynym dniem wolnym, w którym wszyscy mogą przyjść na zakupy. To nie tylko moja opinia, ale także moich klientów. Poza tym niedziela jest najbardziej dochodowym dniem - mówi właściciel salonu mody z galerii handlowej.

- Zatrudniam trzech pracowników, jeżeli nie będziemy mogli handlować w niedzielę, będę zmuszony zwolnić jedną osobę, czyli zatrudnienie w moim przypadku spadnie o 33 procent. Co gorsza, spadną obroty, ale nie spadną koszty utrzymania. Wątpię, żeby centra handlowe obniżyły nam czynsz.

Z najnowszych danych wynika, że nowe przepisy uderzą przede wszystkim w centra wyprzedażowe. Największy ruch i największe obroty w sklepach typu outlet notowane są podczas weekendu – po ok. 40 procent w sobotę i w niedzielę, a jedynie 20 procent w ciągu tygodnia - czytamy w raporcie Colliers International. W Polsce funkcjonuje obecnie 14 outletów (w Gdańsku jest na Szadółkach), w których ponad 380 najemców prowadzi ok. 1150 sklepów, punktów usługowych i gastronomicznych, zatrudniając ponad 10 tysięcy osób.

- Po ewentualnym wprowadzeniu zakazu handlu możliwość działalności w niedzielę przysługiwałaby nie więcej niż 10 procentom sklepów w obiektach handlowych – mówi Radosław Knap, dyrektor PRCH. 
- Oznacza to, że koszty eksploatacyjne będą dzielone na dziesięciokrotnie mniejszą liczbę najemców, co w konsekwencji oznacza ich sześciokrotny wzrost. Wobec wzrostu czynszu i oczekiwanej niższej sprzedaży należy spodziewać się, że najemcy nie zdecydują się na działalność w niedziele, a obiekty handlowe pozostaną zamknięte.

Czy obawy handlowców są „na wyrost”? Wciąż nie wiadomo bowiem, w jakiej formie zakaz handlu wejdzie ostatecznie w życie. Możliwości są trzy: całkowity zakaz, obowiązujący we wszystkie niedziele, dwie niedziele w miesiącu wolne od handlu lub handel we wszystkie niedziele, ale tylko do godz. 13. Przed wakacjami nie udało się tego w parlamencie ustalić.
Stanowisko Solidarności, które wielokrotnie prezentowaliśmy na łamach gazety, jest jasne: zakaz handlu powinien być całościowy, a rządzące PiS powinno się wywiązać ze swoich obietnic.

Ewa Andruszkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.