Za oknem słońce, ciepło, a kaloryfery gorące

Czytaj dalej
Fot. Fot. Malgorzata Genca / Polskapresse
Błażej Organisty

Za oknem słońce, ciepło, a kaloryfery gorące

Błażej Organisty

W budynkach przy ul. Zielonogórskiej kaloryfery są gorące nawet latem. Włączają się, gdy temperatura jest niższa niż około 9 stopni Celsjusza.

Pani Bronisława z ul. Zielonogórskiej zauważyła, że od pewnego czasu w jej mieszkaniu nad ranem przez kilka godzin grzeją kaloryfery, pomimo że jest końcówka sierpnia. - Komu i po co potrzebne latem włączone grzejniki?! Nawet jeżeli koło godziny piątej na dworze jest dziesięć stopni - oburza się rencistka.

Pani Bronisława twierdzi, że ona i jej sąsiedzi kilka razy dzwonili do zarządcy budynku z wnioskiem o wyłączenie ogrzewania. Ich prośby odbijały się jak groch od ściany. Kaloryfery jak grzały, tak grzeją. Co więcej, z kranu leci bardzo gorąca woda. - Aż parzy w ręce - żali się mieszkanka Zielonogórskiej.

Pani Bronisława obawia się, że przez ogrzewanie mieszkania latem będzie płaciła większe rachunki. Nawet o kilkaset złotych rocznie. - Zarządca w czerwcu podniósł nam opłaty za ogrzewanie. W skali roku będę więc płaciła o 400 złotych więcej niż dotychczas. Już wypowiedzieliśmy umowę tej firmie, ale i tak będziemy musieli czekać pół roku, bo taki jest okres wypowiedzenia – dodaje.

Jak to się dzieje, że w sierpniu kaloryfery są gorące, a z kranu leci prawie wrzątek?

Włączanie i wyłączanie ogrzewania jest kontrolowane automatycznie przez urządzenie zwane pogodynką, która działa na zasadzie czujnika. Jeżeli temperatura powietrza na zewnątrz spada poniżej określonego poziomu, czujnik uruchamia układ grzewczy. Gdy temperatura się podniesie - układ się wyłącza. Przez ten czas ciepło zostało już jednak wytworzone. Ale do mieszkań dociera dopiero po kilku godzinach. Kolejnych kilka upłynie zanim układ grzewczy się ochłodzi. Im więcej mieszkań w budynku, tym dłużej to trwa. Dlatego kaloryfery są ciepłe, gdy słońce na niebie już wysoko, a przez okno widać ludzi w krótkich spodenkach.

- Układ grzewczy włącza się, gdy temperatura spada poniżej określonego poziomu. Takie rozwiązanie stosuje największy dostawca w mieście firma Fortum. Funkcjonuje to zatem w większości budynków we Wrocławiu podpiętych do miejskiej sieci - wyjaśnia Marcin Zdybel, wiceprezes spółki Y.A.R.D., zarządzającej budynkami na Szczepinie.

Oczywiście, każda godzina grzania, to wyższe opłaty. Ale jeżeli kaloryfer jest zakręcony, to pomimo włączonego układu grzewczego, ciepło do niego nie dotrze. Jeżeli pobór ciepła jest zatrzymany, licznik nie pracuje. Wniosek? Zakręcając zawory, włączamy oszczędzanie. Ale bywa, że nie jest to takie proste.

Automatyczny sposób uruchamiania ogrzewania nie podoba się mieszkańcom bloków przy ul. Zielonogórskiej. - Prosiliśmy zarządcę kilka razy, aby wyłączył ogrzewanie. Nie chcemy płacić latem za ciepło, którego nie potrzebujemy. Powiedział, że gdy temperatura na dworze spadnie poniżej 10 stopni, będzie się włączać i tyle - żali się pani Bronisława.

Marcin Zdybel bezradnie rozkłada ręce. Czujnika nie da się wyłączyć na stałe. Jedynym sposobem na mniejsze rachunki jest więc zakręcanie kaloryferów w mieszkaniu. Wysokość opłat zależy przecież od ilości zużytego ciepła. O ile w budynku są liczniki, które zużycie zmierzą. Inaczej nawet zakręcony zawór nie uchroni przed opłatami.

- U nas ich nie ma - informuje pani Bronisława.

Jeżeli ciepłomierzy brakuje, to zarządca (lub spółdzielnia) określa stawkę za metr kwadratowy. W budynku przy Zielonogórskiej wynosi ona 5 zł. Oznacza to, że trzeba płacić nawet przy zakręconych kaloryferach. Wszyscy po równo, bez względu na to, kto ile ciepła zużywa. Pani Bronisława może przez cały dzień siedzieć w mieszkaniu w czapce i kurtce, a jej sąsiad biegać goły przy grzejnikach odkręconych na szóstkę. Zapłacą taką samą stawkę.

Tymczasem mieszkańcy sąsiednich bloków przy ul. Głogowskiej płacą mniej, niż pani Bronisława i jej sąsiedzi. Skąd ta dysproporcja? - Ponieważ, jako cała wspólnota, zużywają znacznie mniej ciepła. Częściej nie ma ich w domu, mieszkają w nowocześniejszym budynku z lepszą izolacją, więc potrzebują mniej ciepła, aby ogrzać swoje lokale - wyjaśnia zarządca.

O tym, czy przeprowadzić termomodernizację budynku, modernizację węzłów cieplnych lub o tym, czy zamontować liczniki, decyduje wspólnota. Większością głosów. Nie są to niskie koszty, ale zmiany opłacą się w przyszłości.

- Ludzie nie rozumieją, że trzeba dziś zapłacić, żeby jutro oszczędzać - zauważa Zdybel.

Wspólnota może także zdecydować o poziomie minimalnej temperatury, poniżej której włączy się ogrzewanie. - Najpierw warto jednak zainwestować i zamontować zawory lub liczniki. A tam, gdzie są ciepłomierze - ekonomicznie gospodarować ciepłem - kończy Zdybel.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Błażej Organisty

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

grazynagren

Tenże zarządca reprezentowany przez pana Marcina Zdybela nie był zupełnie zainteresowany zakładaniem liczników. Zakręcenie zaworów nie jest skuteczne, przez mieszkania przebiegają rury, które także je ogrzewają.

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.