Z odejściem Wajdy skończyła się epoka mistrzów [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Karina Obara

Z odejściem Wajdy skończyła się epoka mistrzów [rozmowa]

Karina Obara

Rozmowa z Magdaleną Wichrowską, filmoznawczynią, o tym, co nam zostawił Andrzej Wajda.

- Jaki jest Pani ulubiony film Andrzeja Wajdy?
- Mam dwa ukochane filmy i nie są to te, które otrzymywały nagrody na festiwalach. Uwielbiam „Niewinnych czarodziejów” i „Wszystko na sprzedaż”.

- Dlaczego?
- To filmy uwikłane w codzienność, kino psychologiczne, portretujące środowisko artystów, skrojone pod mój temperament. Wiem, to bardzo osobisty wybór w dniu, gdy myślę, że już nie ma Wajdy. Ale nie znaczy to, że inne obrazy mistrza, jak „Pokolenie”, „Kanał”, „Popiół i diament” były mniej ważne. Dla historyka kina filmy, takie jak „Człowiek z marmuru”, „Człowiek z żelaza, to dzieła sztuki. Właściwie podziwiam Wajdę na wielu poziomach, był gigantem kina. Odcisnął swój ślad nie tylko na kinie polskim, ale również zagranicznym, wystarczy spojrzeć na zagraniczną prasę, która wspomina go z olbrzymią atencją. Odszedł nie tylko wielki polski artysta, ale też wielki erudyta kina. Takich twórców, którzy w dziełach filmowych łączą wiele elementów: malarstwo, literaturę, a później jeszcze filtrują to przez własną wrażliwość i doświadczenie, już dziś nie ma.

- Był kronikarzem, wieszczem, mistrzem dla kilku pokoleń reżyserów. Jaką szkołę po sobie pozostawił?
- Rok 1956 to umowna data rozpoczęcia drogi polskiej szkoły filmowej. Dziś mamy 2016 rok i na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni mamy ośmiu debiutantów w konkursie głównym. Pojawiają się ciekawe, wyraziste, młode nazwiska, do głosu dochodzi pokolenie 30-latków. Wajda pozostawił kino w bardzo dobrej kondycji. Gdy w 2000 roku odbierał Oscara, kino polskie było w rozsypce, myśleliśmy o nim tak: wszystko dobre w naszym kinie już było. A jednak się myliliśmy. Wajda sprawdził się zarówno jako wirtuoz dziesiątej muzy, ale też jako świetny edukator. Wychował wielu młodych filmowców, którzy z impetem weszli w świat kina moralnego niepokoju. Mam przyjaciół wśród ludzi, którzy skończyli Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy i odnoszą sukcesy na całym świecie. Opowiadali mi, że mieli zupełnie inne wyobrażenie mistrza. Okazał się być człowiekiem bardzo ciepłym, otwartym, uważnym na młodego twórcę, który pochyla się nad ich projektami. Od Wajdy nauczyli się opowiadać o Polsce ze swadą, lekkością, a jednocześnie poszanowaniem tradycji literackiej i malarskiej.



Z odejściem Wajdy skończyła się epoka mistrzów [rozmowa]
Fot. archiwum prywatne Dr Magdalena Wichrowska: - Wajda nauczył mnie bezkompromisowości

- A czy to rzeczywistość kształtowała kino Wajdy, czy to mistrz próbował raczej kształtować rzeczywistość?
- To nie był twórca oderwany, czerpał bardzo mocno z rzeczywistości. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak wyglądałoby moje życie, gdybym wchodziła w dorosłość w tak trudnym momencie, w jakim wchodził Wajda i jego pokolenie. Jego pierwsze próby filmowe to była konfrontacja z doświadczeniem wojennym. „Pokolenie”, „Kanał”, „Popiół i diament” to były filmy rozliczające młodość przypadającą na barbarzyński czas wojny. Doświadczenie pokoleniowe, rzeczywistość, którą brał na warsztat filmowy, łączył (i to było coś niebywałego) z obecnymi w kulturze polskiej mitami. Doświadczenie ujmował w symbol, metafory, nawiązywał do narodowych wieszczów i innych sztuk („Brzezina”, „Panny z Wilka”, „Wesele”). Dawał tym symbolom nowoczesny format, tworząc w ten sposób nowy język kina. Był człowiekiem bardzo mocno zakorzenionym w polskiej kulturze.

- Czego nauczyła się Pani z jego filmów?
- Bezkompromisowości. To był człowiek, który niezależnie od czasów, w których żył, zawsze dążył do własnej wypowiedzi artystycznej, nawet jeśli wielu mu mówiło: to się nie uda. Różnie wypowiadano się o ekranizacji „Pana Tadeusza”, ale wyobraźmy sobie, kim musi być człowiek, który się rzuca na tak wielki temat? Nigdy nie opowiadał tylko historii jeden do jednego, zawsze za tym kryła się jakaś głębia. Nauczył mnie też, aby nie oglądać się na innych, czy coś się sprzeda, czy nie. Był po prostu artystą totalnym, który zawsze chciał konfrontować swoje dzieła z publicznością.

- Co się kończy wraz z jego odejściem?
- To koniec epoki mistrzów, twórców, przed którymi czuliśmy się inaczej. Chciało się ich słuchać, bo byli prawdziwymi nauczycielami.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Karina Obara

Polityka, psychologia i kultura są ze sobą nierozerwalnie związane i dlatego fascynują mnie dziennikarsko. To, co ludzie wyprawiają na tych polach jest warte pokazania. Zdanie niech każdy wyrobi sobie sam:-)

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.