Z grzecznego Piotrusia stał się twardzielem Majamim

Czytaj dalej
Fot. Szymon Starnawski
Paweł Gzyl

Z grzecznego Piotrusia stał się twardzielem Majamim

Paweł Gzyl

Jest dziś najbardziej pożądanym przez kobiety młodym aktorem w Polsce. Niestety - poprzysiągł już dozgonną wierność tej jednej jedynej wybrance.

Najpierw był Zbyszek Cybulski, potem Daniel Olbrychski, Bogusław Linda i Marcin Dorociński. Teraz do tej listy wypada dodać Piotra Stramowskiego. To aktorzy, którzy uosabiają ideał męskości w swoim pokoleniu. Najmłodszy w tym zestawieniu zyskał popularność właśnie teraz - dzięki udziałowi w dwóch częściach popularnego filmu policyjnego „Pitbull” - „Nowe porządki” i „Niebezpieczne kobiety”. Jego postać robi wrażenie - to prężący muskuły, noszący ekscentrycznego irokeza na głowie, wytatuowany gliniarz o pseudonimie Majami.

- To facet żyjący trochę równolegle do rzeczywistości, w której większość z nas funkcjonuje - opisuje swą postać aktor w serwisie Wirtualna Polska. - Ma swój świat i swoje zasady, walczy w imieniu dobra i to trzyma go przy życiu, co nie jest łatwe, bo funkcjonuje na styku światów policji i mafii, gdzie wiele kusi. Jest konkretny i odważny, szybko podejmuje decyzje. Jest też wrażliwy, ale musi to ukrywać, żeby robić to, co robi.

Tylko czekać, aż na naszych ulicach zaroi się od podobnych mu chłopaków.

Kotwica na ramieniu

Patryk Vega, twórca „Pitbulla”, zwrócił uwagę na Piotra Stramowskiego dwa lata temu, kiedy kompletował obsadę do innego filmu - „Służby specjalne”. Młody aktor trafił na casting pod koniec jego trwania. Reżyser nakręcił z nim krótką scenkę na swój telefon komórkowy i powiedział, że tym razem go nie zaangażuje, bo ma już pełną obsadę, ale odezwie się przy okazji kolejnego projektu. I tak się stało.

- Dzięki Patrykowi miałem okazję spotkać się z prawdziwymi policjantami, którzy zamykali gang mokotowski - podkreśla aktor.

- To były niesamowite spotkania. Najważniejsze było to z chłopakami z wydziału realizacyjnego, czyli tymi, którzy chodzą w czarnych kominiarkach i zamykają bandytów. Polubiliśmy się, to było dla mnie ważne, że wpuścili mnie do swojego świata. Zaskoczyli mnie.

Równie istotne było przygotowanie fizyczne do roli. Cztery lata temu Piotr poszedł pierwszy raz na siłownię i bardzo mu się tam spodobało. Pod okiem osobistego trenera ćwiczył wszystkie partie mięśni, spotykając się z nim cztery razy w tygodniu. Potrzebna była również specjalna dieta - aktor jadał pięć razy dziennie, koncentrując się na spożywaniu węglowodanów pod koniec dnia. Po kilku miesiącach wyglądał jak „młody bóg”. Miało to zaskakujący wpływ na jego psychikę.

Piotr Stramowski
Sylwia Dąbrowa Piotr Stramowski nie nosi na co dzień irokeza, ale i tak wygląda bardzo męsko z modną brodą

- Kiedyś bałem się swojej ciemnej strony. Myliłem ją ze złem. I chowałem głęboko, bo bałem się wywoływać konflikty. Teraz, kiedy zacząłem pokazywać swoją siłę, okazuje się, że ona wcale ich nie wywołuje, bywa nawet konstruktywna. Dzięki roli Majamiego przerobiłem cechy, które ukrywałem i których się obawiałem - wyznaje w „Gali”.

Ostatnią kwestią był image Majamiego. Wymyśliła go zatrudniona do „Pitbulla” charakteryzatorka. Pod jej okiem fryzjerka zafundowała aktorowi, który do tej pory nosił długie włosy, charakterystycznego irokeza. Kiedy Piotr spojrzał w lustro - nie poznał sam siebie. Żeby dopełnić obrazu Majamiego zafundował sobie jeszcze na własny koszt tatuaż - kotwicę na ramieniu. Vega był bardzo zadowolony z takiej przemiany swego podopiecznego.

- W pewnej chwili nawet trochę się zagalopowałem. Kiedy czytałem scenariusz, wyobrażałem sobie postać, którą gra Bogusław Linda. Na próbach okazało się, że on widzi ją zupełnie inaczej. Automatycznie zacząłem z nim dyskutować: „A może twoja postać powinna zrobić to tak i tak”. Zareagował: „To moja postać, pozwolisz, że zagram, jak uważam”. Otrząsnąłem się: „Co ja robię! Mówię Lindzie, jak ma grać?” - śmieje się Stramowski.

Magiczne sztuczki

Młody Piotruś był miłym i spokojnym dzieckiem, w którym trudno byłoby zobaczyć zadatki na Majamiego. Jego mama jest konserwatorką zabytków pracującą w zamku w Wilanowie, a tata - informatykiem. Ona nauczyła go radości życia, a on - spełniania marzeń. To właśnie ojciec rozpalił w synu chęć bycia aktorem. Jest też starsza od chłopaka o dziewięć lat siostra, ale ze względu na różnice wieku każde z nich chodziło swoimi ścieżkami.

- Nigdy do niczego się tak nie zapaliłem jak do aktorstwa. Jeszcze w podstawówce uwielbiałem Cezarego Pazurę, „13. posterunek” i „Kilera”. Potem przeczytałem, że Pazura za pierwszym razem nie dostał się do szkoły aktorskiej, i pomyślałem, że skoro mimo problemów został świetnym aktorem, to znaczy, że można - opowiada w „Gali”.

Nigdy do niczego tak się nie zapaliłem jak do aktorstwa - wyznaje Stramowski

Pewności siebie dodawało mu to, że najlepiej w liceum parodiował nauczycieli. Podczas wyjazdu szkolnego do Irlandii nauczył się beatboksu - naśladowania ustami perkusyjnego rytmu. I wreszcie opanował trudną sztukę robienia magicznych sztuczek - niczym David Copperfield prezentując zachwyconym koleżankom, jak pod palcami znika mała moneta w zamkniętej puszce napoju. Był jednak przysłowiową „nogą” z polskiego i być może dlatego do szkoły aktorskiej w Krakowie dostał się dopiero za drugim razem.

- Nasz rok był mocny: Dawid Ogrodnik, Kuba Gierszał, Mateusz Kościukiewicz, Marcin Kowalczyk, Maciek Nawrocki, Daniel Szczypa i inni. Wszyscy dziś coś robią. Oni bardzo szybko wystartowali, Marcin zagrał w filmie „Jesteś bogiem”, kiedy byliśmy na czwartym roku. Traktowałem to jako perspektywę dla siebie, cieszyłem się, że tak dobrze im idzie, i grzecznie czekałem na swoją kolej. Nie bardzo w to wierzę. Myślałem: fajnie, że im się udało, bo to znaczy, że mi też się uda. Zawsze się wspieraliśmy, jesteśmy z tego samego gniazda - podkreśla.

Życie okazało się bardziej skomplikowane. Po dyplomie Piotr wyjechał do Bydgoszczy, aby grać w tamtejszym teatrze. Potem zaczęły się pojawiać pierwsze role w serialach. Ale kino milczało. To zaczęło go niepokoić: „A jeśli jednak to się nie wydarzy?” I wtedy poczuł lekką zazdrość, bo koledzy mogli już wybierać w propozycjach, a on ciągle nie wskoczył nawet na pierwszy poziom. Zwyciężył jednak wyniesiony z domu optymizm.

Szansę stworzenia pierwszej wyrazistej kreacji na dużym ekranie dał mu Konrad Aksinowicz w filmie „W spirali”. Co najważniejsze jednak na planie aktor poznał atrakcyjną koleżankę po fachu - Katarzynę Warnke.

Para w życiu i na planie

Pewnie niejedna dziewczyna ostrzyłaby sobie dziś pazurki na Piotra. Niestety - od niedawna jest żonaty.

- Już od pierwszego momentu na planie Kaśka mnie zaintrygowała. Między nami od razu coś zaiskrzyło. Podeszliśmy do zdjęć próbnych z wielkim zaangażowaniem. Byłem zadziornie złośliwy i zalotnie uszczypliwy, a ona, próbując odeprzeć mój „atak”, starała się mnie traktować z góry, choć nie do końca jej się udawało (śmiech). Przez miesiąc graliśmy toksyczną parę, jednocześnie w niezbyt dogodnych warunkach tworzył się nasz związek - mówi Piotr w „Twoim Stylu”.

Granie na planie rozpadającego się związku nie przysłużyło się zakochującym się w sobie aktorom. Nagromadzone emocje sprawiły, że Piotrowi podczas kręcenia filmu wyskoczył dysk i musiał pracować z bólem pleców. Kiedy skończyły się zdjęcia, para wróciła do Warszawy i postanowiła zacząć wszystko od nowa. Niewiele przecież wiedzieli o sobie, nie znali swoich znajomych i rodzin, nie bywali nawet na normalnych randkach.

- Piotrek jest bardzo romantyczny. Szybko wzrusza. Jest bardziej komunikatywny, cieplejszy w relacjach z ludźmi. Cierpliwy. Za to ja jestem porywcza, mam bardziej analityczny umysł. I jestem bardzo waleczna. Jako kobieta byłam i jestem zmuszona walczyć o swoją niezależność, równe traktowanie, szacunek. Piotrek pokazuje mi, że czasami wystarczy zająć właściwą pozycję, po prostu sięgnąć po to, co mi się należy, po to, czego pragnę, bez konieczności walki - opowiada Katarzyna Warnke w „Gali”.

Para tak przypadła sobie do gustu, że w połowie tego roku wzięła ślub. Katarzyna początkowo trochę chciała wyhamować. „Super, że się zaręczyliśmy, ale nie bierzmy tego tak strasznie serio, nie myślmy na razie o ślubie” - mówiła. Piotr jednak był przekonany, że to właśnie ta jedyna. I wbrew modzie panującej w show-biznesie postanowił złożyć jej małżeńską przysięgę.

- Dziś ludzie boją się podejmować takie decyzje. Jesteśmy zachłanni, zbyt szybko się wiążemy, potem równie szybko rozstajemy i to stało się normą. A dla mnie to jest niepokojące. W tym wszystkim czegoś brakuje. Dlatego zdecydowałem się na to „ustatkowanie”. W pewnym momencie się zatrzymałem, popatrzyłem wokół… Często budujemy małe szczęścia, które do niczego nie prowadzą. A fajnie mieć jedno, ale istotne. I temu zaufać, i temu się poświęcić - deklaruje aktor.

Ślub sprawił, że o młodym, aktorskim małżeństwie zrobiło się głośno w mediach. Katarzyna i Piotr z dnia na dzień stali celebrytami, opisywanymi i obfotografowanymi w prasie i internecie. Wtedy wszyscy zwrócili uwagę na to, że Katarzyna jest starsza od Piotra aż o dziesięć lat.

- Nie potrafię myśleć o Kasi jak o starszej kobiecie, po prostu tego nie widzę i nie jest to kwestia moich głębokich uczuć do niej, tylko jej wrażliwości, spontaniczności i świeżości. A poza tym, różnica wieku między nami nie jest raczej widoczna, więc o czym tu gadać - mówi Stramowski w serwisie Party.

Alfabet Piotra Stramowskiego

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.