Wrocławskim „kiblem” przez Polskę, czyli jazda saunowo-aromatyczna

Czytaj dalej
Fot. Paweł Relikowski
Piotr Bera

Wrocławskim „kiblem” przez Polskę, czyli jazda saunowo-aromatyczna

Piotr Bera

Kojarzony jest z siedzeniami, które zmuszały do wyprawy do kręgarza oraz z zapachami, jakie trudno pomylić z perfumami Chanel... Mowa o „ence” - najsłynniejszym polskim pociągu

Pieszczotliwie są nazywane „kiblami”, „enkami” lub „zółtkami”. We wrocławskim Pafawagu wyprodukowano ich łącznie 1429. Pierwszy elektryczny zespół trakcyjny EN57 wyjechał na tory 2 lutego 1962 r. Są to najdłużej produkowane pojazdy szynowe na świecie. I mają się naprawdę bardzo dobrze.

- Tania produkcja i spartańskie warunki to przepis na sukces. Tylko w tym pociągu można było poparzyć sobie pośladki podczas siedzenia na 5-kilometrowej trasie. M.in. dlatego to kawał historii Wrocławia i polskiej kolei - opowiada Maciej Mądry, znawca kolei, pracownik Muzeum Techniki w Jaworzynie Śląskiej.

Czerwone, plastikowe siedzenia, niedomykające się drzwi i fetor z toalety, który docierał nawet do najdalszych zakątków pociągu. Do tego obowiązkowo dochodził smród papierosowego dymu zmieszanego z potem wracających z pracy robotników otwierających między siedzeniami flaszkę. Tak w skrócie można opisać „kibel” - symbol kolei z czasów PRL-u.

- Toaleta w tych składach zawsze mieściła się na końcu, bo w środkowym członie znajdował się przedział elektryczny o powierzchni podobnej do WC. Mimo to z toalety „pachniało” naprawdę mocno - zwłaszcza latem. W wyniku pędu podczas jazdy powietrze z rury wrzutowej z powrotem wracało do jednostki. To jest duża toaleta na szynach - stąd nazwa „kibel”. Prawdopodobnie po raz pierwszy została użyta w latach 80. - przyznaje wrocławianin Maciej „Warsik” Szewczyk, członek Stowarzyszenia Hobbystów Kolejowych.

Inne przydomki EN57 to „enka” i „żółtek”. Ten ostatni pochodzi od malowania składu na żółto-niebiesko. Jednak ta nazwa tak powszechnie się nie przyjęła. Tak samo jak „gomułka” - to za czasów Władysława Gomułki kilka jednostek wywieziono do Jugosławii. Te nazwy nie były jednak tak zabawne i nie niosły tak dużego ładunku emocjonalnego jak „kibel”. Podróż nim to wielka przygoda...

„Kibel prawdę Ci powie”

„Odkąd mój umysł myśli i sięgam pamięcią, te klapy zawsze opadały. A dlaczego? Bo przez dziesiątki lat jedni bezmyślni kretyni pod kierunkiem innych bezmyślnych kretynów, umieszczają muszle klozetowe w pociągach tak blisko ściany, że klapa po podniesieniu nachylana jest ku muszli i opuszczona musi opaść. Dziesiątki lat... Jezu Chryste Przenajświętszy” - taki monolog w kultowym już filmie „Dzień świra” Marka Koterskiego wygłosił Adaś Miauczyński grany przez Marka Kondrata. I choć Miauczyński nie podróżował EN57, to scenę z toalety, gdy w trzęsącym się pociągu próbuje na stojąco załatwić potrzebę fizjologiczną, można spokojnie przypisać również wrocławskiemu królowi torów.

I tak od dziesiątków lat trzęsącym się EN57 podróżowały miliony Polaków: do pracy, z pracy, do szkoły. W środku mieściło się tylu pasażerów, że nieraz zastanawiano się, czy ktoś w magiczny sposób nie powiększył wagonu. Jedni stali „na glona”, czyli z nosem w szybie lub pod pachą innego pasażera, a inni siedzieli na plastikowym tronie. Nikt nie miał łatwo, a trzęsło tak, że gazety i tak nie dało się czytać.

- Po podróży „żółtkiem” każdy miał przewiany kręgosłup z powodu nieszczelnych okien i niedomykających się drzwi. Człowiek robił się też odporny na zapachy, bo jak pociągnęło z WC, to można było tylko wzdychać - wspomina Maciej Mądry. I dodaje: - Pomyślano nawet o przedziale dla podróżnych z większym bagażem podręcznym. Tam dopiero imprezowano! Grupa chłopaków wracała z pracy z paczkami landrynek, paskudnymi perfumami „Cuba” w kształcie cygara i flaszką. Niezapomniane przeżycia...

Przygód związanych z taką podróżą nie da się zapomnieć. Kilkugodzinna jazda w pełnym słońcu nagrzewającym plastikowe siedzenia lub skóropodobny materiał nie należała do luksusów. Zimą było trochę lepiej, ale tylko trochę... Czasem „enka” z pasażerami w środku zamieniała się w piekarnik. Innym razem była to lodówka - gdy nawaliło ogrzewanie. Wtedy rozgrzać mogła tylko flaszka wyciągnięta z torby z zakupami, bo przed powrotem do domu zawsze wskoczyło się do sklepu.

Prawie jak pendolino

EN57 potrafiły rozpędzić się do zawrotnej prędkości 100-110 km/h. Nigdy nie były demonami prędkości, więc kursowały głównie na krótszych trasach. Mimo to na stałe wpisały się w historię polskiego kolejnictwa. „Gomułki” przez lata były drugoplanowymi bohaterami polskich filmów. W „Zawróconym” (1994) w reżyserii Kazimierza Kutza główny bohater (Zbigniew Zamachowski) w jednej ze scen wysiada z EN57. „Żółtek” był również tłem w kilku odcinkach serialu „07 Zgłoś się”, czy komedii romantycznej „Kochaj i tańcz” (2009) z Izą Miko i Mateuszem Damięckim w rolach głównych.

- EN57 to była ikona - jak duży plecak ze stelażem, jak maluch, którym jeździł każdy i przeklinał. A teraz maluch to znane na całym świecie auto - w końcu zachwyca się nim Tom Hanks. „Kibel” to nostalgia, którą przypominam sobie za każdym razem, gdy podróżując szynobusami Kolei Dolnośląskich, mogę skorzystać z pachnącego mydełka i wygodnie wypoczywać w klimatyzowanym przedziale. Nie zawsze tak było - podkreśla Mądry.

Obecnie EN57 podstawiane są najczęściej dla zorganizowanych grup kibicowskich zmierzających na mecz piłkarski. Kolej wychodzi z założenia, że jeśli coś zostanie zdewastowane, to i tak nie będzie większej szkody. Choć podejmowane są również próby modernizacji „kibli”. I to po 2,5 mln zł za sztukę!

Na początku roku Koleje Dolnośląskie pochwaliły się ENdolino - mającym nawiązywać do szybkiego i nowoczesnego pendolino kursującego dla PKP Intercity. ENdolino ma wymienione podłogi, fotele pasażerów, nowe drzwi. Zamontowano toaletę z zamkniętym układem odprowadzania nieczystości i system informacji pasażerskiej oraz uchwyty do przewozu rowerów.

- Wiemy, że miłośnicy kolei darzą wielkim sentymentem pociągi serii EN57, które od pół wieku jeżdżą po polskich torach i stąd pomysł, by jeszcze bardziej przybliżyć modernizowany pociąg jego przyszłym użytkownikom - wyjaśniał na łamach „Gazety Wrocławskiej” Konrad Antkowiak, rzecznik prasowy KD.

Nowoczesny „żółtek” może się rozpędzić do 120 km/h, jest bardziej przestronny i wygodny. I przede wszystkim bezpieczniejszy. Bo stare EN57 takie nie były. To w tym pociągu doszło do tragicznej bójki w filmie „Wymyk” z Robertem Więckiewiczem. Tu zginął również kibic GKS Katowice, który specjalnie podstawionym składem jechał na mecz do Kielc. Był początek września, bardzo ciepło, a w pociągu gorąca atmosfera. 25-latek palił papierosa, opierając się o uchylone drzwi dające trochę przewiewu. Nagle podmuch wiatru otworzył drzwi, a mężczyzna wyleciał ze składu. Zginął na miejscu. Podobnych tragedii było więcej.

- Ludzie rzucali się z pociągów, bo bez większych problemów można było awaryjnie otworzyć drzwi. I to bez naruszania plomby. Teraz to się zmieniło - mówi Maciej Mądry.

Do końca świata i jeden dzień dłużej

„Gomułki” mają prostą i łatwą w utrzymaniu konstrukcję. Brak automatycznych komputerów powoduje, że szybko można je naprawić. I, co najważniejsze, nadal jeżdżą, wydając charakterystyczny brzęczący dźwięk przy zamykaniu drzwi.

- Na naszych torach jest ich jeszcze kilkaset i nie zapowiada się, żeby miały szybko przejść na emeryturę. „Kible” mogą spokojnie pociągnąć jeszcze ze 30 lat. Akurat tyle, żeby tę przygodę przeżyło całe nowe pokolenie - zapowiada ze śmiechem Maciej Szewczyk.

Piotr Bera

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.