Wolność słowa zależy głównie od względów obyczajowych

Czytaj dalej
Fot. Archiwum prywatne

Wolność słowa zależy głównie od względów obyczajowych

Rozmowa z dr. Michałem Urbańczykiem z Wydziału Prawa i Administracji UAM o granicach wolności słowa.

Wolność słowa w Polsce jest ograniczana?

Wolność słowa nigdy nie była nieograniczona i zawsze istniały pewne granice swobody wypowiedzi. W okresie PRL mogliśmy mówić o cenzurze prewencyjnej, kiedy trzeba było pójść do cenzora przed opublikowaniem np. książki i uzyskać jego akceptację tekstu. Z kolei obecnie mamy do czynienia z cenzurą następczą. To oznacza, że istnieją przepisy, które kryminalizują rozpowszechnianie określonych poglądów i opinii jak np. obraza uczuć religijnych, mowa nienawiści czy zniewaga prezydenta.

Gdzie kończą się granice wolności wypowiedzi?
W każdym przypadku granice wyglądają inaczej. Inne są granice swobody wypowiedzi jeśli chodzi o polityków, inne w przypadku prasy a jeszcze inaczej one wyglądają w przypadku zwykłego obywatela.

Jak szeroka jest swoboda wypowiedzi w Polsce?

Musimy zwrócić uwagę na fakt, że swoboda wypowiedzi dotyczy nie tylko tego, co, a czego nie można powiedzieć ze względu na prawo. Dużo ważniejszą kwestią jest to, czego nie powinnyśmy mówić ze względów kulturowych czy obyczajowych.

W takim razie bardziej powinniśmy się skupiać na kwestiach kulturowych czy obyczajowych, kiedy mówimy o swobodzie wypowiedzi?

Tak, ale ponadto w dobie internetu, powinniśmy na nowo nauczyć komunikować się ze sobą. Dzisiaj internet jest płaszczyzną, gdzie nienawiść wręcz się wylewa z różnych stron. Anonimowość w sieci daje poczucie, że możemy więcej. Trudniej nam powiedzieć komuś prosto w twarz, że jest idiotą, ale napisać to bezpiecznie w domu jest zdecydowanie prościej.

Ludzie zdają sobie sprawę z tego, jakie są granice swobody wypowiedzi?
Zwykły obywatel pewnie ma świadomość, że pewne rzeczy jak zniewaga prezydenta, obraza uczuć religijnych mogą skończyć się postępowaniem karnym. Politycy też mają świadomość, że pewnych granic nie mogą przekraczać.

Dr Michał Urbańczyk
Archiwum prywatne Dr Michał Urbańczyk

Odnoszę jednak wrażenie, że język polityków mocno się zradykalizował w ostatnich czasach. Z czego to wynika?

Wrzucę kamyczek do ogródka dziennikarzy. Częściowo to wynika z tego, w jaki sposób prowadzone są programy publicystyczne. Zwłaszcza w telewizji zaprasza się głównie polityków, którzy najgłośniej krzyczą na każdy temat, a nie ludzi, którzy się znają w konkretnej dziedzinie. W takim przypadku nie łudźmy się, że politycy będą ze sobą merytorycznie rozmawiać.

Granica swobody wypowiedzi polityków w ostatnich latach się przesunęła?

Ta granica jest płynna i przekraczana z obu stron politycznej barykady. Warto też zwrócić uwagę, że obecnie politycy mogą komunikować się z obywatelami bezpośrednio przez media społecznościowe takie jak facebook czy twitter. Wykorzystując je, nie zachowują pewnych zasad kultury wypowiedzi, które zachowaliby gdzie indziej.

Na manifestacjach politycznych często można dostrzec transparenty wymierzone przeciwko najbardziej znanym politykom. Czy to mieści się jeszcze w swobodzie wypowiedzi?

W kontekście prawa to mieści się w granicach wolności słowa. Jednak czym innym jest pytanie czy to mieści się w kontekście kultury dyskusji. A to już pozostawiam do oceny czytelnikom.

A słynna już wypowiedź Janusza Korwin-Mikkego w europarlamencie na temat kobiet mieściła się w granicach wolności słowa?

Jestem zwolennikiem jak najszerszej swobody wypowiedzi i uważam, że powinniśmy karać jedynie w wyjątkowym sytuacjach. Europoseł został ukarany, gdyż w europarlamencie uznano, że przekroczył określone granice. Jego wypowiedź na pewno zasługuje na naganę. Pytanie jednak czy na pewno zasługuje też na to, by go karać w inny sposób niż ostracyzm społeczny. Uważam, że granice swobody wypowiedzi powinny być wskazywane głównie przez opinię publiczną a nie prawo karne.

ZOBACZ TAKŻE
Sejmowa komisja o rynku mediów w Polsce - Czeka nas repolonizacja?

Źródło: Agencja Informacyjna Polska Press

Mam wrażenie, że opinia publiczna nie zawsze poprawnie wskazuje granicę swobody wypowiedzi. Wydaje mi się, że przez poprawność polityczną, zabrnęliśmy już w ślepy zaułek pod kątem tego, co można powiedzieć na temat osób homoseksualnych, czarnoskórych czy wyznających islam.

Poprawność polityczna jest pewną formą ograniczenia swobody wypowiedzi. To forma autocenzury i rzeczywiście może pojawić się pytanie, czy jest słuszna. Jeśli chodzi o nienawistne wypowiedzi ze względu na przynależność narodową, religijną czy preferencje seksualne, to możemy odwołać się do konstytucji, która stanowi, że każdy człowiek posiada niezbywalną godność i należy mu się szacunek.

Dzisiaj jednak można spotkać się z negatywną reakcją opinii publicznej za wypowiedzenie słowa „murzyn”... Czy poprawność polityczna nie przekroczyła już granic rozsądku?

Są osoby, które zapewne stwierdzą, że uznawanie słowa „murzyn” za negatywne jest nie do przyjęcia, gdyż nie jest ono nacechowane złymi emocjami. Język jest jednak tworem żywym, który się zmienia.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.