Wielka wojna o spalarnię na wrocławskiej Różance

Czytaj dalej
Fot. Pawel Relikowski / Polska Press
Malwina Gadawa

Wielka wojna o spalarnię na wrocławskiej Różance

Malwina Gadawa

Przy ul. Obornickiej we Wrocławiu może powstać elektrociepłownia, w której spalane byłyby m.in. paliwa pochodzące z odpadów. Inwestycję planuje firma Fortum. I choć przekonuje, że działalność zakładu nie będzie szkodliwa dla środowiska, a wszystkie decyzje będą konsultowane z zainteresowanymi osobami, to mieszkańcy północnych osiedli Wrocławia nie wierzą tym zapewnieniom i zapowiadają, że zrobią wszystko, by powstrzymać inwestycję. Mówią wprost, że nie chcą elektrociepłowni w sąsiedztwie swoich domów. Podkreślają też, że żadne argumenty nie uzasadniają „lokowania spalarni tuż pod oknami ich domów”.

Oliwy do ognia dolał fakt, że miejscy radni mają przegłosować uchwałę dotyczącą przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. A ten pozwoli na budowę przy ul. Obornickiej sortowni odpadów.

Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz zdecydował w ostatnim momencie o wycofaniu projektu uchwały. Argumentował, że firma Fortum nie konsultowała z nim swoich planów, a wrażenie, że obie inwestycje są ze sobą powiązane, jest niesłuszne.

Mieszkańcy nie odpuszczają. Założyli nawet komitet społeczny „Nasze Osiedle STOP Spalarni Odpadów”. Problemem inwestycji chcą także zainteresować rząd - zapowiadają, że w tym tygodniu wyślą listy do kilku ministerstw.

Wydaje się, że sprawa budowy elektrociepłowni, w której m.in. spalane byłyby odpady, została uznana za interesujące pole do walki politycznej, bo w przyszłym roku czeka nas kampania wyborcza.

Mirosława Stachowiak-Różecka, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, wspólnie z radnym tej partii Marcinem Krzyżanowskim zaatakowali prezydenta Dutkiewicza, twierdząc, że wprowadza on mieszkańców w błąd.

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Marcin Garcarz, dyrektor departamentu prezydenta, zaapelował do polityków PiS, by nie wykorzystywali obaw mieszkańców dla własnych celów politycznych. Zapewnił, że prezydent nie wyrazi zgody na powstanie spalarni.

Czy mieszkańcy Wrocławia rzeczywiście mogą spać spokojnie?

Firma Fortum, która rozsyła ciepło dla mieszkań we Wrocławiu, budowę elektrociepłowni przy ul. Obornickiej planowała od kilku lat. Mówiło się, że elektrociepłownia przy ul. Obornickiej będzie zasilana gazem. Ale plany ze względów ekonomicznych się zmieniły. Teraz jest mowa o „budowie instalacji energetycznego spalania paliw o mocy cieplnej 225 MWt opartej o wykorzystanie paliwa alternatywnego, węgla kamiennego i biomasy”.

Przedstawiciele firmy Fortum przyznawali, że brana jest pod uwagę budowa elektrociepłowni, w której spalane byłyby różne paliwa, także te pochodzące z opadów. Podkreślali jednak, że „byłyby to wyselekcjonowane frakcje odpadów”, a działalność zakładu nie byłaby szkodliwa dla środowiska.

Takie argumenty jednak nie przekonują mieszkańców, którzy nie chcą w okolicy swoich domów elektrociepłowni, gdzie spalane będą śmieci. „To przedsięwzięcie jest próbą wybudowania spalarni odpadów zarówno komunalnych oraz przemysłowych jako tzw. paliwa alternatywnego, czyli odpadów z grupy 19, z pominięciem wymagań i procedur przewidzianych dla budowy zakładów termicznego przekształcania odpadów, mimo sprzeciwu mieszkańców, organizacji miejskich, ekologicznych i specjalistów z zakresu energetyki” - napisali w oświadczeniu członkowie społecznego komitetu „Nasze Osiedle STOP Spalarni Odpadów”.

W oświadczeniu członkowie komitetu piszą też, że spalarnia/elektrociepłownia wielopaliwowa była powiązana z miejskim projektem budowy sortowni odpadów na sąsiedniej działce. Chodzi o to, że Fortum prowadziło tzw. dialog techniczny z miejską spółką Ekosystem.

Do walki o zablokowanie inwestycji wkroczyli także politycy Prawa i Sprawiedliwości, co wrocławski ratusz odbiera jako element walki politycznej i rozpoczęcie kampanii wyborczej.

Politycy PiS na specjalnie zwołanej w tej sprawie konferencji przekonywali, że obawy mieszkańców są jak najbardziej uzasadnione. - Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz wprowadza wrocławian w błąd - mówiła posłanka Mirosława Stachowiak-Różecka.

W sprawę zaangażował się też miejski radny Marcin Krzyżanowski. - Nie ma przypadku między lokalizacją spalarni i sortowni śmieci. Jesteśmy przekonani, że mieszkańcy są wprowadzani w błąd, jeżeli chodzi o skalę inwestycji, jej zaawansowanie i wpływ na zdrowie wrocławian. Sprzeciwiamy się również robieniu z Wrocławia śmieciowej stolicy regionu, miejsca, do którego będą trafiać śmieci z całego województwa - komentowali sprawę politycy PiS.

Udowadniają, że według dokumentów, którymi dysponują, Fortum mogłoby zużywać 31 proc. wszystkich odpadów komunalnych z naszego województwa, które mogą być spalone.

- Dostarczanie paliw wygeneruje dodatkowy ruch ciężkich samochodów. Dla potrzeb projektowanej instalacji do zakładu będzie mogło przyjechać około 80 pojazdów dziennie, które wozić będą śmieci, ale też węgiel kamienny - mówi Krzyżanowski.

Miasto szybko odpowiedziało na zarzuty polityków. - W planach miejskich nie było i nie ma budowy takich instalacji. Zapewniam też, że prezydent Rafał Dutkiewicz nigdy nie wyrażał i nie wyrazi zgody na po-wstanie spalarni śmieci we Wrocławiu - przekonuje Marcin Garcarz, dyrektor departamentu prezydenta.

Tymczasem biurokratyczna machina ruszyła. Fortum zwróciło się o wydanie decyzji środowiskowej dotyczącej budowy elektrociepłowni, gdzie może być również spalane paliwo z odpadów. Gmina Wrocław jest zobowiązana do przeprowadzenia postępowania administracyjnego, a także konsultacji.

„Zatwierdzony przez prezydenta program energetyczny miasta oraz wieloletnia strategia gospodarki odpadami nie przewidują w naszym mieście budowy spalarni śmieci czy też elektrociepłowni opalanej paliwem pochodzącym z odpadów. Mówiąc wprost: nie jesteśmy zainteresowani takimi instalacjami” -pisze dyrektor Marcin Garcarz.

Decyzja środowiskowa to integralna część wniosku o pozwolenie na budowę. Po jej wydaniu zainteresowane strony mogą się jednak od niej odwołać do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Jeżeli inwestor miałby pozytywną decyzję, to musi otrzymać od gminy pozwolenie na budowę.

Jeżeli Wrocław takiego nie wyda, to firma będzie się mogła odwołać od tej decyzji do wojewody. Od decyzji wojewody strony będą mogły się odwołać do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Malwina Gadawa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.