Virtual reality czyli jak oszukać mózg

Czytaj dalej
Fot. European VR Congress
Agnieszka Kubik

Virtual reality czyli jak oszukać mózg

Agnieszka Kubik

W Warszawie odbyła się 1. edycja European VR Congress poświęcona wirtualnej rzeczywistości. Czy wystarczy założyć gogle, by przenieść się do innego wymiaru? Owszem, ale...

Zakładam gogle i oto jestem na Alasce; wokół lśniący śnieg, po kolana, taki jeszcze z dzieciństwa. Cudnie! Koło drewnianej chaty drwal rąbie drzewo, jak prawdziwy... Chwilę patrzę, obok mnie przebiega nagle czarny pies. Śledzę za nim wzrokiem, psiak podbiega do innego mężczyzny, wokół biegają husky. Oglądam się za siebie: pełno śniegu, jakieś drzewa. Nagle wyruszam psim zaprzęgiem na przejażdżkę! Stoję na saniach, przede mną pędzi kilka psów, obok biegają inne. Piękne widoki, wokół śnieg, czuję jak adrenalina rozsadza mi głowę. Najwyższy czas zdjąć gogle.

Albo kliknąć na inny matriks. Robi mi się niedobrze, gdy spoglądam z drugiego piętra w dół, więc przewrotnie wybieram ekstremalne doznania. Może mi się uda oszukać mózg i wreszcie poszybuję jak ptak stojąc po prostu na podłodze Centrum Nauki Kopernik w Warszawie?

Na razie wybieram roller coaster, ale rezygnuję z jazdy równie szybko jak ze skoku na bungee (Boże, kto przy zdrowych zmysłach to w ogóle robi!) i przejścia nad wąwozem. Tylko ja i lina, wystarczy jednak spojrzenie w dół, by lęk wysokości znów kazał kliknąć. Zostaję więc bobsleistką, ale wyścigi z prędkością ponad 100 km/h na torze saneczkowym dla kobiety w moim wieku to też lekka przesada.

Kraty. Jestem w amerykańskim więzieniu - wiem, że to amerykańskie, bo film wyprodukowało Discovery. Poza tym widzę Murzynów o gabarytach Johna Coffeya z "Zielonej Mili". Stoję z nimi twarzą w twarz, raz jestem kamerą przy suficie, raz robalem obok buta więźnia, już białego, który, widzę to wyraźnie, wyjął jakąś szpilkę i chce otworzyć kajdanki. Chwilę patrzę, jak się z nimi mocuje, ale za dużo tu testosteronu. Znów klikam. Płynę gondolą w Wenecji, zwiedzam Walię i karmię gołębie na placu świętego Piotra. Ta formuła mi odpowiada.

Już wiem, że na emeryturze usiądę na własnej "kanapie szczęścia", założę gogle, które będą równie powszechne jak teraz komórki i wybiorę z półki kawałek świata, który chcę zobaczyć. Bez biur podróży, rezerwacji w hotelach, czekania na lotnisku, przelotu, zmęczenia. Za darmo. Bezpiecznie. To się dzieje.

Oglądam pierwszy polski serial w technologii 360 st.

"Para nie do pary" z Magdaleną Różdżką i Paweł Małaszyńskim. Odcinek dzieje się w barze, siedzę jakby na ladzie i obserwuję, co się dzieje wokół mnie. Patrzę na kieliszki, browary, dokładnie widzę tablice, szyldy, każdą naklejkę na drzwiach. Treść dla gimbazy, ale gdyby to był na przykład „Wołyń”, uu, można umrzeć. To wszystko jednak zabawa, rozrywka, czasem pouczająca i ekscytująca, bo przecież pewnych rzeczy człowiek nigdy nie miał, czy nie będzie miał okazji w życiu zrobić, a czasem jak Tilt Brush, nie wiadomo, czemu służąca.

VR czyli virtual reality, wirtualna rzeczywistość, staje się rzeczywistością. Na razie jesteśmy na etapie pierwszych Atari, ale dobrze pamiętamy, jak wyglądały nasze pierwsze komórki, a jak wyglądają obecnie. Ile to lat zaledwie minęło?

- VR to rzeczywistość, tylko, że lepsza - mówi Katarzyna Jaklewicz, jedna z organizatorek kongresu, zafascynowana VR-em. - Można być kimś innym, być gdzie indziej, ba, być nawet w miejscu, którego jeszcze nie ma.

Te zaletę VR wykorzystują już deweloperzy. W ziemi jeszcze dziura, ale oni już tworzą wirtualne bloki, które za chwilę wybudują, mieszkania, które ich klienci mogą już obejrzeć. Wyjść na balkon na przykład i zobaczyć, jaki jest widok z okna. Albo czy z pokoju do kuchni nie jest za daleko. - Zastosowanie VR to przede wszystkim skrócony czas transakcji - mówi Andżelika Sokół, rzecznik prasowy HomeBroker.

VR to wielka nadzieja dla osób niepełnosprawnych, o zaniżonej samoocenie, walczących z fobiami. Mówił o tym jeden z prelegentów, dr Marcin Czub, psycholog z Uniwersytetu Wrocławskiego. Tłumaczył, jak w obliczu VR zachowuje się nasz mózg. - Technologia VR świetnie sprawdza się w terapii bólu, szczególnie u dzieci. Zwracając ich uwagę w kierunku wirtualnej rzeczywistości możemy sprawić, że ból towarzyszący zabiegom medycznym będzie zdecydowanie słabszy.

Zdarza się, że pacjenci wcale go nie odczuwają. VR już teraz jest też najskuteczniejszą formą terapii fobii, a w ostatnim czasie trwają prace nad zastosowaniem tej technologii w leczeniu depresji.

Katarzyna Jaklewicz wymienia dalej: możesz zostać hipisem i palić trawkę w gronie takich samych, jak ty. Będziesz w stanie jak po narkotykach, ale całkowicie legalnie i bezpiecznie.

Możesz być klientką kliniki aborcyjnej, która wychodząc po zabiegu staje oko w oko ze skandującym tłumem, który cię nienawidzi.

Bandziorem, który ucieka przed policją ulicami Londynu.

Dwulatkiem, który wychowuje się w patologicznej rodzinie,gdzie bije i wulgarnie zachowuje się twoja matka, ojciec i rodzeństwo. Rzadko kto w tym przypadku wytrzymuje w goglach do końca.

Nieograniczone możliwości VR wykorzystuje już medycyna (szansa dla osób niepełnosprawnych, czego najlepszym przykładem jest choćby film Jamesa Camerona „Awatar”), psychologia (leczenie fobii - wystarczy założyć gogle, by przemóc się bezpiecznie wsiąść do samolotu, skoczyć na bungee czy przejść po linie nad wąwozem), przedsiębiorcy (coraz więcej z nich na VR zarabia, i to ciężkie pieniądze), także ci z duszą artysty. Mowa choćby o robiącym wrażenie na European VR Congress „wirtualnym doświadczeniu”, jak nazywa to jego twórca Jakub Ruszała z firmy 11ht Dimension, projekcie De Profundis, dzięki któremu możemy wejść w obrazy Zdzisława Beksińsiego.

- Pomysł zrodził się z fascynacji grami komputerowymi oraz samym Beksińskim - mówi Jakub Ruszała. - Pojechałem do Sanoka, gdzie mieści się Galeria Zdzisława Beksińskiego i zapytałem, czy są zainteresowani promocją artysty. Powiedziałem, co chciałbym zrobić. Początkowo byli lekko nieufni, ale ostatecznie się przekonali. Uzyskałem ich zgodę i mogłem zająć się „wirtualnym doświadczeniem”.

Jakub Ruszała tak opracował spacer, że po założeniu gogli i przeniesieniu się w inny wymiar z drżeniem serca przechodzimy do kolejnych pomieszczeń/obrazów. Wchodząc do pokoju, gdzie nad kołyską nachyla się Śmierć bez twarzy w opadającej chustce, nasz poziom adrenaliny rośnie, by osiągnąć stan maksymalny w momencie powolnego zaglądania w głąb owej kołyski - skąd wieje tylko bezdenna czeluść i skąd przechodzimy znów do wnętrza kolejnego obrazu. Beksiński byłby zachwycony.

W wymyślaniu sytuacji ogranicza nas już tylko fantazja.

Agnieszka Kubik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.