Uczeni: mamy drugi mózg w jelitach

Czytaj dalej
Fot. 123rf.com
Maria Mazurek

Uczeni: mamy drugi mózg w jelitach

Maria Mazurek

W brzuchach mamy 1,5 kilograma dobrych bakterii. Wygląda na to, że odpowiadają nie tylko za trawienie, ale i... nasze zdrowie psychiczne. Jelita nazywane są „małym mózgiem”. O osi bakterie-jelita-mózg i tym, jak wpływa ona na nasze życie (a wpływa bardziej, niż możemy sobie wyobrazić), rozmawiamy z gastroenterologiem, prof. Tomaszem Machem.

Naukowcy prowadzili badania nad dwoma gatunkami myszy: jednym spokojnym i odważnym, a drugim - nerwowym. Jelita obu „oczyszczono” z wszystkich naturalnie występujących tam bakterii, po czym ponownie je nimi „zainfekowano” - tyle, że na odwrót…
… i okazało się, że myszy ze spokojnego gatunku stały się nerwowe, a nerwowe - uspokoiły się.

Wprawdzie badania zostały przeprowadzone na myszach, ich wyniki dość mnie zszokowały.
To są - na razie eksperymentalne - dowody na to, jak ogromną rolę odgrywa flora jelitowa. To dość nowy temat, bo o wpływie bakterii w układzie pokarmowym na naszą psychikę mówi się niedługo, około dekady. Na razie nie wiemy dużo o tym naszym wewnętrznym ekosystemie, ale czym dłużej go badamy, tym bardziej okazuje się, jak niezwykle jest ważny. W postępie medycyny zawsze jest taka droga: najpierw badania laboratoryjne, potem na małych zwierzątkach, w końcu - na ochotnikach. Eksperymenty takie, jak ten wspomniany przez panią, dostarczają nam mocnych dowodów i są opisane w poważnych naukowych pismach. Możemy więc spodziewać się, że niedługo dojdzie także do podobnych badań nad ludźmi.

Zatem to, jacy jesteśmy i jak się zachowujemy, jest determinowane nie tylko przez nasz mózg, ale i to, co mamy w jelitach?
Na to wygląda. Ostatnio nawet o jelitach mówi się: little brain, mały mózg.

Albo „drugi mózg”. Skąd te określenia?
To po kolei: uważamy, że centralnym narządem, który kieruje nami - wszystkimi naszymi decyzjami i czynnościami - jest mózg. Ale oprócz tego wszystkie nasze narządy, wszystkie tkanki, są unerwione - dzięki temu każdy narząd, każda część naszego ciała, wysyła do mózgu impulsy nerwowe. A szczególnie bogaty system unerwienia - to z racji tego, że ciągle trawi i wchłania to, co jemy, pracując całą dobę - ma właśnie przewód pokarmowy. Ten system ma nawet konkretną nazwę: enteralny system nerwowy. Inaczej: jelitowy system nerwowy. W tym unerwieniu, przy zakończeniu nerwów, występują neuroprzekaźniki regulujące pracę układu nerwowego. Jednym z głównych neuroprzekaźników występujących w jelitach jest serotonina. I w jelitach - dziś to wiemy - jest jej wielokrotnie więcej niż w mózgu.

Serotonina odpowiada między innymi za dobre samopoczucie, a jej niedobór skutkuje irytacją i nerwowością.
Dlatego oś jelitowo-mózgowa jest tak ważna. A w zasadzie: oś bakterie jelitowe-jelita-mózg. Bo w całej tej układance właśnie mikroflora gra bardzo ważną rolę. Do każdego milimetra kwadratowego naszego nabłonka jelitowego przylegają bakterie; nabłonek zaś przylega do warstwy śluzowej i dalej do warstwy mięśniowej, która jest unerwiona. Stąd wychodzi impuls z jelita, który biegnie przez podwzgórze, układ limbiczny, do centralnego układu nerwowego. Ten impuls jest w końcu przetwarzany w naszych płatach czołowych, które odpowiadają za pamięć i odczuwanie bólu. Dlatego jeśli cokolwiek na tej osi nie działa prawidłowo - mamy na przykład w jelitach za mało dobrych bakterii, uszkodzony nabłonek, stan zapalny - to odczuwamy nie tylko ból, ale i irytację, złość. Wydziela się wtedy kortyzol, czyli tak zwany hormon stresu. Ale to działa w dwie strony…

… jeśli się czymś martwimy lub na coś złościmy, często boli nas brzuch albo mamy problemy z wypróżnianiem.
Wystarczy przypomnieć sobie, jak to było w czasach studenckich, przed ważnymi egzaminami.

Zaburzenia pracy jelit powodują więc gorsze samopoczucie. Gorsze samopoczucie - zaburzenia pracy jelit. Jak przerwać to zamknięte koło?
Przede wszystkim zdiagnozować, w którym miejscu na osi jelitowo-mózgowej to zaburzenie występuje. Co oczywiście nie jest proste, bo 70 procent pacjentów, którzy trafiają do poradni gastrologicznych, cierpi na czynnościowe, a nie organiczne zaburzenia pracy jelit. To znaczy: badania nie pokazują, żeby w jelitach działo się cokolwiek niepokojącego, a pacjent jednak skarży się na bóle brzucha, biegunki, zaparcia. Niestety, w takich standardowych badaniach nie ustala się stanu jego flory bakteryjnej - robi się badania na obecność chorobotwórczych bakterii, takich jak bakteria czerwonki, ale nie bada się ilości i składu całego mikrobu - bo takie badania są za drogie, przeprowadza się je więc tylko w badaniach naukowych. Tymczasem tych bakterii w naszych jelitach jest całe mnóstwo - około 400 różnych szczepów! Każdy z nas ma w swoim przewodzie pokarmowym około 1,5 kilograma różnych bakterii. W naszych ciałach jest znacznie więcej komórek bakterii niż naszych własnych. Nasz kał, poza wodą, składa się z niestrawionych resztek pokarmu, złuszczonego nabłonka jelitowego i właśnie wymarłych bakterii, które nie są już w jelitach potrzebne - stanowią one jego ogromną część.

A więc proces wypróżniania, można powiedzieć, jest pogrzebem bakterii.
Naturalna kolej rzeczy: stare bakterie, które już spełniły swoją rolę, są wydalane, a ich funkcję przejmują nowe. O ile jest ich dostatecznie dużo. Bo dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek mamy problem z nieprawidłową florą bakteryjną.

Dlaczego?
Z kilku względów. Po pierwsze dlatego, że powszechnie stosuje się antybiotyki. A przecież antybiotyk niszczy nie tylko bakterie chorobotwórcze, ale i każde inne. Również te, które przylegają do nabłonka naszych jelit. 10-20 proc. pacjentów, po silniejszych antybiotykach szczególnie, ma zachwianą florę bakteryjną. Niestety, lekarze przepisują antybiotyki za często - czasem nawet z powodu zwykłego kataru. Nonsens. Drugi powód to powszechność porodów cesarskich. Oczywiście, jest mnóstwo wskazań do cesarskiego cięcia i zupełnie nie chcę podważać decyzji lekarzy w takich przypadkach. Ale bywa też tak, że kobiety idą na łatwiznę i same proszą lekarzy o cesarskie cięcie: bo nie boli, jest szybkie, i po sprawie. Tyle że nie wiedzą nawet, że przy okazji mogą zafundować swojemu dziecku problemy z jelitami na całe życie.

Czemu poród naturalny ma chronić nas przed problemami jelitowymi?
Mówiąc najkrócej: bo natura wiedziała, co robi. A rozwijając tę myśl: przechodząc przez kanał rodny kobiety dziecko po raz pierwszy ma kontakt z bakteriami - bo w brzuchu mamy miało sterylne warunki. Z pierwszym oddechem połyka zdrowe bakterie z jej kanału. Natomiast zaraz po naturalnym porodzie położna przekazuje dziecko mamie, żeby ta mogła się z nim przywitać, przytulić. Mama karmiąc swoje dziecko piersią, również serwuje mu „zastrzyk” dobrych bakterii - wprawdzie mleko jest sterylne, ale dziecko „zasysa” przy okazji bakterie z okolic brodawki sutkowej mamy.

Badania wskazują, że później osoby z taką zachwianą florą bakteryjną mogą cierpieć nie tylko na zaburzenia układu pokarmowego, ale i depresję czy nerwice.
Naukowcy odkryli, że podawanie bakterii Lactobacillus - a więc tej, którą łykamy razem z probiotykami, ale też z jogurtami - leczy depresję u myszy. Ale to na razie badania na zwierzętach. Rolę bakterii jelitowych badamy od niedawna, wciąż nie wiedząc wszystkiego. Na szczęście to się zmienia, choć wiele osób do dzisiaj o jelitach wyraża się z pobłażliwością, traktując je jako nasz wewnętrzny kosz na odpady, narząd od śmierdzącej roboty, czyli formowania kału. Tymczasem to jest naprawdę niezwykle ciekawe zagadnienie. Zaburzenia mikroflory jelitowej mogą powodować przeróżne choroby, od chorób alergicznych do otyłości.

Otyłości?!
Dziś coraz więcej naukowców uważa, że otyłość u dzieci nie jest jednak winą nieroztropności rodziców podających im śmieciowe jedzenie, a właśnie zaburzonej flory jelitowej - przynajmniej u niektórych pacjentów.

Jelita i żyjące w nich bakterie chronią nas też przed infekcjami.
Tak. To wcale nie węzły chłonne czy śledziona, a właśnie jelita są największym narządem odpornościowym. Większość limfocytów - a więc komórek walczących z drobnoustrojami - występuje właśnie w jelitach. Poza tym zaburzona flora bakteryjna sprzyja infekcjom, bo jeżeli zaczyna brakować dobrych bakterii, to ich miejsce przy nabłonku jelitowym zaczynają zajmować bakterie patogenne, a więc te nieprawidłowe, chorobotwórcze.

Dobre bakterie możemy kupić w aptece. Ma to sens?
Na pewno nie szkodzi - probiotyki, zawierające głównie bakterie Lactobacillus - są bardzo bezpieczne. Jedynym przeciwwskazaniem do ich przyjmowania jest uszkodzony nabłonek jelitowy - ale to zdarza się wyjątkowo rzadko. Natomiast nie liczyłbym na cud - terapia probiotykami nie u wszystkich pacjentów okazuje się skuteczna. Poza tym, nawet jeśli przyjmowanie probiotyków pomoże odbudować dobrą florę bakteryjną, to potrwa to co najmniej kilka miesięcy. To nie jest lek o natychmiastowym działaniu. A pacjenci, którzy do nas się zgłaszają, są już bardzo zmęczeni.

Coraz więcej mówi się też o nowej, szybszej metodzie: przeszczepie kałowym.
Inaczej przeszczep mikroflory jelitowej. U nas to dalej terapia eksperymentalna, wykonywana tylko przez kilka ośrodków w Polsce, wymagająca zgody komisji bioetycznej. Natomiast w niektórych krajach zachodnich, na przykład w Stanach Zjednoczonych, to już uznana terapia. Polega na tym, że osobie ze wskazaniami do takiego przeszczepu - na przykład z nieswoistymi zapaleniami jelit czy po uciążliwych antybiotykoterapiach, z wyjałowionymi jelitami, podaje się kał osoby ze zdrową florą bakteryjną, oczywiście odpowiednio przebadanej. Jest miksowany, filtrowany i w odpowiedniej ilości - 50-100 milimetrów - podawany poprzez wlewkę doodbytniczą lub sondą, przez żołądek. Nasz ośrodek w Krakowie nie robi jeszcze takich przeszczepów, ale może okazać się, że w przyszłości pomoże niektórym osobom, które się do nas zgłaszają.

A z jakimi dolegliwościami pacjenci zgłaszają się do Was?
Mamy bardzo dużo pacjentów z zespołem jelita drażliwego. Tacy pacjenci cierpią na bóle brzucha, biegunki lub zaparcia, lub - naprzemiennie - na jedno i drugie. Do niedawna mówiono o tej chorobie nieco lekceważąco: nadpobudliwe jelito, uważając, że jeśli ktoś ma problem z biegunkami, to należy leczyć go na biegunkę, a nie jakąś chorobę, której nie widać ani na kolonoskopii, ani na USG. Niektórzy wręcz uważali tych pacjentów za hipochondryków, neurotyków. Dopiero odkąd wiemy więcej o osi jelitowo-mózgowej, to i bardziej uważnie przyglądamy się tym dolegliwościom. Okazało się, że w pobranych od takich ludzi wycinkach jelita grubego są mikroprocesy zapalne - na tyle małe, że nie widać ich podczas standardowych badań, ale jednak są.

To więc choroba jelit czy mózgu? Pytam, bo ponoć osoby z zespołem drażliwego jelita znacznie częściej chorują na depresję?
Ano właśnie. Ale nie wiemy do końca, czy dlatego, że to zaburzenia w funkcjonowaniu mózgu mogą mieć wpływ na rozwój tej choroby czy odwrotnie. Bo w końcu to bardzo uciążliwa dolegliwość. Weźmy na przykład kobietę pracującą w banku z takim problemem - bo częściej mają go kobiety. Uciążliwy ból brzucha i przymus częstego chodzenia do toalety, kiedy musi koncentrować się na swojej pracy, jest przecież niekomfortowy i uciążliwy. I też może powodować złe samopoczucie, i to w sposób przewlekły.

Zresztą, powtórzę to raz jeszcze: mózg i jelita to niezwykle powiązane ze sobą narządy, silnie wpływający jeden na drugi. Dobrze, że powoli zaczynamy doceniać rolę jelit, patrzeć na nie inaczej niż jedynie na organ do wchłaniania pokarmu i formowania kału. Bo to naprawdę jest jeden z najbardziej fascynujących narządów naszego ciała.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Maria Mazurek

Jestem dziennikarzem i redaktorem Gazety Krakowskiej, odpowiadam za piątkowe, magazynowe wydanie Gazety Krakowskiej. Prywatnie: moją pasją jest łucznictwo konne (to znaczy to uczucie, że przeżyłam kolejne zawody, w których zazwyczaj zajmuję zresztą ostatnie miejsce). Jestem autorką czterech książek napisanych wspólnie z prof. Jerzym Vetulanim, m.in. "Neuroerotyki" i "Snu Alicji" (dla dzieci) i właścicielką najpiękniejszego na świecie konia, Prady.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.