Trzecie odkrycie krypty czaszek w mieście umarłych [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Dorota Abramowicz

Trzecie odkrycie krypty czaszek w mieście umarłych [ZDJĘCIA]

Dorota Abramowicz

Leżały wymieszane. Czaszki, żebra, kości rąk i nóg dwustu, a może więcej zmarłych. Zasypywały wejście do średniowiecznej krypty, broniąc jej przed intruzami zakłócającymi wieczny odpoczynek.

Codziennie odmawiam w ich intencji modlitwę za dusze w czyśćcu cierpiące - mówi ks. Ludwik Kowalski, proboszcz bazyliki św. Brygidy w Gdańsku. - I kiedy zostaną przeprowadzone badania, które pozwolą odpowiedzieć na wiele pytań, między innymi o wiek szczątków, choroby, na które te osoby zmarły, ich dietę, wrócą w to samo miejsce. Tylko drobne szczątki zostaną z modlitwą odprowadzone na cmentarz.

Przed kilkunastoma dniami, podczas prac remontowych i konserwatorskich, udało się znaleźć wejście do krypty ukrytej pod średniowiecznym baptysterium w Świętej Brygidzie. Profesor Andrzej Januszajtis, znawca historii Gdańska, określa to odkrycie jako sensację. Chociaż tak naprawdę można mówić o powrocie w miejsce, o którym przez ostatnie kilkadziesiąt lat krążyły legendy. I o którym wielu zapomniało... - Czasem frapujące jest, jak zaledwie 46 lat potrafi wykasować ludzka pamięć - zastanawia się Maciej Szczepkowski, kierujący pracami konserwatorskimi w gdańskiej bazylice.

Źródło i nawrócone ladacznice

Stoimy przed nieukończonym jeszcze bursztynowym ołtarzem, którego budowę zainicjował słynny kapelan Solidarności ks. prałat Henryk Jankowski. Zza niebieskiej płachty, zawieszonej po drugiej strony świątyni, dobiegają odgłosy prac konserwatorskich.

- Przychodzę tu wieczorami - mówi obecny proboszcz św. Brygidy. - Cisza, spokój. Patrzę na filary i wyobrażam sobie, jak modląc się, suną między nimi brygidki. Albo jak chodzą po drewnianych pomostach, odmawiając różaniec.

Jeszcze zanim brygidki w latach 90. XIV wieku trafiły do Gdańska, okolice dzisiejszej ul. Profesorskiej zyskały sławę cudownego miejsca. To tu właśnie miała się kobietom ukazać Matka Boska, wzywając je do modlitwy. Tu też (obecnie na terenie prowadzonego przez zakonnice przedszkola Solaris) trysnęło cudowne źródełko, z którego woda uleczała śmiertelnie chorych. Wokół źródła na modlitwach zbierały się kobiety pokutujące za grzechy gdańszczan. Wśród nich były też nawrócone ladacznice. Z czasem zaczęto nazywać je magdalenkami, a kaplicę w tym miejscu zbudowaną - Kaplicą Pokutnic.

Okresem przełomowym był jednak rok 1374, gdy na kilka tygodni zatrzymał się w Gdańsku podróżujący z Rzymu do szwedzkiego klasztoru w Vadstenie kondukt pogrzebowy wielkiej mistyczki, późniejszej św. Brygidy. - Ciało świętej złożono w Kaplicy Pokutnic - mówi prof. Januszajtis. - Miało wówczas dojść do cudownych uzdrowień i wielu innych niecodziennych zdarzeń. Opowiadano na przykład, że pierścień, który się zsunął z palca Brygidy, zawisł w powietrzu...

Dwadzieścia lat później w Gdańsku pojawiły się w Gdańsku zakonnice z Vadsteny, zakładając zgromadzenie brygidek i - w kolejnych wiekach - budujące tu kościół. Pod podłogą najstarszej części świątyni powstała ukryta krypta.

Ucieczka hydraulików

Jest luty 1970 roku. W miejscu, gdzie przez wieki wznosił się przepiękny gotycki kościół, pozostały tylko mury i fragment sklepienia w prezbiterium. Komunistyczne władze dopiero 25 lat po wojnie zdecydowały się oddać Kościołowi zdewastowaną w 1945 roku przez Armię Czerwoną i później jeszcze dwukrotnie trawioną pożarami świątynię. - Wszędzie były gruzy - wspominał w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” zmarły w 2010 roku prałat Henryk Jankowski, mianowany proboszczem Brygidy przez bp. Lecha Kaczmarka.

Jeszcze przed oficjalną zgodą władz na odbudowę ks. Jankowski zmobilizował mieszkających w okolicy młodych ludzi do odgruzowywania świątyni. Wtedy pierwszy raz odkryto kryptę wypełnioną szczątkami kilkuset osób.

O lokalizacji krypty pod Kaplicą Pokutnic pod koniec swego życia opowiadał ksiądz prałat Jankowski. Wspominali o niej także, podczas kolędy, starsi parafianie. Twierdzili, że jeszcze przed zakończeniem odbudowy kościoła przez otwór w podłodze starej kaplicy można było zobaczyć górę złożoną z kości i czaszek. Niektórzy nawet mówili, że dorzucano tam kości z uszkodzonych, płytkich grobów, znajdujących się pod posadzką bazyliki.

Do krypty na pewno weszli wówczas ludzie. Jest na to dowód - 46 lat później pod stertą kości zauważono całkiem współczesną rurę, pociągniętą przez XX-wiecznych hydraulików. - Prawdopodobnie zeszli tam przez otwór w stropie krypty, zamontowali instalację i uciekli - mówi ks. Ludwik Kowalski.

Potem otwór zamurowano.

Do drugiego odkrycia krypty doszło w 2010 roku. Kazimierz Wójcik, ówczesny pracownik gospodarczy parafii, opiekując się słabnącym prałatem Jankowskim, wielokrotnie słyszał od duchownego, że Kaplica Pokutnic to jego nieskończone dzieło. Postanowił więc znaleźć drogę do krypty czaszek. Przez trzy miesiące wynosił piasek i gruz z baszty w najstarszej części kościoła.

Ze starej baszty trzeba było wydobyć co najmniej dwa kontenery piasku, zanim udało się dotrzeć do ceglanego muru. Poluzowana cegła ukazała wejście do otworu wentylacyjnego.

Przez otwór strażacy wpuścili kamerę. Pokazała pokryte polichromią stropy krypty oraz stos kości i czaszek. Jednak niszczenie średniowiecznych murów i stropów nie wchodziło w rachubę. Trzeba było znaleźć oryginalne wejście do krypty.

Doszło do tego dopiero sześć lat później, podczas prac odwadniających i izolacyjnych wokół średniowiecznej kaplicy. - Próbowaliśmy od południa, północy, wschodu - wspomina prowadzący prace konserwacyjne w Brygidzie Maciej Szczepkowski. - Nic się nie sprawdzało, trafialiśmy na ścianę. I koniec.

Ostatecznie postanowiono spróbować dotrzeć do wejścia od wnętrza kościoła. Próbny wykop ujawnił średniowieczne schody rozpoczynające się w połowie stropu, około 30-40 cm pod baptysterium.

- Udało nam się dotrzeć do krypty pod Kaplicą Pokutnic niemalże rzutem na taśmę - mówi ks. kanonik Ludwik Kowalski. - Wtedy wyszło na jaw, dlaczego nie zauważyliśmy wcześniej wejścia do krypty - było ono przysypane kośćmi i czaszkami.

Odkrywców przy wejściu do krypty przywitał napis „Memento Mori”, czyli „Pamiętaj o śmierci”. A także wyryta na ścianie czaszka ze skrzyżowanymi piszczelami. I nieodcyfrowana, bo z lekka uszkodzona data. Prawdopodobnie wskazująca na 1600 rok.

Szczątki zebrano do plastikowych worków. - Czekają na dokładne zbadanie - wyjaśnia Maciej Szczepkowski. - Zamierzamy poprosić o to osobę, która jest naprawdę bardzo dobrym specjalistą z Trójmiasta, antropologiem archeologiem. Dopiero wtedy okaże się, szczątki ilu zmarłych zostały złożone w krypcie, czy pochodziły one ze zlikwidowanych pochówków i czy były tam także pochówki pierwotne. Nie można bowiem wykluczyć, że była to kaplica pogrzebowa.

A jeśli tak, to być może leżą w niej pierwsze brygidki - zakonnice, które przybyły pod koniec XIV wieku do Gdańska.

- Uważam, że w krypcie powinny być przeprowadzone dokładne badania archeologiczne - twierdzi prof. Andrzej Januszajtis.

Gdańsk jak Kudowa?

Dziś w krypcie pracują robotnicy. Dezynfekują pomieszczenia, osuszają tynki. O znalezisku mówią bez większej ekscytacji. - Kiedy przed sześcioma laty prowadziliśmy prace w Świętym Janie, dokonano podobnego odkrycia - stwierdza krótko kierujący pracami pan Kamil.

Maciej Szczepkowski dodaje, że przed trzema laty, podczas konserwacji murów w sąsiednim kościele św. Katarzyny, także przypadkowo, bez większego rozgłosu natrafiono na spore ossuarium.

Ks. Ludwik Kowalski uważa, że odkryta niedawno w Brygidzie krypta powinna być udostępniona wiernym oraz turystom. Jako miejsce modlitwy i refleksji o przemijaniu, przypominające wybudowaną w Kudowie Zdroju przez księdza Wacława Tomaszka w latach 1776-1804 Kaplicę Czaszek.

- Po zakończeniu prac konserwatorskich i przeprowadzeniu badań szczątków większość z nich, potraktowana z należnym szacunkiem, wróci na swoje dawne miejsce - mówi proboszcz. - Zamierzamy także przenieść do krypty relikwie Świętej Brygidy - pokazuje wysadzany bursztynem srebrny relikwiarz z oplecioną srebrnymi różami żuchwą świętej.

Niewykluczone, że przywracanie pamięci o historii średniowiecznego Gdańska nie zakończy się na udostępnieniu wiernym odkrytego niedawno ossuarium.

- W końcu wszystko zaczęło się od objawienia Matki Boskiej i wieści o cudach przy pobliskim źródełku - mówi profesor Januszajtis. - Wprawdzie źródełko prawdopodobnie później wyschło, a studnia została w XIX wieku zasypana, to nic nie stoi na przeszkodzie, by to miejsce upamiętnić. Warto odbudować studnię z charakterystycznym, ośmiokątnym dachem.

A kiedy już studnia zostanie odbudowana, to - któż wie - może przyjdzie czas na pokutnice?

d.abramowicz@prasa.gda.pl

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.