Treningi w chustach. Grapplerka ze Stargardu pomogła tworzyć historię w Iranie

Czytaj dalej
Fot. archiwum prywatne
Maurycy Brzykcy

Treningi w chustach. Grapplerka ze Stargardu pomogła tworzyć historię w Iranie

Maurycy Brzykcy

Irena Preiss spędziła w Iranie miesiąc. Przygotowywała kadrę do mistrzostw świata w grapplingu.

Świat sztuk walki jest ogromny. Dyscyplin jest mnóstwo, zawodników z każdym rokiem jeszcze więcej, a uznane kluby rozprzestrzenione są po całym świecie. I dosłownie niemal na całym globie ktoś gdzieś kula się w tym momencie po macie, stosując różne chwyty, by pokonać rywala. To dla wielu stało się nie tylko pasją, ale sposobem na życie.

Irena Preiss pochodzi ze Stargardu.
Już niemal 10 lat temu wywalczyła tytuł mistrzyni Europy w brazylijskim jiu jitsu, później została mistrzynią świata w grapplingu (walka na chwyty i dźwignie, bez zadawania ciosów). Wtedy, jako młoda zawodniczka Berserker’s Team jeszcze nie przypuszczała, że sztuki walki zaprowadzą ją na Bliski Wschód, do Iranu.

- Mieszkam w Krakowie, od kilku lat jestem trenerką w klubie Grappling Kraków, prowadzę seminaria - opowiada o sobie Irena. - Jestem także sędzią międzynarodową. Jakiś czas temu w Szwajcarii odbyło się spotkanie w celu zaplanowanie strategii rozwoju grapplingu na świecie. Ja reprezentowałam stronę polską. Z kolei Iran nie tak dawno zgłosił do międzynarodowych władz potrzebę zatrudnienia trenera kadry kobiet. Władze zgłosiły się do mnie. Wyraziłam zainteresowanie, wysłałam CV i po tygodniu dostałam odpowiedź.

Egzotyczny Iran

Daleki Iran wydaje się nie tylko egzotycznym krajem, ale również dość niebezpiecznym.

- Po pierwsze to zastanawiałam się nad tym, czy mój miesięczny wyjazd nie przeszkodzi mi w dalszej pracy w Krakowie - tłumaczy Irena Preiss. - Oczywiście miałam mgliste pojęcie o tym, jak wygląda życie w Iranie. Wiedziałam, że to nie będzie proste i podobne do tego, co jest w Polsce. Generalnie byłam pozytywnie nastawiona, bo była to dla mnie duża szansa. Niewielu ludzi zostaje trenerami kadry narodowej, a jeszcze mniej osób zostaje trenerami kadry innego kraju. Jest to forma zdobycia nowych doświadczeń i sprawdzenia się.

Zadaniem trener Preiss było przygotowanie żeńskiej reprezentacji Iranu do mistrzostw świata w grapplingu, które odbywały się na Białorusi. Zadanie samo w sobie już wydaje się trudne, tymczasem na miejscu stało się bardziej skomplikowane. Dla Iranek grappling był dość obcą dyscypliną. Owszem, panie miały sukcesy w judo, łącznie z mistrzostwem Azji, co jest dużym osiągnięciem, jednak różnice w zachowaniu w obu dyscyplinach są dość znaczne.

- Wiedziałam, że dziewczyny mają fantastyczne judo, poza tym były na małym campie przygotowawczym. Jednak moje pierwsze wrażenia z ich poziomu grapplingu były średnie - opowiada Preiss. - Kiedy przechodziliśmy do parteru, to okazywało się, że jest kiepsko. Złe odruchy, zła idea tego, co mają zrobić w walce. Okazało się na szczęście, że dzięki judo dziewczyny mają świetną motorykę, są rozciągnięte i szybko się uczyły. Od początku moim pomysłem było wykorzystanie ich umiejętności judo do wygrania grapplingowego meczu. Mają po swojemu obalić rywalkę, a ja mam nauczyć przytrzymać w parterze, doprowadzić do poddania. Moim zadaniem nie było nauczenie ich od podstaw całego jiu-jitsu, ale przygotowanie do mistrzostw. Były chwile małego zwątpienia, gdy sparowałam z nimi. Z dnia na dzień było jednak lepiej. Pocieszyłam się na dzień przed imprezą, moje zawodniczki były świeże i dobrze przygotowane. Powtarzały technikę, szlifowaną na treningach. Byłam zadowolona.

Okazało się, że pomysł Preiss na kadrę Iranu poskutkował. Panie szybko zaczęły rozumieć zasady i techniki nowej dyscypliny, co ostatecznie przyniosło efekty w mistrzostwach. Początkowo w szerokiej kadrze Iranu znajdowało się aż 15 kobiet. Podczas imprez w grapplingu czy wielu innych dyscyplinach, rywalizuje się często w dwóch kategoriach: w kimonach (Gi) oraz bez nich (No Gi). Także kobieca kadra Iranu, która po raz pierwszy brała udział w mistrzostwach świata, miała walczyć w obu kategoriach. Tak się nie stało.


- Na dzień przed wylotem do Białorusi dostaliśmy telefon z ministerstwa, że te pięć dziewczyn, które miało polecieć na zmagania bez kimon, nie może tego zrobić - mówi z dużym smutkiem Preiss. - Powodem oczywiście miał być fakt, że stroje bez kimon zbyt mocno eksponują ciało i jest to wbrew ich zasadom. Nie wiem, czy nie mogli tego postanowić wcześniej. Trudno powiedzieć. Było to kiepskie. Popsuło nam to atmosferę. Dziewczyny wieczorem się pakowały, by rano zamiast na zawody pojechać do domu.

Kadra z medalami

Dla całej kadry był to pierwszy międzynarodowy start w grapplingu i dwie z przywiozły brązowe medale. - Jeden z tych medali mógł być nawet złoty, bo sędzia się pomylił w jej walce, co przyznał mi później w rozmowie - zaznacza Preiss.

W Iranie sporty zapaśnicze są wysoko wśród najbardziej popularnych dyscyplin. Dwa medale zostały uznane jako sukces.

- Oni się tym bardzo ekscytują, kwiaty na lotnisku i tym podobne rzeczy - przyznaje Preiss. - Związek był bardzo zadowolony z tych osiągnięć. Do tego stopnia, że już w Białorusi ludzie ze związku proponowali mi przedłużenie umowy. Tydzień temu dostałam zaproszenie na roczny pobyt w tym kraju jako trenerka kadry. Nie myślę o tym jednak. Rok to zdecydowanie za długo. Miesiąc, czy dwa mogłabym wytrzymać, choć to złe słowo. Chodzi bardziej o komfort psychiczny. Rok mógłby mi pokrzyżować życie w Krakowie.

Życie w Iranie dla kobiet z Europy nie jest łatwe. Wiele trzeba tam po prostu akceptować, miejsca na polemikę nie ma.

- W Iranie to nie jest kwestia wyboru, narodowości, że chodzisz w hidżabie. To przepis prawa - tłumaczy Preiss. - Mimo tego, że jestem Polką, wychowywaną w innej tradycji, od razu zgarnęłaby mnie policja, gdybym wyszła na ulicę bez nakrycia głowy. I nie chodzi tylko o miejsca publiczne. W chustach musiałyśmy także trenować. Ciężko się tak ćwiczy. Hidżab się przekręca, tapiruje włosy, a po treningu wygląda się jak trzy nieszczęścia - śmieje się Preiss. - Musiał być też długi rękaw, długa nogawka, do tego tunika. W swobodnym stroju mogłyśmy trenować tylko w zamkniętym ośrodku w Isfahan.

Irena zmagała się także z żywieniem. - Mają taką wizję zdrowego sportowca „Trzy razy dziennie mięso - kebab”. Na dodatek wszystko było dla mnie za słone i za słodkie. Na szczęście dobrze mnie tam traktowano i gdy powiedziałam, że potrzebuję warzyw, to takowe dostawałam - zaznacza Preiss. - Jako trener główny podejmowałam wszystkie decyzje i były one bezwzględnie respektowane. Czas, rodzaj treningu, strategia, dieta itd. Trochę się zżyłyśmy z dziewczynami, choć na początku miały dystans. Sprytnie podeszłam do sprawy i żartobliwie przekupiłem je cukierkami. Później chciały udowodnić, że są w stanie wygrać swoim judo ze mną. Pokazałam każdej, że nie są w stanie i zyskałam dzięki temu szacunek. Dziewczyny zobaczyły, że mogą się ode mnie dużo nauczyć.

Irena Preiss - sylwetka

Osiągnięcia na macie

Maurycy Brzykcy

Na portalu gs24.pl zajmuje się sportem. Głównie piłką nożną, koszykówką, sportami walki.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.