Tercet Egzotyczny: Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Czytaj dalej
Fot. Fot. Janusz Wojtowicz / Polskapresse
Robert Migdał

Tercet Egzotyczny: Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Robert Migdał

- Dla mnie dzieci to sens życia - mówi Izabella Skrybant-Dziewiątkowska, gwiazda „Tercetu Egzotycznego”. Właśnie ukazała się książka „Pamelo, żegnaj” opowiadająca o jej barwnym życiu: i zawodowym, i prywatnym.

Zanim na świecie pojawiły się dwie córki - Ania i Kasia - życie Izabelli Skrybant-Dziewiątkowskiej i jej męża Zbyszka, gwiazd Tercetu Egzotycznego, to były koncerty, zabawa do białego rana, zwiedzanie świata, bankiety, wystawne przyjęcia. Traktowali dom jak hotel, w którym zmieniali walizki i z którego brali nowe ubrania w nową podróż. Byli małżeństwem, ale nie byli rodziną. Do wielkiego szczęścia brakowało im tylko dziecka.

I przyszedł cudowny - jak mówi Izabella - rok 1980: narodziny pierwszej córki - Ani. - Myślę, że gdyby dzieci nie pojawiły się w naszym małżeństwie, to byśmy się ze Zbyszkiem rozstali. A może byśmy byli ze sobą z przyzwyczajenia, z poczucia obowiązku: skoro razem śpiewamy i zarabiamy w zespole, to trzeba to ciągnąć. Do końca nie wiadomo, jak by było. Dziś wiem, że powinnam być ze Zbyszkiem cały czas w ciąży: on wtedy nigdy nie krzyknął do mnie, nie podniósł głosu, buty mi nakładał, drapał mnie po szyi, bo to bardzo lubiłam. Bardzo się o mnie troszczył, spełniał wszystkie moje zachcianki. Miałam wszystko, czego zapragnęłam. Nie mogłam powiedzieć, że coś mi się podoba, bo od razu to miałam. Niekiedy odruchowo, widząc coś na wystawie w sklepie, powiedziałam: „O, jakie ładne”, i już mi to Zbyszek kupował - opowiada Izabella w książce „Pamelo, żegnaj”.

Dla Izy dzieci to fundament małżeństwa. To dla niej sens życia, bo dzięki nim ma dla kogo żyć. - Nawet w tej chwili, jak już i dzieci są starsze, i ja jestem starsza, myślę o nich dzień i noc: żeby im było dobrze, jak im można pomóc. Ja już wszystko, co miałam osiągnąć, mam za sobą - wszystko już osiągnęłam. Pieniędzy mam tyle, że mi wystarcza na życie, jakie prowadzę. Mój świat teraz się kręci wokół wnuczki, córek, ich rodzin. A ja wiem, po co i dla kogo żyję - opowiada gwiazda Tercetu Egzotycznego.

Drugie dziecko − Kasia − było nieplanowane. - Miałam słabe serce. Lekarz stwierdził, że ciąża jest niepewna. Dał mi leki na podtrzymanie i kazał zrobić EKG, bo moje życie mogło być zagrożone. Nie wyobrażałam sobie jednak, że mogłabym nie urodzić drugiego dziecka, które już nosiłam pod sercem. Na EKG nie poszłam, a przy następnej wizycie lekarz stwierdził, że ciąża rozwija się bardzo dobrze. Spytał o wyniki badania, a ja odpowiedziałam, że o serce będziemy się martwić później. Był bardzo wzruszony moją decyzją i tym, że mimo wszystko chciałam mieć drugie dziecko. Urodziła się Kasia, choć myśleliśmy, że to będzie chłopiec - Krzysztof - wspomina Izabella.

Praca młodej matki kolidowała z pracą artystki. Iza często wyjeżdżała, dziećmi wtedy opiekowała się jej siostra.

- Płakałam cały czas, strasznie tęskniąc. Z Polski dostawałam listy, telefony; dowiadywałam się z nich, że malutka Kasia codziennie na mnie przy bramie czekała i gdy tylko dzwonek do drzwi zadzwonił, wołała: „Mama przyjechała”. Umierałam. Potwornie tęskniłam i po którymś z koncertów zdecydowaliśmy, że nigdy więcej nie wyjedziemy bez dzieci w trasę na długi czas. Że tracimy za wiele w stosunku do tego, co zyskujemy. I że tracą nasze dzieci. Później, kiedy już wyskakiwaliśmy, to na kilka koncertów i to tak, żeby zagrać i wrócić szybko do domu - opowiada wokalistka, która przysięgła sobie, że dzieci będą na pierwszym miejscu. Zawsze. I że nic bardziej się nie będzie liczyć od ich szczęścia i zdrowia.

Nie musiała długo czekać, by los poddał ją strasznej próbie. - Cały mój świat wywrócił się do góry nogami, kiedy w lutym 1992 roku zachorowała Ania. Miała wtedy 12 lat. Zachorowała ciężko. To była wielka tragedia dla mnie i całej mojej rodziny - opowiada wokalistka.

Ania miała guza, który był przymocowany do trzustki. Był tak groźny, że na świecie było tylko 19 przypadków jego odmiany. Na dodatek złośliwy: Ania musiała wziąć cztery zabiegi chemioterapii na cały organizm. Dziewczynka trafiła do Kliniki Hematologii i Onkologii Dziecięcej przy ul. Bujwida we Wrocławiu. Iza razem z nią. Nie odstępowała córki na krok.

- W klinice onkologii poznałam tę pokorę, tę modlitwę wszystkich rodziców o życie ich dzieci. Tam nie było ludzi bogatych, biednych, zamożnych, wykształconych. Tam wszystkie matki jechały na jednym wózku: wszystkie były równe. To był dla mnie straszny czas. Okropny - wspomina gwiazda.

Ta tragedia bardzo zbliżyła do siebie całą rodzinę. Scaliła ją. - Myślę, że w dużej mierze dlatego dzisiaj mam z córkami tak świetny kontakt. Cały czas mi mówią „Kocham cię”, ja do nich też − tak, jakby dzień i świat miał się zaraz skończyć. Doceniamy każdą minutę, cieszymy się sobą. Niekiedy, gdy kończę z kimś rozmowę, to z rozpędu powiem do słuchawki: „Pa, buźka, kocham cię”, bo z córkami ciągle sobie tak mówimy. Od razu oddzwaniam i tłumaczę się, by nikt nie pomyślał, że Skrybantowa zwariowała, że zapomniała, z kim rozmawia - wspomina Izabella.

Ania, choć była nastolatką, musiała bardzo szybko dorosnąć. Wtedy nauczyła się mądrości życiowej, którą ma do dzisiaj. - Miała przyspieszony kurs dorosłości, a poza tym jest cudowna w tym, że potrafi się cieszyć każdą chwilą, każdą porą roku. Na dodatek tuż po chorobie wyjechała do szkoły do Stanów Zjednoczonych. Bardzo jej na tym zależało - chciała pokazać sobie, nam, innym ludziom, że jest samodzielna, że da radę. Niektórzy mieli nam za złe, że puszczamy dziecko za ocean. A jak my jej mieliśmy zabronić? Chciała nam w ten sposób pokazać, że jest silna. I się jej udało - mówi gwiazda.

Iza i jej rodzina wyszli z tej tragedii obronną ręką. Życie zaczęło wracać do normy. Dziewczyny szybko rosły. Z dzieci zamieniły się w panienki. - W przypadku moich córeczek nie sprawdzało się jednak powiedzenie: „Małe dzieci, mały kłopot - duże dzieci, duży kłopot”. Jako nastolatki nie sprawiały mi nawet najmniejszego problemu: grzeczne, sympatyczne. Nie wiem, czym jest bunt nastolatek. Starałam się im stworzyć taki dom, żeby mogły zapraszać kolegów, koleżanki, żeby nie musiały wychodzić na dyskoteki, do miasta. Jak mój tato - zawsze miałam oko na córki, na to, co robiły, z kim się spotykały. Niby szłam po szklankę do kuchni, a zerknęłam, co robią, jak się bawią - opowiada Iza.

Ania i Kasia zawsze ufały matce: przychodziły, zwierzały się. - Zawsze miałyśmy i mamy do dzisiaj bardzo dobre relacje. Zawsze mogłyśmy ze sobą o wszystkim porozmawiać, zwierzyć się: opowiadały mi o swoich życiowych przejściach, perypetiach. To może dlatego, że i ja się przed nimi otwierałam, opowiadałam o swoich błędach i sukcesach. Śmiały się strasznie, gdy im opowiadałam, że lubiłam rozkochiwać w sobie mężczyzn. Wiedziałam, że z dziećmi trzeba rozmawiać na każdy temat, że trzeba im poświęcać czas. Bardzo nie lubiłam zachowania Zbyszka, który, gdy wracał z trasy, dawał im po 200, 300 złotych do kieszeni i siadał przez telewizorem. Mówiłam: „Wpłać im to na książeczkę oszczędnościową, a lepiej idź do nich do pokoju i z nimi porozmawiaj - dowiedz się, czy im w czymś nie pomóc, może mają jakieś problemy”. Szybko zmienił swój sposób podejścia do dzieci. Poświęcał im więcej uwagi - mówi.

Izabella cały czas powtarza, że dzięki dzieciom zwolniła tempo życia. - Jeśli ma się dzieci w późnym wieku, to one odmładzają, dodają energii do życia, do dalszej pracy. Córki mi dają napęd - opowiada w książce „Pamelo, żegnaj”. - Poza tym wiele się od nich nauczyłam. Na pewno wstrzemięźliwości - tego, że muszę z pewnych rzeczy rezygnować, bo ich dobro jest na pierwszym miejscu, a moje przyjemności są na drugim planie. Nauczyłam się też, że nie należy dzieciom odpowiadać od razu na zadawane przez nie pytania: trzeba przemyśleć, bo moje córki zawsze brały za pewnik to, co im mówiłam. Żeby więc ich nie skrzywdzić pochopną radą, zawsze musiałam kilka razy wszystko przemyśleć... - mówi gwiazda Tercetu.

Oprócz prywatnego życia dziś matkę i jej córki łączy wspólna pasja i... praca. Wszystkie trzy panie występują razem na scenie, w zespole, który powstał ponad 50 lat temu. Razem nagrywają płyty, razem odnoszą sukces. Prawdziwy tercet...

„Pamelo, żegnaj” to wywiad-rzeka z Izabellą Skrybant-Dziewiątkowską, gwiazdą „Tercetu Egzotycznego”. Książkę wydało wrocławskie wydawnictwo Marina. Można ją kupić w dobrych księgarniach, sklepach internetowych i sieciach salonów Empik.
Cena: 39,90 zł (część dochodu autora ze sprzedaży tej książki zostanie przeznaczona na pomoc podopiecznym Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”).

Robert Migdał

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.