Robert Migdał

Tę sztukę pokochał Londyn. Wrocław też?

Tę sztukę pokochał Londyn. Wrocław też?
Robert Migdał

Paweł Okoński, reżyser sztuki „Nic nie gra”, która jest przygotowywana we Wrocławskim Teatrze Komedia, opowiada o przedstawieniu, które pokochał Londyn i które ma szansę podbić Wrocław.

Najnowszą premierę w Komedii, do której trwają właśnie intensywne próby, przywiózł Pan prosto z Londynu.

Grana jest tam trzeci sezon pod nazwą „The Play That Goes Wrong”. Ale hasło „nic nie gra” pada w tym spektaklu, więc nasz polski tytuł się broni.

Tytuł, jak na spektakl, trochę…

… złowieszczy (śmiech). Myślę, że z tym tytułem jest trochę jak ze snami. Trzeba czytać je na opak. Poza tym ten tytuł jest prowokujący jak na teatr i może przyciągnąć widzów. Zwłaszcza w naszym teatrze, tfu tfu, w którym zawsze wszystko „grało”.

Sztuka została po raz pierwszy zagrana w Anglii, w Mischief Theatre.

To był teatr peryferyjny, założony przez studentów, mieli swoją scenę gdzieś pod Londynem, prawie że w garażu. I zrobili fajną sztukę - jeden z autorów prowadzi szkołę improwizacji aktorskiej, warsztaty, z którymi jeździ po całym świecie, a improwizacja w sztuce „Nic nie gra” jest szalenie ważna. Aktorzy muszą umieć się znaleźć w niespodziewanych sytuacjach, zachowywać bardzo inteligentnie, umieć przebrnąć pragmatycznie pewne okoliczności, które ich zaskakują na scenie i pójść dalej. Zespół Mischief pewnego dnia zaryzykował i wynajął budynek na prawie 500 miejsc. Stary, piękny Duchess Theatre, z lat 30., na londyńskim West Endzie, w otoczeniu innych teatrów, i zaczął wystawiać „The Play That Goes Wrong”. I tak ta sztuka zaczęła im „żreć”, że w drugim sezonie grania dostali nagrodę dla najlepszej komedii na West Endzie, przyznaną przez krytyków teatralnych. A potem dostali prestiżową Laurence Olivier Award, nagrodę, o której marzą twórcy teatralni w Londynie - taki Oscar teatralny. I ta farsa, wydawałoby się gorszy gatunek, dostała taaaaką nagrodę.

Na czym polega jej fenomen?

Widziałem tę sztukę w Londynie już trzy razy. To jest świetnie napisane, w Londynie było świetnie zagrane - każdy moment, każda intonacja głosu. Oczywiście na polską scenę nie mogliśmy przenieść tego przedstawienia żywcem - trzeba było je trochę dostosować do polskich realiów, bo nie zawsze to, co śmieszy Anglików, jest zrozumiałe dla Polaków. Ale po tych kosmetycznych przeróbkach spektakl nie utracił - proszę mi wierzyć - ani grama ze swojej angielskiej atrakcyjności. Poza tym mamy doświadczenie w „lekkich przeróbkach”, ba, mamy już nawet taką tradycję spolszczania zagranicznych spektakli w Komedii, za zgodą autorów oczywiście. „Kolację dla głupca” przerobiliśmy na Wrocław, „Szalone nożyczki” też i nic te przedstawienia nie straciły.

We Wrocławiu będzie na scenie czysta improwizacja, puszczona na żywioł, czy też taka wyreżyserowana, pod kontrolą.

W większości będzie kontrolowana przez reżysera, czyli przeze mnie, ale oczywiście będą sytuacje, których się nie da do końca przewidzieć i trzeba będzie improwizować. Ta sztuka to duże pole do popisu dla aktorów, którzy znajdują się na scenie i poza nią, za kulisami. Bo tam też będą grać - choć ich nie będzie widać, to będzie… słychać.

O czym opowiada „Nic nie gra”?

O amatorskim zespole teatralnym działającym współcześnie przy jednej z politechnik, który próbuje zrealizować premierę przedwojennego dreszczowca. Mimo usilnych starań zespołu, przedstawienie, z powodu przeróżnych, zabawnych kłopotów technicznych, nie przebiega w zamierzony sposób. Im bardziej wykonawcy starają się te problemy ominąć, tym są one coraz większe, aż do… niespodziewanego zakończenia. W skrócie - to połączenie kryminału Agathy Christie z kabaretem „Monty Python”. To angielski humor w najlepszym wydaniu. Sztuka opowiada o amatorskim teatrze, o jego kulisach, o aktorach tego teatru, którzy każdy spektakl traktują jak premierę, grają prawdziwie, żarliwie, ale nagle występują sytuacje, które nie są od nich zależne i które psują im robotę. I nagle nic nie gra… Ale co nie gra, tego nie mogę zdradzić, bo by nie było zabawy.

Ile trwa spektakl?

Godzinę i 50 minut, z jedną przerwą. Jazda będzie bez trzymanki. Zwłaszcza że na scenie występują wspaniali aktorzy: Tomasz Lulek, słynny Tonio z naszych „Szalonych nożyczek”, Agnieszka Wielgosz i Rafał Kwietniewski, znani z polsatowskiego serialu „Pierwsza miłość”, oraz inni aktorzy, dobrze znani widowni za sceny Wrocławskiego Teatru Komedia: Jurek Mularczyk, Kinga Zabokrzycka, Marzena Kopczyńska, Marian Czerski, Radek Kasiukiewicz…

Oraz Pan: który i gra, i reżyseruje tę sztukę. Trudno Wam się gra, jako zawodowym, doświadczonym aktorom, rolę kogoś, kto jest amatorem kompletnym?

To jest o wiele trudniejsze, niż zwykła rola, którą się trzeba nauczyć i zagrać najlepiej, jak się umie. A w „Nic nie gra” trzeba najlepiej, jak się umie, pokazać, że się umie grać słabo. Poza tym ta sztuka wymaga ogromnego skupienia, bo spektakl idzie w bardzo szybkim tempie.

Rozmawiał Robert Migdał

Robert Migdał

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.