Artur Szałkowski

Tak żołnierze wysadzali bunkry w Książu

 Tak żołnierze wysadzali bunkry w Książu Fot. Archiwum WSOWL we Wrocławiu
Artur Szałkowski

Archiwum zamku Książ powiększyło się o niezwykłe dokumenty związane z historią obiektu w latach 70. XX wieku. To zbiór kilkudziesięciu fotografii pochodzących z archiwum Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Fotografie zostały odnalezione w archiwum uczelni wojskowej i przekazane do zamku Książ przez generała brygady w stanie spoczynku - Marka Olbrychta.

Na przełomie lat 1975/1976 był podchorążym Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Inżynieryjnych we Wrocławiu i wiele razy przyjeżdżał wówczas do zamku Książ. Na terenie obiektu zajmował się likwidacją budowli i konstrukcji z okresu II wojny światowej, przy użyciu materiałów wybuchowych. Była to forma tzw. prac na rzecz gospodarki narodowej, które wykonywali wówczas żołnierze. Natomiast dla studentów uczelni wojskowych dodatkowo praktyka oraz możliwość przygotowania pracy dyplomowej.

W 1974 roku zamek Książ został przekazany pod opiekę Sudeckiemu Zjednoczeniu Rolniczo-Przemysłowemu. Nowy właściciel obiektu miał ambitne plany utworzenia w zamku hotelu. Żołnierzom powierzono zadanie wysadzenia w powietrze m.in. żelbetonowych bunkrów stojących na terenie parku okalającego zamek Książ oraz wartowni, która stała w pobliżu budynku bramnego, nieopodal obecnego basenu przeciwpożarowego. Gospodarze zamku uznali, że widok bunkrów będzie przywoływał u turystów negatywne skojarzenia z mrocznym okresem II wojny światowej. Dlatego zapadła decyzja o ich likwidacji.

W czwartek 30 marca 2017 roku generał Marek Olbrycht gościł w zamku Książ i spotkał się z jego gospodarzami. Opowiadał wówczas o pracach saperskich, które wykonywał ponad 40 lat temu na terenie zamku. Byliśmy jedynymi przedstawicielami mediów, którzy towarzyszyli wówczas generałowi w Książu. Dzięki temu dowiedzieliśmy się jakiego rodzaju prace wykonali żołnierze na terenie Książa w połowie lat 70. Teraz jako pierwsi przedstawiciele mediów prezentujemy część archiwalnych fotografii, które dokumentują dokonania saperów wojskowych w Książu.

Pierwszym zadaniem, które przyszły generał Marek Olbrycht wykonywał w zamku na przełomie 1975 i 1976 roku, było usuwanie przy użyciu materiałów wybuchowych warstwy żelbetu o grubości około 50 cm. Był ułożony w szybie windy, do którego można dojść z poziomu Tarasu Flory. Chodziło o powiększenie średnicy szybu, w którym planowano zainstalowanie windy dla gości hotelu, który miał powstać w zamku.

- Z tego co nam powiedziano wynikało, że Niemcy zbudowali ten szyb, by windą transportować amunicję do dział przeciwlotniczych, które miały być na wieżach zamku. Wydaje mi się to mało prawdopodobne, bo konstrukcja wież nie była na tyle stabilna, by można było w nich montować działa - mówi gen. Marek Olbrycht. - Pracownicy zamku zbudowali wewnątrz szybu windowego 40-metrowe, drewniane rusztowanie i zajmowali się wywożeniem gruzu. Ciężką pracę wykonywali także żołnierze służby zasadniczej, którzy nawiercali otwory w żelbetonowych ścianach szybu windy. Ja pod nadzorem oficera wkładałem później ładunki wybuchowe do otworów i odpalałem. Eksplozja kruszyła beton, a pręty zbrojeniowe były następnie cięte palnikiem acetylenowym.

Po każdym odpaleniu ładunku pojawiał się problem związany z przewietrzaniem szybu windy. Plastyczne materiały wybuchowe używane do kruszenia betonu, po każdej eksplozji wydzielały toksyczne substancje. Stanowiły one zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia przebywających wewnątrz osób. Problem udało się rozwiązać umieszczając na zwieńczeniu rusztowania szlauch z wodą, która zraszała wnętrze szybu i spłukiwała powybuchowe paprochy na jego dno. Prowizoryczny prysznic stanowił także zabezpieczenie prac spawalniczych przy wycinaniu prętów zbrojeniowych. Zdarzało się bowiem, że kawałki roztopionego metalu spadając na deski rusztowania powodowały ich zapłon.

- W trakcie odwiertów prowadzonych w szybie żołnierze nie natrafili na jakiekolwiek puste przestrzenie, które wskazywałyby na istnienie korytarzy lub pomieszczeń przylegających do szybu - wyjaśnia gen. Marek Olbrycht. - Z prac prowadzonych przez nas w szybie windy pamiętam, że po wielu eksplozjach w jej wnętrzu, drewniane rusztowanie zawaliło się.

Kolejne prace z użyciem materiałów wybuchowych prowadzono w budynku bramnym Książa. Posadzki w pomieszczeniach na parterze budynku zostały wylane grubą warstwą betonu. Z informacji, które docierały do żołnierzy wynikało, że miał być podstawą dla ciężkich karabinów maszynowych. Informacja wydaje się mało prawdopodobna. Z okien w najniższej kondygnacji budynku można prowadzić skuteczny ostrzał jedynie miejsca, gdzie obecnie są schody do amfiteatru.

Do żołnierzy docierały także informacje od pracowników zamku o tym, że betonowa posadzka może kryć wejście do podziemi zamku. Ciekawostką jest to, że informacje o rzekomym tunelu, który miał łączyć budynek z podziemiami pojawiają się także w dokumentach wałbrzyskich urzędników z 1946 roku. O jego istnieniu mieli się dowiedzieć od niemieckiego bibliotekarza.

- Ostatnimi pracami, które wykonywałem w Książu z użyciem materiałów wybuchowych, była likwidacja żelbetonowych bunkrów typu Tobruk, które stały w parku przed zamkiem oraz prawdopodobnie wartowni. Wykonana była z cegieł i stała w pobliżu miejsca, gdzie obecnie jest zbiornik wodny z fontanną - mówi gen. Marek Olbrycht. - Załogę bunkra typu Tobruk stanowiło dwóch żołnierzy. Bunkry z Książa różniły się od innych tego typu tym, że miały dodatkowo żelbetonową dobudówkę przy wejściu. Bunkry i schron wysadzałem różnymi metodami, np. umieszczając ładunki w wywierconych otworach, ale także kładąc ładunek wewnątrz obiektu bezpośrednio na posadzce. Przed odpaleniem ładunku każdy obiekt obkładaliśmy gumowymi pasami transmisyjnymi, które stosuje się w kopalniach. Wewnątrz miały metalową siatkę, co zapobiegało ich rozerwaniu i rozrzuceniu odłamków po okolicy.

Byliśmy z generałem w dwóch miejscach, gdzie stały bunkry. Pozostałości jednego są przykryte ziemią. Natomiast ślady drugiego wyłaniają się z ziemi. Widać solidne kawały betonu oraz sterczące pręty zbrojeniowe. W trakcie wizyty w zamku generał Marek Olbrycht miał także okazję zobaczenia IV i V kondygnacji obiektu, które nie są udostępniane turystom. Oba piętra zdewastowane w czasie wojny oraz po jej zakończeniu wciąż straszą wyglądem. Oglądając je generał stwierdził, że tak właśnie wyglądał cały zamek w połowie lat 70. Wszędzie były pozrywane posadzki, porozbijane okna. Pomieszczenia w obiekcie były popalone, na jednym z pięter stał fortepian i wszędzie walały się pozostałości mebli, które w przeszłości stały w komnatach.

- Nie wiem w jakim celu Niemcy prowadzili przebudowę Książa, ale na pewno nie przystosowywano go na potrzeby sztabu Wehrmachtu, czy kwatery Hitlera. Budowa wszystkich jego kwater prowadzona była równolegle z budową całego systemu zabezpieczeń wokół nich, tak było np. w Wilczym Szańcu - tłumaczy gen. Marek Olbrycht. - W Książu nie natrafiliśmy na żaden ślad systemu zabezpieczeń, bo trudno za taki uznać cztery niewielkie żelbetonowe bunkry. Wokół zamku nie natrafiliśmy na miny, a pola minowe stanowiły istotnych element zabezpieczeń kwater Hitlera. Poza tym położenie zamku stanowi łatwy cel dla artylerii.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Artur Szałkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.