Tajemniczy i straszny „album Simona”

Czytaj dalej
Fot. Ze zbiorów Zenona Stankiewicza
Marek Ponikowski

Tajemniczy i straszny „album Simona”

Marek Ponikowski

Büssing NAG Burglöwe budził w okupowanej Polsce grozę, bo zwiastował łapankę albo uliczną egzekucję.

Za czasów studenckich spędzałem wakacje na Mierzei Wiślanej. W dużym domu z czerwonej cegły mieszkało sporo młodzieży, w większości warszawskiej, między innymi Ania, maturzystka, kuzynka gospodarzy, oraz jej koleżanka z klasy. Gdy pogoda nie zachęcała do pójścia na plażę, przesiadywaliśmy na drewnianej werandzie z widokiem na Zalew Wiślany, graliśmy w brydża albo gadaliśmy na różne tematy, głównie błahe, jak to latem. Kiedyś rozmowa zeszła na temat przymuszania dzieci do jedzenia, i koleżanka - maturzystka wspomniała ze śmiechem, że tatuś, aby zachęcić ją i brata do konsumowania kaszki, wkładał krakowską czapkę. Kilka dni później zapytałem Anię, bo nie dawało mi to spokoju, czy zbieżność nazwisk jej koleżanki i wysokiego funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, skazanego po Październiku ’56 za stosowanie w śledztwach „niedozwolonych metod przesłuchań”, jest nieprzypadkowa. - To jej ojciec - potwierdziła. Dziewczyna była sympatyczna, ale podsuwany przez wyobraźnię obraz tatusia, który z brutalnych przesłuchań wraca do domu i karmi dzieci w czapce z pawim piórem na głowie, był dość przerażający.

* * *

Podobne odczucia towarzyszyły mi ostatnio, gdy oglądałem zdjęcia, które udostępnił mi sąsiad ze Strzyży, pan Romuald Szymański, miłośnik historii II wojny światowej. On z kolei dostał je od swego kolegi Zenona Stankiewicza z Inowrocławia. Po ucieczce Niemców 20 stycznia 1945 roku wielki zbiór negatywów znalazła we własnym mieszkaniu przy ulicy Kasztanowej rodzina Stankiewiczów, bo uciekł także hitlerowiec nazwiskiem Simon, który zajmował dom po wysiedleniu jego polskich właścicieli jesienią 1939 roku. Po Simonach zostało też całe wyposażenie mieszkania, szafy z ubraniami i zastawa stołowa. Tysiącami negatywów zainteresował się Urząd Bezpieczeństwa. Zwrócił nie więcej niż kilkanaście procent. Tym, co utrwalono na kliszach, zajął się niedawno Zenon Stankiewicz. Okazało się, niestety, że czas zrobił swoje i wiele filmów rozsypało się przy dotknięciu. Zdjęcia, które przetrwały, są bez wątpienia cenne dla badaczy okresu wojny i okupacji. Ale to, co można z nich wyczytać, raczej mnoży znaki zapytania, niż dostarcza odpowiedzi.

* * *

Kim był Simon? Nie znamy nawet jego imienia. Był podobno prawnikiem i miał coś wspólnego z sądem w Hohensalza; tę nazwę nosił Inowrocław włączony do Kraju Warty. Nie brał chyba jednak udziału w okrutnych prześladowaniach Polaków w pierwszych miesiącach okupacji. Inowrocławskie zdjęcia z „albumu Simona” to wyłącznie sceny rodzinne z młodą, przystojną, elegancko ubraną żoną i dwójką miłych, kilkuletnich dzieci o blond włosach. Jest też seria zdjęć z Berlina, gdzie - jak się można domyślać - Simonowie odwiedzali rodziców i rodzeństwo. Przeważającą większość fotografii wykonano na terenach położonych na wschód od Warszawy od wiosny roku 1940 do lata 1941. Najdalej na wschód wysuniętym obiektem, który udało się zidentyfikować, jest most na Dnieprze z jadącymi na wschód pojazdami pancernymi Wehrmachtu. Niezwykle ciekawa jest seria zdjęć Warszawy z wczesnego okresu okupacji. Są tu m.in. widoki prawie niezniszczonego Krakowskiego Przedmieścia, ruin w innych rejonach Śródmieścia i wiele fotografii zburzonego gmachu Sejmu. Obiektyw swego aparatu kierował Simon także na ludzi stłoczonych na przystanku tramwajowym i na warszawskich Żydów, zgodnie z zarządzeniem władz okupacyjnych oznakowanych opaskami z gwiazdą Dawida, ale jeszcze niezamkniętych w getcie. Są też w „albumie” widoki z Krakowa, gdzie rezydował generalny gubernator Hans Frank, i z Torunia - być może ślad po wycieczce turystycznej z niezbyt odległego Inowrocławia. Kilka fotografii miasta, zidentyfikowanego przez Romualda Szymańskiego jako Königsberg, znalazło się w zbiorze raczej przypadkowo. Wykonał je profesjonalista, podczas gdy reszta zdjęć to efekt amatorskiego pstrykania.

* * *

W zbiorze dominują fotografie ludzi w mundurach Sicherheitspolizei - Policji Bezpieczeństwa, formacji policyjno-wojskowej ściśle powiązanej z gestapo, która wraz z SD, czyli Służbą Bezpieczeństwa, zajmowała się w Generalnym Gubernatorstwie infiltracją, inwigilowaniem i terroryzowaniem polskiego społeczeństwa. Autor zdjęć pełnił zapewne służbę w Sipo, i to na stanowisku dowódczym. Fotografuje swoich kolegów i podwładnych w miejscach zakwaterowania i w zabiedzonych mazowieckich miasteczkach. Jego uwagę przyciągają małomiasteczkowi Żydzi w chałatach, plakaty ostrzegające przed Żydami - roznosicielami chorób zakaźnych i tablice zakazujące wstępu do dzielnicy przeznaczonej dla „podludzi”.

Utrwala na kliszy miejsca, gdzie nikogo już nie ma, a jedynym śladem przeszłości są kominy sterczące z pogorzelisk. Nie wypuszcza aparatu z rąk także, gdy w wolnym czasie siada z kolegami w knajpie. Na kilku fotografiach widać z nimi młode Żydówki. Uśmiechają się do obiektywu, ale w oczach czai się strach. Są w zbiorze dwa czy trzy zdjęcia zbiorowej egzekucji. Robione z daleka, poruszone, nieostre. Zapewne dlatego nie znalazły się wśród fotografii przejętych przez UB.

W czerwcu 1941 roku grupa Simona ruszyła na wschód za oddziałami Wehrmachtu. Na fotografiach z terenów Polski zajętych po 17 września ’39 przez ZSRR widać sowieckich jeńców. Czy któryś z nich zdaje sobie sprawę, że większość nie przeżyje najbliższej zimy? Z jednej z publikacji dotyczących Sicherheitspolizei dowiaduję się, że to z tej formacji rekrutowały się Einsatzgruppen, których zbrodnie poznaliśmy przy okazji sprawy Jedwabnego. Może i w takie działania angażował się Simon i jego podwładni?

* * *

Uzasadnienie dla faktu, że o fotografiach znalezionych w Inowrocławiu i ich autorze mowa jest na stronie poświęconej starej motoryzacji, stanowią pojazdy widoczne na niektórych zdjęciach. Na przykład odkryty autobus Büssing NAG Burglöwe (kilka takich stanowiło wyposażenie oddziału Simona), widoczny na wielu zdjęciach, to pojazd o nadwoziu dostosowanym do potrzeb formacji policyjnych. W okupowanej Polsce budził grozę, bo pojawienie się podobnych samochodów zwiastowało łapankę albo uliczną egzekucję…

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Marek Ponikowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.