Tajemnicza śmierć sędziego z Sandomierza. Jak do tego doszło?

Czytaj dalej
Marcin Radzimowski

Tajemnicza śmierć sędziego z Sandomierza. Jak do tego doszło?

Marcin Radzimowski

Dramat w Dzierdziówce niedaleko Stalowej Woli. Mieszkający tam sędzia Sądu Rejonowego w Sandomierzu, wykorzystując sztucer, najprawdopodobniej sam odebrał sobie życie.

CZYTAJ więcej
Padł strzał. Nie żyje sędzia z Sandomierza

Choć zasłaniając się dobrem sprawy prokuratura nie udziela szczegółów, ze zdobytych przez nas nieoficjalnych informacji wyłania sie obraz tragedii, jaka w poniedziałek rano rozegrała się w domu jednorodzinnym w Dzierdziówce, w powiecie stalowowolskim.
O zdarzeniu policja i prokuratura zostały powiadomione kwadrans przed godziną 8 rano. W domu oprócz gospodarza - sędziego Zygmunta Bednarczyka, przewodniczącego II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Sandomierzu, przebywała jego żona. I to ona usłyszała strzał, a chwilę potem w jednym z pomieszczeń znalazła martwego męża.

Wykluczono zabójstwo
- Mogę jedynie potwierdzić fakt śmierci 57-letniego mężczyzny w jednym z domów w Dzierdziówce. Wstępne ustalenia wykluczyły udział osób trzecich w zdarzeniu, ale są to oczywiście wstępne ustalenia - mówił nam „na gorąco” prokurator Adam Cierpiatka, prokurator rejonowy w Stalowej Woli.
W tym czasie na miejscu trwały policyjne oględziny a wejście na posesję ograniczały policyjne taśmy. O tym, że musiała się wydarzyć jakaś tragedia, mieszkańców pobliskiej okolicy informowały, oprócz taśm, także policyjne radiowozy na posesji.

Kilka godzin później, kiedy policyjni technicy pracując pod nadzorem prokuratora kończyli oględziny miejsca zdarzenia, prokuratura udzielała niewiele więcej informacji.
- Mogę jedynie powiedzieć tyle, że śmierć mężczyzny nastąpiła w wyniku postrzału z broni palnej - mówił prokurator Andrzej Dubiel, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. - Choć na razie żadnej wersji wykluczyć nie można, najprawdopodobniej był krok samobójczy. We wtorek w Krakowie przeprowadzona zostanie sekcja zwłok.

Strzał ze sztucera
Prokuratura nie komentuje naszych nieoficjalnych ustaleń, z których wynika, że sędzia odebrał sobie życie używając broni myśliwskiej - sztucera. To broń długa, kulowa. 57-latek był pasjonatem myslistwa, czoonkiem jednego z kół łowieckich w regionie. Dlatego też miał pozwolenie na posiadanie broni palnej i miał taką broń w domu. Zginął, oddając z niej strzał w głowę.
Sędzia Zygmunt Bednarczyk był też pasjonatem tenisa stołowego, w którego amatorsko chętnie grywał z innymi kolegami, prawnikami z Sandomierza i Tarnobrzega. Wszyscy wspominają go zresztą jako człowieka pogodnego i koleżeńskiego.

Faktem, że rozegrała się tragedia zdziwiony był również jeden z sąsiadów prawnika, którego wczoraj spotkaliśmy w Dzierdziówce, nieopodal miejsca tragedii. Zapewnił, że to bardzo spokojna rodzina - prawnik mieszkał ze swoją żoną, mieli czworo dzieci, synów. Najmłodszy chodzi do gimnazjum, pozostali są już dorośli i usamodzielnili się.

Żal i niedowierzanie
Do tragedii w oficjalnym komunikacie odniosło się kierownictwo Sądu Okręgowego w Kielcach. „W dniu 12 grudnia 2016 roku, w godzinach porannych, Prezes Sądu Okręgowego w Kielcach został poinformowany o tragicznej śmierci Sędziego Sądu Rejonowego w Sandomierzu Pana Zygmunta Bednarczyka. Obecnie nie są znane przyczyny i okoliczności śmierci Pana Sędziego, dlatego aktualnie Prezes Sądu Okręgowego w Kielcach powstrzymuje się od dalszych informacji i komentarzy. W miarę napływu potwierdzonych faktów dotyczących śmierci Pana Sędziego będą one przekazywane zainteresowanym i uprawnionym podmiotom. Środowisko sędziowskie oraz pracownicy sądów okręgu Sądu Okręgowego w Kielcach przyjęło tę wiadomość z wielkim bólem. Prezes Sądu Okręgowego w imieniu własnym oraz sędziów i pracowników przekazuje Rodzinie Pana Sędziego Zygmunta Bednarczyka wyrazy współczucia i podejmuje działania wspierające Rodzinę w tym trudnym dla wszystkich czasie” - czytamy w komunikacie, który podpisał sędzia Jan Klocek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kielcach.

Tragedią wstrząśnięci są sędziowie i inni prawnicy, którzy znali sędziego Bednarczyka. Zszokowało ich to, co usłyszeli w poniedziałek przed południem, bo wieść o śmierci szanowanego sędziego - karnisty, rozeszła się lotem błyskawicy.
57-latek odszedł, pozostawiając żonę, dzieci, przyjaciół. I kilka sądowych spraw, w których już nie ogłosi wyroku...

Marcin Radzimowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.