Starożytni kosmici, szybka ucieczka z SOR i pogoń za pieniędzmi, czyli życie krakowskiego taksówkarza. Opisuje je Kamil z "Numerubocznego"

Czytaj dalej
Fot. Aleksandra Łabędź
Aleksandra Łabędź

Starożytni kosmici, szybka ucieczka z SOR i pogoń za pieniędzmi, czyli życie krakowskiego taksówkarza. Opisuje je Kamil z "Numerubocznego"

Aleksandra Łabędź

Powoli zaczynamy przyzwyczajać się do tego, że wokół dzieją się dziwne rzeczy. Jest jednak ktoś, kto nie przestaje się temu dziwić. Przeciwnie, fascynuje go świat przepełniony dziwnostkami. Kamil od kilkunastu lat mieszka w Krakowie. Jeszcze podczas 15-letniej służby wojskowej zaczął studia dziennikarskie. Ale zaczął wtedy też robić coś jeszcze: jeździć taksówką. Mówi o sobie tak: Jestem człowiekiem, który wierzy w to, że chcąc poznać życie naprawdę, trzeba spróbować pracy w każdym zawodzie. Niby nic dziwnego w tym, że przemierza ulice Krakowa jako kierowca taksówki. Ciekawsze jest, że ta praca zainspirowała go do stworzenia na facebooku bloga „Numerboczny”, gdzie opisuje rzeczy, które pewnie bez jego opowieści nie ujrzałyby światła dziennego . Kamil uwielbia rozmawiać z ludźmi, a ludzie uwielbiają się przed nim otwierać. Chciałby kiedyś spisać te wszystkie historie w postaci książki.

Hasło

- Poproszę hasło - pyta roześmiany taksówkarz w czerwonej czapce z daszkiem. To rzadkość, żeby na fotelu kierowcy taksówki siedział uśmiechnięty facet, który - jak się okazuje w trakcie drogi - jest idealnym słuchaczem, a czasami i „terapeutą”.
- Ola.
- Idealnie. Zatem pani Olu, dokąd będziemy mieli przyjemność dzisiaj ze sobą podróżować?
- Przed siebie …

Tak właśnie zaczyna się podróż z Kamilem, byłym wojskowym, zakochanym w swojej żonie mężczyzną, studentem dziennikarstwa (którego przez wzgląd na pandemię i obowiązki służbowe nie mógł ukończyć). Kamil śmieje się, że po wielu kursach taksówką dostaje wiadomości z zaproszeniem na kawę. Jednak taksówkarz uśmiecha się tylko, spogląda w dal i mówi: Moja żona... Ta miłość to mi się w życiu naprawdę udała. Dodaje: Gdy odpisuję paniom, które zapraszają mnie do kawiarni, że chętnie, bo moja żona wyraziła na to zgodę, to przeważnie na tym kończą się te znajomości.

Mówi, że lubi swoją pracę. - Można w niej spotkać ciekawych ludzi. Jednak nie zawsze. Niestety bywają też takie kursy, o których chce się jak najszybciej zapomnieć. Teraz, po latach pracy w tym zawodzie, już wiem, kiedy kurs trzeba sobie odpuścić, bo nie jest wart żadnych pieniędzy. Zaznacza, że jest taksówkarzem ze zdanymi egzaminami z topografii w krakowskim urzędzie miasta, pracuje w starej, taksówkarskiej korporacji i nie ma zamiaru szukać pasażerów w aplikacjach.

Niektórzy powątpiewają w prawdziwość opisywanych przez niego historii, zarzucając mu bogatą fantazję. On jednak odpiera te zarzuty i tłumaczy, że to świat, który nas otacza. Ludzkie historie są na tyle kolorowe, że podkoloryzowanie ich jest po prostu niemożliwe.

- Owe wydarzenia bywają zabawne, przykre bądź przerażające. Mimo że wskazują na bogatą fantazję spisującego je, nie ma w nich grama koloryzacji - pisze na blogu Kamil.

Taksówkarz każdego dnia przekonuje się na własnej skórze, że po wejściu do taksówki człowiek czuje się trochę jakby przechodził do innego świata. Sam kiedyś, słuchając historii kolegów z branży, traktował je z mocnym przymrużeniem oka. Teraz jednak przeprasza wszystkich tych, którym wtedy nie wierzył.

- Szczerze mówiąc dzieliłem to wszystko przez pół. Dziś jednak zwracam im honor, chylę czoła i życzę samych przyjemnych przygód. Każdy taksówkarz to przeżywa. Nie jestem wyjątkiem. W moim przypadku za intensywność historii odpowiada niepohamowana chęć nawiązania kontaktu z klientem - dodaje na blogu Kamil.

Jedyne, co w swoich opowiadaniach zmienia, to imiona, miejsca i inne newralgiczne informacje. Ich ujawnienie, jak pisze, mogłoby kogoś urazić.

Jego historie potrafią bawić do łez, mocno zasmucić lub wpędzić w zadumę.

Kamil dużo pyta. I czasem słyszy odpowiedzi, które zwalają z nóg.

- Czasem przepraszam za swoje niestosowne pytanie. Jednak ludzie przeważnie nie są źli, a wręcz przeciwnie: otwierają się jeszcze bardziej, wylewają z siebie żale i historie, które im ciążą. Nierzadko nie potrzebują żadnej odpowiedzi, tylko po prostu drugiego człowieka, który ich wysłucha, ale też nie będzie oceniał.

Takie kursy przepełnione historiami przemijają w mgnieniu oka, a gdy już klient musi wysiadać, taksówkarz w samotności rozmyśla nad tym wszystkim, co usłyszał. Czasami historie są przepełnione dużym bólem, a niekiedy zdarzają się i takie, które ewidentnie są wyssane z palca. No, chyba że ktoś wierzy w starożytnych kosmitów. Rozmówcy kłamią jak z nut. To świadczy o potrzebie rozmowy, bez względu na jej temat i jego realność.

Terapia

Kamil zapytany o to, czy nie chciałby poprowadzić w taksówce terapii dla osób, które jej potrzebują, odpowiada krótko: Nie mam do tego kwalifikacji. Jednak po chwili namysłu dodaje, że jego gadanie z pasażerami nie jest tak do końca bezsensowne, nie służy tylko zabiciu czasu. Przytacza historię kobiety, której pomógł wyjść z alkoholizmu. Gdy pierwszy raz wsiadła z nim do taksówki, borykała się z bardzo dużym problemem alkoholowym. Od słowa do słowa zapytała go, co zrobić, gdy organizm tak bardzo domaga się alkoholu. Dał jej radę: Powiedz sobie, że jak do jutra Ci nie przejdzie, to pójdziesz w tango życia. Niedługo później po tych słowach kurs dobiegł końca, a kobieta wysiadła. Po około roku, gdy podjechał pod adres zlecenia, do jego samochodu wsiadła dziewczyna, która już z daleka uśmiechała się na jego widok.

- Nie poznaje mnie pan? To ja. Dziewczyna, która prosiła o radę, jak wyjść z uzależnienia alkoholowego. Wie pan, że nie piję od tamtego kursu? Dziękuję - powiedziała.

Kamil opowiada też historię dziewczynki, która była bardzo zdenerwowana i rozgoryczona. Kamil zaczął rozmawiać z jej mamą. Okazało się, że podczas poprzedniego przejazdu taksówką, tamten kierowca zauroczył się wdziękiem mamy dziewczynki tak bardzo, że po zakończeniu kursu postanowił nie wypuścić obu pasażerek z samochodu, dopóki kobieta nie da mu swojego numeru telefonu. Po tej sytuacji dziewczynka zraziła się do taksówkarzy. Jednak Kamil umiał wybrnąć z sytuacji. Wyciągnął ze schowka żelki od żony, poczęstował nimi młodą damę, puścił piosenki dla dzieci. Pod koniec kursu dziewczynka powiedziała mu: wiesz co, fajny jesteś. Kamil mówi: To jedno z najbardziej szczerych wyznań, jakie usłyszałem.

Milczenie

Kamil opisuje też bardzo smutne historie. Jak ta, którą zatytułował „Pogoń za pieniędzmi”. Pasażer opowiadał mu historię swojej córki, która wpadła w pogoń za pieniędzmi. Zapisywała się na coraz nowsze kursy, by tylko zdobywać doświadczenie, które zapewni jej kiedyś duże zarobki. Później pojawiły się też narkotyki. Dziewczyna poznała chłopaka, który zafascynował ją informatyką. Gdy Kamil zapytał pasażera, co teraz dzieje się u córki, usłyszał: Powiesiła się cztery dni po tym, jak zamieszkali z chłopakiem. Wszystko zaczęło się od pogodni za pieniędzmi.

Usłyszysz wszystko

W jego taksówce pojawiają się przeróżni pasażerowie. Tacy, którzy wracają do Krakowa po kilkudziesięciu latach i proszę o podwózkę do domu znajomych, z którymi nie rozmawiali całe wieki i nawet nie wiadomo, czy mieszkają jeszcze pod tym samym adresem. Są dzieci, które lubią zdradzać tajemnice rodziców - z kim mama jada kolacje, gdy taty nie ma w domu lub gdzie trzyma biżuterię. Pojawiają się też kobiety, które nie kryją swojego niezadowolenia z faktu, że dzielą życie z mężczyznami. Albo mężczyźni, którzy pytają, czy w samochodzie mogą pić whiskey, a na pytanie „czy ma pan szkło?”, odpowiadają: no jasne! I wyciągają z neseserów zestawy dla koneserów alkoholi. Bywają też i tacy, którzy podczas całego kursu opowiadają o swoich zawrotnych karierach i życzą taksówkarzowi nieziemsko wysokich napiwków, po czym czekają, aż wyda im dwa złote reszty. Czasami i Kamil musi odpowiadać na pytania klientów. Niektóre są dziwne. Na przykład: czy wierzy pan w duchy?

Po spotkaniu z Kamilem człowiek czuje się, jakby wracał z rozmowy ze starym dobrym przyjacielem. Nic dziwnego, że ludzie tak się przed nim otwierają.

Aleksandra Łabędź

Komentarze

3
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

von Borovietzky

Jeśli to nie jest konfabulant, to niw chciałbym znaleźć się w jego taksówce. Zamawiając taksówkę oczekuję przewozu na miejsce, a nie zbędnych konwersacji.

wodkalukasz1

Znajomek naczelnego z trybun pewnie strasznie ciekawy artykuł nie ma co + zobowiązuje

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.