Siłacze. Na swoich barkach dźwigają raka [zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. Piotr Bilski
Łukasz Ernestowicz

Siłacze. Na swoich barkach dźwigają raka [zdjęcia]

Łukasz Ernestowicz

Spotkali się w sali do crossfitu - umięśnieni faceci i dzieciaki - raki. Chcą razem dźwignąć tę pomoc. W Grudziądzu powstaje niezwykły kalendarz z dziećmi w towarzystwie siłaczy. To akcja charytatywna.

Ile czasu potrzebuje siłacz aby wyrzeźbić swoją sylwetkę? To może być rok, może dwa lub kilka lat intensywnej pracy. Tyle samo może trwać walka dziecka z chorobą nowotworową. Czasem rok, czasem dwa.

Ale czasem... do końca życia.

Skąd to porównanie? W Grudziądzu na siłowni spotkali się siłacze i dzieci z naszego regionu, które zmagają z nowotworem lub pokonały już tę straszną chorobę. Razem wzięli udział w niezwykłej sesji fotograficznej. Ich wspólne zdjęcia będą elementem przygotowywanego kalendarza charytatywnego.

- Chcemy na 12 kartach pokazać drobne dzieci i potężnych sportowców. I dać odbiorcy do zrozumienia, jak wielkie ciężary dźwigają nasze maluchy. O wiele większe niż te, z którymi na co dzień ćwiczą siłacze - mówią organizatorki Izabela Szynicka, Izabela Hirsch-Lewandowska i Agnieszka Szydłowska z fundacji Pomimo Wszystko i Stowarzyszenia Nowe Różowe Okulary.

Trening, podnoszenie najcięższych sztang, ścisła dieta i wyrzeczenia to przysłowiowy „pikuś” w porównaniu do tego, co przechodzi chore dziecko. W nich drzemie naprawdę potężna siła. Większa niż w najsilniejszym sportowcu

Kalendarz będzie sprzedawany w naszym regionie, a dochód z niego zostanie przeznaczony na kilkudniowy, letni wyjazd dla dzieci chorych na nowotwory wraz z rodzicami, podczas którego odbędą się m.in. warsztaty wspierające zarówno dzieci, jak i ich rodziców.

- Chodzi o to, aby wesprzeć dobrym słowem, zabawą nie tylko dzieci, ale także ich rodziców. Dodać im energii i nauczyć ich radzić sobie w trudnych chwilach. Bo kiedy rodzic jest pełen energii i zapału, aby stawić czoła przeciwnościom, dziecko także nabiera wiary w siebie i ma więcej siły do walki z chorobą - przekonuje Izabela Szynicka. Wie, co mówi i opiera to na własnym doświadczeniu. Sama od wielu lat walczy o zdrowie swojego synka Adasia.

Marysia Narkiewicz jest twardą dziewczyną. Przez ostatnie dwa lata podnosiła większe ciężary niż sztanga, którą podtrzymują jej siłacze: Grzegorz Jasiński
Arkadiusz Kikulski Uczestnicy akcji, organizatorzy na wspólnym zdjęciu w klubie Crossfit Grudziądz. Uśmiechnięte buzie mówią same za siebie.

To kalendarz dla chorych przyjaciół

Wśród dzieci biegających po hali klubu crossfitowego, który włączył się w akcję, jest Adaś, syn Izy. To szalony 10-latek, wszędzie go pełno, aż kipi energią. Wydaje się po prostu niemożliwe, żeby był chory. A jednak.

Marysia Narkiewicz jest twardą dziewczyną. Przez ostatnie dwa lata podnosiła większe ciężary niż sztanga, którą podtrzymują jej siłacze: Grzegorz Jasiński
Piotr Bilski - Mam już muskuły! - pręży mięśnie Adam. - Ja też - pokazuje Melka, koleżanka, która przyszła mu towarzyszyć podczas sesji.

- To nerwiakowłókniakowatość typu 1, w skrócie NF1. Choroba przebiega tak, że w jego organizmie pojawiają się coraz to nowe guzy. Jeden się zmniejsza, pojawia się drugi. Był w głowie, teraz jest kilka w kręgosłupie - mówi Iza Szynicka. - Swoje życie musieliśmy dostosować do tej choroby, ale najważniejsze dla nas jest to, żeby się nie poddawać i nie podporządkowywać jej całkowicie.

W takich sytuacjach ważne jest podejście rodziców. Nie mogą się załamywać i zaniedbywać siebie. Bo dziecko, które widzi energiczną mamę, samo ma więcej siły.

Adasiowi na pewno jej nie brakuje. Tak samo jak śmiałości.

Sportowcy są dla nich wzorem do naśladowania

- A ze mną nie przeprowadzi pan wywiadu? Też chętnie odpowiem na każde pytanie - zagaduje sam reportera „Pomorskiej”. - Interesuje się piłką nożną, a ostatnio także koszykówką. W Warszawie spotkałem Roberta Lewandowskiego i trenera Adama Nawałkę. Sportowcy są dla mnie wzorem do naśladowania. Ci którzy tutaj ćwiczą na tej sali także. Mają w sobie dużo energii. Tak jak moja mama. Kocham ją! Pomaga mi i wielu innym osobom.

Do sesji fotograficznej przygotowuje się 7-letnia Marysia Narkiewicz z Bydgoszczy. Siada przed lustrem, poprawia włosy. Zależy jej na tym, aby dobrze wypaść. W ubiegłym roku zaatakował ją mięsak w lewym oczodole. Od tego czasu przeszła 9 bloków chemii i 25 naświetleń radioterapii.

- Bardzo cierpiała. Bardzo. Ale jest odważna. Przeszliśmy razem sporo kryzysów i za każdym razem ona odradza się jak feniks do walki z chorobą - mówi jej mama Ewelina Komasińska.

Po sali crossfitowców biega także Filip Słupkowski. Kilka lat temu przeszedł przeszczep szpiku kostnego.

Marysia Narkiewicz jest twardą dziewczyną. Przez ostatnie dwa lata podnosiła większe ciężary niż sztanga, którą podtrzymują jej siłacze: Grzegorz Jasiński
Piotr Bilski Filip Słupkowski jest pełen życia. Choć kilka lat temu wisiało ono na włosku.

- Mama mówiła, że chce pan ze mną rozmawiać o chorobie. Ale ja już nic nie pamiętam. Nic, a nic! Tylko tyle, że mama się mną opiekowała i walczyła o moje zdrowie - mówi 7-latek pociągając energicznie za drążek przymocowany do ciężarów. - Tyle jest tu fajnych rzeczy! W domu też mam swój ciężarek. A poza tym trenuję judo.

Trudno uwierzyć, że jeszcze w 2011 roku jego życie wisiało na włosku. Potrzebował dawcy szpiku kostnego. Udało się go odnaleźć w ostatniej chwili i dziś jest w pełni sił. Tak jak Oliwia Kownacka, 16-latka z Piły.

- Moja choroba trwała od jesieni 2014 roku. Długo pozostawała w ukryciu, dając o sobie znać poprzez swędzenie skóry i tworzące się rany - mówi dziewczyna. W bydgoskim szpitalu im. Jurasza zdiagnozowano chłoniaka Hodgkina IV stopnia. Nowotwór złośliwy. Przeszła chemio- i radioterapię.

- W lutym wykonano badania na zakończenie leczenia i wyniki były bardzo dobre, pokonałam chorobę! - cieszy się Oliwia. Czas, który spędziła na oddziale onkologicznym, na zawsze pozostanie w jej pamięci. - Tworzyliśmy tam jedną wielką rodzinę! Szczerze bardzo lubiłam tam przyjeżdżać... Do teraz zawsze gdy jestem w poradni, idę tam odwiedzić znajomych. Mam wielu przyjaciół, z którymi jestem w kontakcie.

I właśnie przez znajomych Oliwia trafiła na sesję do Grudziądza: - Mam nadzieję, że biorąc udział w tej akcji, pomogę innym chorującym dziecinom. Sama przeżyłam wiele złego i chce pomagać innym. Na oddziale siłę właśnie dawały mi małe dzieciaczki. Powtarzałam sobie, że jeśli one dają radę - to co to dla mnie.

Ich walka nie zawsze kończy się happy endem

Tak bardzo chciałoby się, aby wszystkie historie dzieci ciężko chorych kończyły się szczęśliwie. Tak bardzo...

Bartek Szydłowski też uczestniczył w sesji. Nie było go widać, ale z pewnością był obecny duchem przy swojej mamie Agnieszce. Prawie dokładnie rok temu - 16 listopada - młody grudziądzanin przegrał walkę z rakiem. A może jednak nie przegrał? Może jego cierpienie było jednak zwycięstwem? Bo dziś jego mama działa charytatywnie i pomaga innym dzieciom, tak jak kiedyś pomagała synkowi.

- Myślę sobie: co by tu jeszcze można by było zrobić dla ciebie, Bartek? Wprawdzie on mi już nic nie powie, ale pomysły w mojej głowie rodzą się przy jego udziale, to on po cichutku wkrada się do serca, głowy i szepcze, co zrobić - mówi Agnieszka Szydłowska, która wpadła na pomysł stworzenia kalendarza. - Kiedy byliśmy w szpitalu, zobaczyłam ogrom cierpienia tych dzieci i to był bodziec już wtedy do tego żeby działać. Poznałam na oddziale w Bydgoszczy wspaniałych rodziców dzieci, które dziś już zdrowieją, ale i takich które odeszły. Wspieramy się cały czas, mamy ze sobą kontakt, odwiedzamy się, bardzo się zaprzyjaźniliśmy i tak jest do dziś.

Nie zostawiajmy chorych dzieci i ich rodziców bez pomocy.

- Wsparcie jest ciągle potrzebne, nie tylko dobre słowo gest, przytulenie - dodaje Agnieszka.

Nie tylko kliknięcie w „lubię to” na Facebooku. Dzieciom i ich rodzicom potrzebne są także środki finansowe.

Wydanie kalendarza wsparł już darowizną m. in. zakład pracy Agnieszki. Są też inni sponsorzy. Chętni mogą się zgłaszać do Izabeli Szynickiej i fundacji Pomimo Wszystko. Dane można łatwo znależć w internecie. Można też wpłacić datek na konto: Fundacja Pomimo Wszystko ul. Mieszka I 7D, 86-300 Grudziądz, nr rachunku: 04 1140 2004 0000 3702 7648 6420 (mBank).

- Mamy już zamówienia na 300 egzemplarzy kalendarza! Zostanie wydrukowany przed świętami, a kupić będzie go można na stronie naszej fundacji Pomimo Wszystko oraz m.in. w klubach crossfitowych w Bydgoszczy, Toruniu i Grudziądzu. Dziękujemy wszystkim za pomoc! - cieszy się Izabela Szynicka.

Łukasz Ernestowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.