Sebastian Karpiel-Bułecka sprawdza się jako tata

Czytaj dalej
Fot. Piotr Hukało
Paweł Gzyl

Sebastian Karpiel-Bułecka sprawdza się jako tata

Paweł Gzyl

Od dziecka wiedział, że chce być muzykiem i architektem. Choć nie było łatwo, udało mu się zrealizować te cele. Teraz spełnia się jego marzenie o szczęśliwej rodzinie.

Choć zaczynał w kapeli góralskiej, grającej w podhalańskich knajpach, okazało się, że ma talent, który wykracza poza region. Jego zespół Zakopower odniósł ogólnopolski sukces, łącząc w pomysłowy sposób zakopiański folklor z nowoczesnym popem i rockiem. Większość nagranych przezeń płyt pokryła się złotem i platyną, a koncerty zawsze są wyprzedane.

- Według mnie moda na folklor przeżywa rozkwit. Jak zaczynałem grać, było raptem kilka kapel ludowych. W tej chwili jest ich kilkadziesiąt. Ludzi to jara, bo jest prawdziwe. Żyjemy w tak skomercjalizowanych czasach, wokół jest tyle plastiku, że coraz bardziej tęsknimy do prawdziwej muzyki, która jest czysta i autentyczna – tłumaczy w „Gazecie Wyborczej”.

*
Tak naprawdę na pierwsze imię ma Łukasz, a na drugie Sebastian. Wychował się w drewnianej chałupie w Kościelisku, w której były tylko dwie izby. Mieszkał tam z babcią i dziadkiem oraz z mamą, bo ojciec poszedł swoją drogą. W domu nie było nawet łazienki i chłopak musiał się myć w misce. Nic więc dziwnego, że mama w końcu postanowiła wybrać się do Ameryki, aby zarobić na utrzymanie rodziny. Wtedy małym Sebastianem zajęła się ciotka Zofia.

Być może dlatego chłopak od małego był buntownikiem. Nie lubił chodzić do szkoły i często wagarował. Kiedy coś mu nakazywano, on robił na odwrót. Najpierw chciał być skoczkiem narciarskim, potem próbował swych sił w biathlonie, w końcu myślał, że zajmie się ski alpinizmem. Ostatecznie jednak sport mu się znudził. Od siódmego roku życia chodził na lekcje gry na skrzypcach do sąsiada. Dzięki temu zachwycił się góralską muzyką.

- Z liceum cały czas uciekałem, bo najważniejsze było dla mnie granie, inny świat nie istniał. Czasem wracałem z grania o szóstej rano i w ogóle do tej szkoły nie szedłem. Kiedy dojrzałem, zrozumiałem, że to nie jest ani do końca bezpieczne, ani fajne - nie mogę oprzeć całego życia na muzyce, muszę mieć alternatywę. Czułem też potrzebę poszerzenia horyzontów intelektualnych. Powiedziałem sobie: „Stop”. Postanowiłem, że zdam maturę i pójdę na studia – mówi w „Gazecie Wyborczej”.

Ojciec Sebastiana był architektem. Chłopak postanowił więc pójść w jego ślady. Zdał na Politechnikę Krakowską i przeniósł się na pięć lat pod Wawel. Kiedy jego koledzy imprezowali co weekend, on się do nich nie przyłączał, bo wyszumiał się już za wszystkie czasy w okresie liceum. Dlatego uczył się pilnie i zrobił dyplom bez problemu. Do dzisiaj zaprojektował kilkanaście domów. Lubi też rysować dla przyjemności, bo uspokaja go to po koncertach i nagraniach.

*
Kiedy do Polski przyjechał Goran Bregović, żeby nagrać płytę z Kayah, wytwórnia zaangażowała góralską kapelę Sebastiana, aby akompaniowała wokalistce. Choć zakopiańscy muzycy nie wspominają zbyt dobrze tej współpracy, gdyż nie zostali wynagrodzeni tak, jak tego oczekiwali, zwrócił na nich uwagę kompozytor i producent Mateusz Pospieszalski. Zaproponował im powołanie do życia nowego zespołu, który łączyłby góralskie nuty z nowoczesnym popem i rockiem. Tak narodził się Zakopower.

- Chciałem, żeby nam się z Zakopowerem udało, ale nie za wszelką cenę. Oczywiście ucieszyło mnie to, co się z tym zespołem wydarzyło, ale zanim powstał przeszedłem długą drogę. 20 lat grałem muzykę folklorystyczną, brałem też udział w projektach innych artystów. Byłem przygotowany na ten sukces i może dobrze, że zdarzył się teraz, bo nie uderzyła mi do głowy woda sodowa – twierdzi w Onecie.

Wejście w show-biznes nie było łatwe dla Sebastiana. Sukces pierwszej płyty zespołu sprawił, że grupa zaczęła grać po sto koncertów rocznie. Aby wytrzymać to tempo, lider Zakopowera wrócił do alkoholu. Całe szczęście w odpowiednim momencie zorientował się, że może popaść w uzależnienie – i odstawił picie. Wtedy zauważył u siebie objawy nerwicy. Napady lęku o to, że zostanie w życiu samotny minęły, kiedy udał się na terapię.

- Powiem bez owijania w bawełnę – uprawianie zawodu muzyka wiąże się z częstymi okazjami do picia. Miałem w życiu moment, kiedy musiałem powiedzieć sobie „stop”. Uświadomiłem sobie, że przesadzam. Ale nie dałem się temu zniewolić, potrafiłem postawić sobie granicę. Zrozumiałam, że dojrzała wolność to również mierzenie się ze słabościami – podkreśla w „Twoim Stylu”.

*
Od kiedy przystojny góral pojawił się w stolicy, wzbudzał zainteresowanie płci przeciwnej. Pierwsza zakręciła się wokół niego Kayah. Starsza, bardziej doświadczona i mająca świetne kontakty w show-biznesie, sprawiła, że Sebastian poczuł się pewniej w Warszawie. Para była ze sobą kilka lat, ostatecznie jednak się rozstała. Dlaczego? Tego nie wiadomo, bo obie strony do dziś milczą na ten temat jak zaklęte.

Sukcesy Zakopowera sprawiły, że Karpiel-Bułecka nie miał czasu na romanse. Kiedy zbliżył się do czterdziestki zaczął się jednak rozglądać za potencjalną kandydatką na żonę. Los chciał, że poznał w Warszawie przez wspólnych znajomych modelkę Paulinę Krupińską. Piękna dziewczyna spotykała się wtedy z bratem Alicji Bachledy-Curuś – Tadeuszem. Coś jednak między nimi zazgrzytało i para się rozstała. Wtedy do Pauliny uderzył Sebastian.

Początkowo modelka i muzyk ukrywali się ze swym związkiem. Z czasem stało się to niemożliwe – w 2015 roku na świat przyszła córka pary Antonina, a w 2017 roku – syn Jędrzej. Ostatecznie rok później odbyło się w Zakopanem wielkie góralskie wesele.

- Pierwsza była córeczka i to była dla mnie wielka radość, ale stwierdziłem, że muszę mieć jeszcze syna. I w końcu się pojawił. Mogę śmiało powiedzieć, że dostałem od losu pełen pakiet: mogę się sprawdzić jako tata dziewczynki i tata chłopca. To jest dla mnie ważne, tym bardziej że wychowywałem się bez ojca, więc chciałem, żeby to się trochę wyrównało, żeby w moim dorosłym życiu ta pustka wypełniła się – podkreśla w Plejadzie.

Początkowo małżonkowie zamieszkali w Warszawie. Sebastian tęsknił jednak za górami. Dlatego rozpoczął tam budowę domu według własnego projektu. Rodzina Karpielów mogła więc od czasu do czasu odwiedzać Zakopane. W pewnym momencie Sebastian stwierdził, że chciałby na stałe przenieść się do rodzinnego miasta. W międzyczasie jednak Paulina została prowadzącą „Dzień dobry TVN”. Wyprowadzka na Podhale byłaby więc dla niej utrudnieniem. Jak małżonkowie rozstrzygną ten dylemat?

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.