Rzecz o języku. To jest real

Czytaj dalej
Fot. Slawomir Mielnik
Profesor Jan Miodek

Rzecz o języku. To jest real

Profesor Jan Miodek

W świecie elektronicznym narodziła się rzeczywistość wirtualna (ang. virtual reality), czyli obraz sztucznej rzeczywistości stworzony przy wykorzystaniu technologii informatycznej, kreującej komputerową wizję przedmiotów, przestrzeni i zdarzeń, reprezentującej zarówno elementy świata realnego (symulacje komputerowe), jak i zupełnie fikcyjnego (gry komputerowe science fiction). Jej przeciwieństwem jest real - „rzeczywistość realna” - nienotowany jeszcze jako hasło w tradycyjnych (papierowych) słownikach z początku XXI w., a robiący w ostatnich latach zawrotną karierę - w prasie, radiu, telewizji, w prywatnych rozmowach. Pojawia się on nawet w publicystyce religijnej. Przeczytałem na przykład ostatnio: „Wielki Tydzień to jest real. On się dzieje tu i teraz”.

A kto z nas jeszcze kilkanaście lat temu przywoływał w codziennym językowym obcowaniu „hipstera”? To przedstawiciel współczesnej subkultury, a wyznacznikiem jego stylu jest deklarowana niezależność wobec głównego nurtu kultury masowej (tzw. mainstreamu) i ironiczny do niego stosunek, a także przesadne akcentowanie swojej oryginalności i indywidualności (rzeczownik ten pochodzi z języka afrykańskiego ludu Wolof, w którym „hip” znaczy tyle, co „oświecony, mający otwarte oczy”). Dziś jeden z najwybitniejszych teologów pisze, że „człowieczeństwo Jezusa postrzegamy jako nadmiernie człowiecze - to hipsterski ideał kontrkultury”.

Inny publicysta katolicki decyduje się na zdanie: „Ów tłum popełnia tożsamościowe samobójstwo, na chwilę znika z Bożych radarów, przejmuje go kontrola lotów z mrocznych światów”. A mnie w tym momencie przypomina się metaforyka ks. prof. Włodzimierza Sedlaka (1911-1993) z jego „Technologii Ewangelii”: „Bóg jest kwantowym genetykiem”, „Bóg rozsiewał złocisty pył fotonów”, „Pan Bóg ma atomy znakowane personalnie”, „Życie od miliardów lat wygrywa Bogu elektromagnetyczną kantatę”, „Pan Bóg to automat łaski i błogosławieństwa”, „Jezus nie był dipolem moralnym ani dipolem człowieczeństwa, ale nie był wolny od propozycji przepolaryzowania się na Górze Pokuszenia, w Getsemani”, „Rezonans z Bogiem musi być dobrowolny, a nie wymuszony. To prawo dobrowolności rezonansu szanował zawsze Jezus”.

Autor tekstu o Bożych radarach pisze także, że Jezus swe „związane i przybite ręce mógłby w try miga uwolnić, a nie robi tego, bo tak zdecydował”. A ja po tym fragmencie cytuję zdanie z kazania wysłuchanego dawno temu w czasie Wielkiejnocy w rodzinnym mieście: „Jezus jak by nie było umarł za nas na krzyżu”. Obie te wypowiedzi grzeszą rażącą potocznością użytych w nich form „w try miga” (pochodzącej z języka rosyjskiego) i „jak by nie było” (ta jest sama w sobie niepoprawna - użyta zamiast zgodnego z normą zwrotu „jakkolwiek by było”). Mówię o tym bez cienia jakiegoś dewocyjnego zacietrzewienia, bo jest mi ono z gruntu obce. To jest tylko, mówiąc językiem Herberta, kwestia smaku. Ale z nią jest w skali makro coraz gorzej, a potocyzacja zachowań komunikacyjnych stała się dojmującą cechą polszczyzny ostatnich lat. Jan Miodek

Profesor Jan Miodek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.