Rzecz o języku: Przydasie i okonie

Czytaj dalej
Fot. brak
Jan Miodek

Rzecz o języku: Przydasie i okonie

Jan Miodek

Na str. 241 swej ostatniej książki „Projekt: prawda” Mariusz Szczygieł przytacza następującą wypowiedź pewnej kobiety: „Bo jak chcę nabrać tych ciuchów, tych przydasiów różnych... Bo to są takie przydasie, a w tanich liniach trzeba odchudzić wszystko”. Mamy w niej żartobliwy neologizm - użyty w liczbie mnogiej rzeczownik przydasie, utworzony od popularnego czasownika przyda się, oznaczający „coś, co się przyda”, „coś, co wydaje się przydatne, a w gruncie rzeczy jest niepotrzebne, zbędne”, „coś, co jest brzydkie, nieatrakcyjne, ale ma wartość, bo budzi wspomnienia”.

Tę ostatnią definicję znajduję w internecie, który przydasie już rejestruje. W tradycyjnych słownikach jeszcze tej formy nie ma. Jeśli chodzi o mnie, patrzę na nią z wielką sympatią. Wiedzą przecież Państwo, jak bardzo sobie cenię językową twórczość, pomysłowość!

Gdy zaś na początku „Projektu: prawdy” znajduję zdanie autora: „Na widok wspomnień - na które nigdy nie podziała klawisz delete - oddech zatrzyma ci się nagle”, przypomina mi się fragment jednego z felietonów Kazika Staszewskiego sprzed lat: „Przyczepiła się do mnie ta myśl i za nic nie chciała zdilejtować”. Delete i zdilejtować są potwierdzeniem jakże silnego oddziaływania na naszą wyobraźnię językową rzeczywistości elektronicznej.

Każdy użytkownik komputera wie przecież, że komputerowym klawiszem delete usuwamy, likwidujemy taki czy inny zapis. Sięgając po ten termin, Szczygieł i Staszewski metaforycznie nazywają niemożność ucieczki od wspomnień czy pozbycia się z pamięci pewnej myśli. Trudno tego zabiegu stylistycznego nie określić mianem signum temporis - znaku czasów.

W książkę Szczygła wkomponowany jest „Portret z pamięci” Stanisława Stanucha - czytelniczy przebój z lat mojej młodości. W nim z kolei znalazłem fragment: „Gdy zanurzyłem rękę w wodzie i wpadł do niej mały okoń, zacisnąłem dłoń, ale grzbiet ryby nagle stał się kłujący. Wypuszczając ją z dłoni, zauważyłem z przestrachem naprężony wspaniale grzebień. Okonie mają takie grzebienie do obrony”.

Po jego przeczytaniu pomyślałem sobie, choć nie daję stuprocentowej gwarancji słuszności tego przypuszczenia, że metaforyczny zwrot stanąć okoniem - „nie zgodzić się na coś, stanowczo odmówić, zbuntować się, sprzeciwić się” - może nawiązywać do opisanego przez Stanucha zachowania okonia. Wszak u źródeł większości metafor stoją realne zjawiska, tyle że często zatarte w zbiorowej pamięci ludzkiej.

Jan Miodek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.