Rzecz o języku. Pieczeniarz - pasożyt

Czytaj dalej
Fot. Polska Press
Profesor Jan Miodek

Rzecz o języku. Pieczeniarz - pasożyt

Profesor Jan Miodek

Profesor Jan Miodek i rzecz o języku. A język polski wcale nie jest taki łatwy.

W jednej z krzyżówek śp. red. Andrzeja Górnego, czyli w popularnych „Jajach Grubego”, parafrazie znaczeniowej „starożytna postać ulubiona przez pieczeniarzy” odpowiadało dziewięcioliterowe hasło Amfitrion. A dlaczego? Ano dlatego, że coraz rzadziej używany we współczesnej polszczyźnie pieczeniarz to tyle, co „człowiek, który prowadzi wygodne życie na cudzy koszt”, Amfitrion natomiast, mityczny król Teb, mąż Alkmeny, z którą Zeus spłodził Herkulesa, tytułowa postać jednej z komedii Moliera, w dawnym języku był metaforycznym określeniem (w piśmie przez małe „a”) „gościnnego pana domu, gospodarza podejmującego gości, fundatora”. Jeśli zatem chętnie fundował, to lubili go pieczeniarze preferujący życie na czyjś koszt. Wszystko się zgadza!

Aleksander Brückner w swym „Słowniku etymologicznym języka polskiego” z roku 1927 włączył pieczeniarza do rodziny takich pokrewnych wyrazów, jak piec, piecza, pieczęć, piekło, piekę, piekarz, piekarnia, wypiekać, przypiekać, pieczeń, pieczywo, pieczyste. Zdefiniował go zaś jednosłownie: pasorzyt - i to tak właśnie: z zapisem przez „rz”. Z zapisem - dopowiedzmy, który obowiązywał do roku 1936 i wskazywał skrzące ludowym humorem etymologiczne, dosłowne znaczenie tego rzeczownika: „pasący się w rzyci, czyli w d...”. Znaleźli się, niestety, swoiści stróżowie moralności, którzy doprowadzili wtedy do zmiany przepisu ortograficznego i modyfikacji parafrazy znaczeniowej: pasożyt przez „ż” - „pasący się kosztem cudzego życia”.

Słowo rzyć (wymawiane najczęściej „rzić”) jest do dziś doskonale znane w gwarach śląskich. Kiedy w latach 30. ubiegłego wieku na lekcji polskiego mój Ojciec wprowadzał w jednej ze szkół szopienickich zasadę pisowni „rz” po spółgłoskach (drzazga, grządka, krzak, mrzonka, przejście itp.), w momencie dojścia do „w” usłyszał chóralne „w rzici” i opowiadał o tym z rozbawieniem do śmierci, bo był człowiekiem bardzo pogodnym (a ja to po nim odziedziczyłem - dodam z wrodzoną sobie skromnością!).

Dziś potoczno-wulgarne słowo dupa - kontynuant takiej samej postaci prasłowiańskiej - pierwotnie oznaczało „wgłębienie, zagłębienie naturalne w ziemi, w skale, w drzewie (stąd dziupla - kiedyś też dupla), w jakimś przedmiocie, w ciele ludzkim”, „celowo zrobione zagłębienie w ziemi, w drzewie”. Bo i w języku matce - praindoeuropejskim - rdzeń dheup znaczył tyle, co „głęboki, wydrążony”.

Jak podsumowująco pisze prof. Wiesław Boryś w swym „Słowniku etymologicznym języka polskiego” z roku 2005, „podstawowe dziś znaczenie słowa dupa jest wtórne, a rozwinęło się z wgłębienia, otworu i początkowo było eufemizmem zastępującym dawną i znaną do dziś w gwarach rzyć - z prasłowiańskiej formy ’rit’”.

Profesor Jan Miodek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.