Rzecz o języku: „Ona mi szepce”

Czytaj dalej
Fot. Slawomir Mielnik
Jan Miodek

Rzecz o języku: „Ona mi szepce”

Jan Miodek

Piękna, a i pouczająca gra językowa rozgrywa się w piosence Wojciecha Młynarskiego: „Bynajmniej”. Bohater tego utworu szeptał: „Za kim przez ciasny peron się przepychałem? - Za Panią, bynajmniej za Panią”, „Przez kogo płonę i zbaczam z trasy? - Przez Panią, bynajmniej przez Panią!”

Oto fragment przejmującego „Mojego ulubionego drzewa” Wojciecha Młynarskiego: „Upór, co mi z oczu błyska, leszczyny dziedzictwo, jak mnie do ziemi los przyciska, ona mi szepce: nic to”. - Dlaczego szepce, a nie szepcze, jak mówi dziś większość Polaków? - mógłby ktoś zapytać.

Autor rzeczywiście sięgnął po rzadszy wariant. Rzadszy, ale ciągle dopuszczalny, owszem - pierwotnie wyłączny i w dodatku uzasadniony morfonologicznie (morfonologia to nauka o wymianach głoskowych w obrębie tych samych cząstek wyrazowych). Czasowniki typu szeptać, deptać, chłeptać, druzgotać miały kiedyś odmianę: szepcę - szepcesz - szepce, depcę - depcesz - depce, chłepcę - chłepcesz - chłepce, druzgocę - druzgocesz - druzgoce, w której spółgłoska „t” wymienia się - zgodnie z prasłowiańskimi jeszcze regułami fonetycznymi - na „c” (por. kobieta - kobiecy, gniot - gniecenie, podnieta - podniecony, zgięty - zgniecenie). Na „cz” wymienia się - również według utrwalonych reguł fonetycznych - tylnojęzykowe „k”: ręka - rączka, kwoka - kwoczka, wlokę - wleczesz, mrok - mroczny.

A mimo to pierwotne, umotywowane historycznie postacie fleksyjne typu szepcę - szepcesz, depcę - depcesz itd. przekształciły się w szepczę - szepczesz, depczę - depczesz i te młodsze warianty zostały normatywnie zaaprobowane. Obumieranie zaś form z pierwotnym „c” spowodowała ta właśnie spółgłoska: ponieważ zaczęła być ona odbierana tak jak „c” w ludowych formach typu „cysty”, „capka”, „cas” (czysty, czapka, czas), na zasadzie hiperpoprawności (przesadnej poprawności) zmieniono ją na „lepszą”, literacką spółgłoskę „cz”. W dzisiejszym odcinku zobaczyliśmy, że Wojciech Młynarski sięgnął jednak po wariant pierwotny, jak wiemy - kiedyś wyłączny.

Piękna, a i pouczająca gra językowa rozgrywa się natomiast w jego piosence „Bynajmniej”. Bohater tego utworu szeptał: „Za kim przez ciasny peron się przepychałem? - Za Panią, bynajmniej za Panią”, „Przez kogo płonę i zbaczam z trasy? - Przez Panią, bynajmniej przez Panią!”. „Ta pani tego pana męczyła przez cztery stacje co najmniej, zwłaszcza złośliwie zaś wyszydziła użycie słowa bynajmniej. A on - cóż, w końcu nie był zbyt tępy, cokolwiek przygasł - to fakt, jednak ogromne zrobił postępy, mówiąc jej tak: Człowiek czasami serce otworzy, kto go wysłucha, kto mu pomoże? - Nie pani, bynajmniej nie pani...”.

Na czym polegał poprawnościowy sukces szyderstwa bohaterki tego tekstu? - Oto doprowadziło ono pana do właściwego użycia słowa bynajmniej, znaczącego przecież tyle, co „nie, wcale nie, zupełnie nie”: „Bynajmniej nie pani wysłucha człowieka czy mu pomoże” - mówi on w ostatniej zwrotce. We fragmentach poprzedzających użyto bynajmniej błędnie - jakby dla samego brzmienia tego słowa, które pociąga rodaków od zawsze. W dodatku nagminnie utożsamiają oni tę formę z wyrazem przynajmniej i zamiast np. logicznie powiedzieć: „musisz powiedzieć przynajmniej parę zdań”, tworzą zupełnie bezsensowną konstrukcję „musisz bynajmniej powiedzieć parę zdań”.

Jan Miodek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.