Rzecz o języku. Łaknąć jak kania dżdżu

Czytaj dalej
Fot. Slawomir Mielnik, Polska Press
Jan Miodek

Rzecz o języku. Łaknąć jak kania dżdżu

Jan Miodek

Z listu Pana Mariana K. z Wrocławia: „Oczywiście wiem, co znaczy metaforyczny zwrot łaknąć (pragnąć) jak kania dżdżu. - To tyle, co »bardzo mocno i niecierpliwie czegoś chcieć«. Proszę mi jednak odpowiedzieć na dwa pytania: 1. Czy chodzi w tej przenośni o kanię »grzyb«, czy o kanię »ptaka?«. 2. Jak brzmi mianownik (pierwszy przypadek) formy dżdżu?”.

Spór o kanię, jeśli tak go mogę nazwać, jest ciągle nierozstrzygnięty. Autorzy niektórych słowników opowiadają się za grzybem jako podstawą całego zwrotu, inni - za ptakiem.

Wskazanie kani „grzyba” wydaje się racjonalne - wszak woda jest dla wzrostu grzybów czymś niezbędnym. Ale z drugiej strony przyrodnicy, kulturoznawcy, folkloryści - z wielkim uczonym i znawcą przysłów prof. Julianem Krzyżanowskim (1892-1976) na czele - twierdzili i twierdzą nadal, że ptaki kanie pojawiają się przed deszczem i - kwiląc - swoiście domagają się picia. Jak jest naprawdę, nie wiemy.

Mogę za to dać dwustuprocentową gwarancję co do wywodu na temat mianownika dopełniaczowej formy dżdżu. W kolejnych przypadkach gramatycznych przybierała ona postacie: przyglądam się dżdżowi, widzę deżdż, cieszę się dżdżem, marzę o dżdżu.

Skoro w bierniku mamy syntagmę widzę deżdż, nietrudno się domyślić, że i w pierwszym przypadku był to właśnie deżdż.

Nasz język ma jednak absolutny wygłos, czyli koniec wyrazów, po których nie następują kolejne inne słowa, zawsze bezdźwięczny: „polones”, „sat”, „wruk”, „sąsiat”, „sztap” (polonez, sad, wróg, sąsiad, sztab); dopiero w przypadkach zależnych ujawnia się dźwięczny charakter końcowej spółgłoski: poloneZa, saDu, wroGa, sąsiaDa, sztaBu. Etymologicznie pierwotny deżdż musiał być więc też wymawiany z bezdźwięcznym wygłosem „-szcz” - jako deszcz. I na tej wtórnej postaci mianownika urobiono późniejszą, a dziś praktycznie wyłączną odmianę: nie ma deszczu, przyglądam się deszczowi, widzę padający deszcz, cieszę się deszczem, rolnicy marzą o deszczu.

Z dawnego deklinowania na zasadzie skamieliny ostał się dopełniacz dżdżu - niezmiennie obecny w opisanym dziś przysłowiu łaknąć jak kania dżdżu i czasem użyty samodzielnie, ale z wyraźną intencją stylizacyjną.

Trwałym morfologicznym śladem po temacie fleksyjnym „dżdż-” są natomiast przymiotnik dżdżysty, funkcjonujący obok młodszego wariantu deszczowy, oraz rzeczownik dżdżownica - „bezkręgowiec o walcowatym ciele złożonym z licznych pierścieni, żywiący się szczątkami organicznymi, których niestrawione części wydala, użyźniając glebę” (jak informują leksykony), najczęściej widoczny po dżdżu! - dopowiadam ja, wskazując motywację słowotwórczą.

Jan Miodek

Jan Miodek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.