Malwina Gadawa

Reforma edukacji, to planowana rewolucja w szkołach, czy może nieplanowana katastrofa?

Reforma edukacji, to planowana rewolucja w szkołach, czy może nieplanowana katastrofa?
Malwina Gadawa

Zbliżający się rok szkolny będzie wyjątkowy i to nie dlatego, że rozpocznie się 4, a nie jak zazwyczaj 1 września. Ogromne zmiany w oświacie związane są z reformą edukacji. Dotkną one wszystkich, zarówno uczniów, ich rodziców oraz nauczycieli.

W poniedziałek, po wakacjach, uczniowie wrócą do zupełnie innej szkoły. Likwidacja gimnazjów, powrót ośmioletniej podstawówki i czteroletniego liceum staje się faktem.

Jak to będzie wyglądało w praktyce? Wszystkie szkoły podstawowe sześcioletnie zostaną przekształcone w podstawówki ośmioletnie. We Wrocławiu do istniejących podstawówek zostanie włączonych 12 dotychczasowych gimnazjów, a w sumie 15 gimnazjów zostanie przekształconych w podstawówkę. Od 4 września więc zaczną do takich szkół chodzić dzieci do pierwszej klasy nowej podstawówki. W placówkach będą też cały czas uczyć się uczniowie klas gimnazjalnych.

Czasami podstawówka i gimnazjum są w jednym budynku, czasem w dwóch osobnych. W takiej sytuacji nowa podstawówka będzie w dwóch budynkach. Przykład: Szkoła Podstawowa nr 83 z ul Boya-Żeleńskiego została połączona z Gimnazjum nr 24 z Przybyszewskiego. W tych dwóch budynkach będzie funkcjonować i podstawówka, i wygaszane gimnazjum.

Do wygaszenia - bez przekształcania w podstawówkę albo łączenia z nią - urząd przeznaczył trzynaście wrocławskich gimnazjów. Będą funkcjonować do 2019 roku, kiedy opuszczą je ostatni absolwenci.

MEN: Gimnazja nie zdały egzaminu

Minister edukacji narodowej Anna Zalewska zapewnia, że szkoły są gotowe na nowy rok szkolny. Kilka tygodni temu, w rozmowie z „Gazetą Wrocławską” mówiła, że gimnazja nie zdały egzaminu, bo zamiast wyrównywać szanse edukacyjne, prowadziły selektywny nabór.

- Dążymy do tego, aby każdy uczeń bez względu na to, skąd pochodzi oraz jaki jest status materialny jego rodziny, miał zapewnioną dobrą edukację i dobrą szkołę - zapewniała minister i mówiła, że zmiany systemu edukacji są odpowiedzią na oczekiwania większości Polaków.

Anna Zalewska mówiąc o oczekiwaniach obywateli nie wspomina jednak o prawie milionie podpisów, jakie udało się zebrać pod wnioskiem o referendum w sprawie reformy edukacji. Organizatorzy akcji referendalnej chcieli, aby właśnie obywatele wypowiedzieli się, co sądzą o planowanych zmianach w oświacie. Wniosek o referendum, głosami posłów Prawa i Sprawiedliwości, przepadł jednak w Sejmie.

Słowa minister Anny Zalewskiej nie uspokoiły jednak rodziców i nauczycieli, którzy mają wiele obaw dotyczących reformy edukacji. Związek Nauczycielstwa Polskiego szykuje 4 września kolejny protest w Warszawie. Nauczyciele wspólnie z rodzicami będą pikietować pod gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej przy Alei Szucha.

Boją się chaosu

- Związek Nauczycielstwa Polskiego boi się chaosu związanego ze sprawami pracowniczymi, dostosowaniem bazy do poszczególnych etapów nauczania, czy wprowadzeniem nowych podstaw programowych i nowego kanonu lektur. 4 września uczniów przywitać powinna szkoła radosna, bezpieczna, dająca gwarancję nauczania mądrego, kreatywnego, na miarę możliwości XXI wieku - mówi Mirosława Cho-dubska, prezes dolnośląskiego ZNP.

Wrocławianka Marta Stożek jest mamą pięciorga dzieci. Najmłodsze ma 6 lat, a najstarsze 18.

- Skutki reformy edukacji odczujemy na własnej skórze. Generalnie jestem bardzo przerażona, nie tyle samą zmianą, co tempem, w jakim jest wprowadzana - mówi pani Marta. Według niej reforma nie jest dobrze przygotowana.

- Szkoda, że w tym eksperymencie muszą uczestniczyć nasze dzieci. Wszystko jest robione w pośpiechu, mam na myśli przygotowanie szkół, czy podstawy programowej. Najgorsze jest to, że z nami, rodzicami, nikt się nie liczy. Nie było konsultacji z prawdziwego zdarzenia. Obawiam się, że reforma nie przyniesie odpowiedniego skutku. A chciałabym, żeby nasze dzieci były kształcone na otwartych Europejczyków - dodaje wrocławianka.

Dyrektor: Gimnazjów żal

Polonistka Zofia Pierzchała do tej pory uczyła we wrocławskim Gimnazjum nr 27. Przeszła na emeryturę.

- Powodem był mój stan zdrowia - mówi nauczycielka, ale szybko dodaje, że trudno byłoby jej uczestniczyć w tym, co teraz będzie się działo w szkołach. - Założenia reformy nie pasują do moich przekonań. Nauczycielom odbiera się możliwość wyboru. Jeżeli ktoś mnie zapyta, czy siódma klasa będzie gorsza od gimnazjum, to odpowiem, że oczywiście. Kiedyś młodzież była inna. Traktowała nauczyciela jako kogoś postawionego wyżej od siebie. Dziś już tak nie jest. Przejście z podstawówki do gimnazjum powodowało jednak zmianę. Dziecko się rozwijało, dorastało. Obawiam się, że jeżeli uczeń zostanie w podstawówce, to będzie kontynuował te same zachowania, jak wcześniej - mówi emerytowana już polonistka.

Jadwiga Żakowska do tej pory była dyrektorem Gimnazjum nr 23 przy ul. Jastrzębiej 26. Od września będzie kierowała już Szkołą Podstawową nr 81. Pani dyrektor też żałuje gimnazjów.

- To było naprawdę dobre rozwiązanie. Obawiam się, że ośmioletnie szkoły podstawowe nie spełnią pokładanych w nich oczekiwań. Uczniowie tkwiąc w tym samym systemie przez osiem lat nie będą się tak rozwijać, jak w gimnazjum - mówi pani dyrektor.

Jeszcze mocniej reformę edukacji oceniają politycy. Europoseł Bogdan Zdrojew-ski, były prezydent Wrocławia, w czerwcu mówił, że to, co się teraz dzieje z oświatą, jest skandalem.

- Samorządowcy muszą sobie radzić z gigantycznym zamieszaniem. Ministerstwo edukacji w tej chwili wprowadza do samorządu bajzel - tak w ostrych słowach komentował zmiany wprowadzane przez rząd PiS w oświacie.

Zwolnienia przez reformę, czy niż demograficzny?

Od początku dyskusji o reformie edukacji mówi się o tym, że likwidacja gimnazjów oznacza zwolnienia nauczycieli. Dolnośląski oddział Związku Nauczycielstwa Polskiego w czerwcu informował, że 360 nauczycieli z Dolnego Śląska zostanie zwolnionych, a 133 pedagogów straci pracę, bo nie przedłużono z nimi umów. To daje razem pół tysiąca osób. ZNP twierdził także, że w samym Wrocławiu z pracą będzie musiało się pożegnać około 100 nauczycieli. Związek alarmuje, że w całym województwie obniżka wynagrodzeń czeka ponad 600 nauczycieli, bo będą mieli zmniejszone etaty.

Resort edukacji od początku przekonuje, że rzetelne dane dotyczące ruchu kadrowego będą znane pod koniec września, kiedy zostaną ujęte w Systemie Informacji Oświatowej. Resort przypomina również, że jest niż demograficzny i to właśnie on jest powodem zwolnień nauczycieli. MEN informuje, że w ostatnich latach około 47 tys. nauczycieli straciło pracę z tego powodu.

Wątpliwości dotyczących tego, czy po likwidacji gimnazjów dla nauczycieli będzie brakować pracy nie ma Zofia Pierzchała: - Niektórzy już trakcie ubiegłego roku szkolnego szukali innej pracy i zmieniali szkoły, a nawet i miasta. Wszystko po to, żeby być pewnym, że we wrześniu będą mieć pełny etat. Wiem z rozmów z koleżankami i kolegami, że trudno też będzie o nadgodziny, co wiążę się z mniejszymi pensjami. Dlatego niektórzy wykorzystali okazje i podobnie jak ja, przeszli na emeryturę.

Czego będą się uczyły dzieci w szkołach po reformie?

Od 1 września z nowej podstawy programowej będą uczyli się uczniowie klas I, IV i VII szkoły podstawowej. Uczniowie pozostałych klas szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych będą korzystali z dotychczasowej podstawy programowej. Uczniowie szkół podstawowych i klas gimnazjalnych otrzymają darmowe podręczniki, materiały edukacyjne i materiały ćwiczeniowe do obowiązkowych zadań edukacyjnych. Kupi je szkoła z dotacji, którą otrzyma z budżetu państwa. Ich wybór należy do nauczyciela przedmiotu. Uczniowie klas II i III szkoły podstawowej otrzymają podręcznik zapewniony przez MEN. Rodzic będzie musiał kupić jedynie podręczniki do zajęć nieobowiązkowych np. religii, etyki, drugiego języka obcego.

Ważną kwestią w nowej podstawie programowej jest wychowanie patriotyczne. Czytamy, że kształcenie w podstawówce ma na celu „wprowadzanie uczniów w świat wartości, w tym ofiarności, współpracy, solidarności, altruizmu, patriotyzmu i szacunku dla tradycji, wskazywanie wzorców postępowania i budowanie relacji społecznych”. Wielu ekspertów, którzy opiniowali nową podstawę programową, zwracało uwagę na pośpiech, w jakim przygotowywano nowe założenia.

- Przygotowaliśmy nowoczesną podstawę programową, w której nauczyciel ma dużo swobody i możliwość realizowania programu metodą projektu. Kładziemy nacisk na naukę języków obcych, znajomość technologii informacyjno-komunikacyjnych i matematyki - broni podstawy programowej minister Anna Zalewska.

Zdania nauczycieli są jednak podzielone.

Pani Zofia Pierzchała przejrzała nowy podręcznik to klasy VII.

- Wygląda to tak, że uczeń w dwa lata będzie musiał przerobić program, który do tej pory był realizowany w trzy lata. Lista lektur została okrojona z wartościowych pozycji, a dopisano książki, które nie będą wnosić zbyt wiele w rozwój młodego człowieka - mówi polonistka.

Blandyna Rosół-Niemirowska, polonistka w oławskim liceum i doradca metodyczny przypomina, że podstawa programowa z języka polskiego dla szkół podstawowych została podpisana i zostanie wdrożona od września. Natomiast nie ma jeszcze podpisu ministra pod postawą do szkół ponadpodstawowych.

- W podstawie dla szkoły podstawowej z języka polskiego zakłada się powrót do uporządkowanej, systematycznej wiedzy. Duży nacisk został położony na nauczanie gramatyki oraz na integralne potraktowanie zagadnień języka i komunikacji, literatury i kultury. Interesującym i nowym elementem jest wprowadzenie po raz pierwszy w sposób systemowy do podstawy programowej nauczania retoryki. Moim zdaniem jest ona potrzebna w edukacji ucznia. Elementy retoryki w rozumieniu oratorsko-komunikacyjnym oraz retoryczno-kompozycyjnym to konieczność w dzisiejszej edukacji. Wybór tekstów literackich został tak dobrany, by prowadzić ucznia do poznawania tradycji i kultury narodowej, wartości - mówi Blandyna Rosół-Niemiro-wska i dodaje, że w projekcie podstawy programowej do liceum i technikum zaleca się, by w sposobie realizacji przyjąć perspektywę współczesną jako punkt wyjścia we wprowadzenie do tradycji.

- To ambitne i interesujące wyzwanie dla nauczyciela polonisty. Na uwagę zasługuje położenie nacisku na egzystencjalne i aksjologiczne aspekty w nauczaniu literatury i poznawaniu tekstów kultury. Oczywiście praktyka i czas pokażą, na jakie trudności nauczyciele i uczniowie natkną się w realizacji nowych podstaw programowych - przyznaje polonistka.

Samorządy płacą za reformę

Dyrektor Jadwiga Żakowska nie kryje, że te wakacje były wyjątkowo pracowite.

- To będzie bardzo trudny rok. W naszej szkole będzie jedna pierwsza klasa, dwie cztery, pięć siódmych szkoły podstawowej i w sumie piętnaście klas gimnazjalnych. Musieliśmy bardzo dokładnie przemyśleć, gdzie umieścić pierwszaki, tak żeby nie sąsiadowały bezpośrednio z najstarszymi uczniami z gimnazjum - opowiada dyrektor.

Najmłodsi uczniowie trafią więc w tej szkole na drugie piętro. Tam czekają już na nich odnowione pomieszczenia. Dzieci będą mogły korzystać z wyremontowanej toalety, która została przystosowana właśnie z myślą o najmłodszych uczniach. Na korytarzu będą sztalugi z obrazami, wszystko po to, aby wydzielić przyjazną przestrzeń dla pierwszoklasistów.

Jadwiga Żakowska mówi, że jest jeszcze wiele do zrobienia, chociażby budowa placu zabaw.

- Otrzymaliśmy od miasta na ten cel 150 tys. zł. Zastanawiamy się także, co zrobić z książkami i jak pomieścić wszystkie podręczniki, których teraz będzie więcej - dodaje dyrektor i nie ukrywa zadowolenia, że w tym roku nie musiała zwolnić żadnego nauczyciela. Ma jednak obawy, co będzie za rok lub dwa lata. Według niej wtedy nie obejdzie się już bez zwolnień.

Zmiany wiążą się także z kosztami. We wrocławskim magistracie informują, że w tym roku dostosowanie szkolnych budynków do wymogów reformy edukacji będzie kosztować 9,61 mln zł. To koszty dostosowania budynków gimnazjalnych do potrzeb szkół podstawowych. Tam, gdzie są zerówki, muszą być place zabaw. Trzeba zmienić księgozbiory w szkolnych bibliotekach, tablice w klasach, kupić nowe pomoce dydaktyczne.

Urząd wnioskował do Ministerstwa Edukacji Narodowej o nieco ponad 2,5 mln zł na ten cel. Miasto ma jednak otrzymać jedynie nieco ponad 1,5 mln zł.

- Samorządy z dochodów własnych nie udźwigną skutków wprowadzania reformy. Słowne zapewnienia o gotowości stale uśmiechniętej i zadowolonej z siebie pani minister Anny Zalewskiej, nie napełnią samorządowej kasy - uważa Mirosława Chodubska, prezes ZNP na Dolnym Śląsku.

W trakcie dyskusji nad reformą pojawił się także inny problem. Co z dotychczasowymi patronami gimnazjów, co ze sztandarami, czy płaskorzeźbami, za które szkoły płaciły. Resort edukacji żadnego problemu nie widzi. Uważa, że szkoła, która zostanie utworzona w miejsce gimnazjum, może ewentualnie przejąć patrona lub otrzymać dodatkowo imię obecnego, gimnazjalnego.

Podstawówka nr 81 będzie miała takiego samego patrona jak Gimnazjum nr 23 - Wandę Rutkiewicz, zdobywczynię Mount Eeverest, sławną himalaistkę.

- Co prawda już jest we Wrocławiu podstawówka, która na patrona wzięła sobie Wandę Rutkiewicz, ale kto powiedział, że w jednym mieście nie mogą być dwie szkoły z takim samym patronem? Nie chcemy z niej rezygnować, bo to wspaniała postać - mówi pani dyrektor Jadwiga Żakowska.

Tłumy w szkołach za dwa lata

Reforma edukacji zakłada, że w 2019 roku do pierwszych klas liceów i szkół branżowych trafi podwójny rocznik. Jak to możliwe?W tym czasie naukę skończą pierwsi uczniowie 8-letniej podstawówki oraz ci, którzy skończą jeszcze gimnazjum. Choć resort edukacji zapewnia, że rekrutacja do szkół będzie osobna dla absolwentów podstawówek i gimnazjów, to rodzice uważają, że to spowoduje jeszcze większe problemy przy rekrutacji do najbardziej obleganych szkół.

- Moje dziecko chodzi do drugiej klady gimnazjum i będzie miało pecha, stając się tzw. podwójnym rocznikiem w szkole średniej - mówi wrocławianka Marta Stożek. Mama gimnazjalistki obawia się tłoku w najlepszych szkołach. - Podwójny rocznik oznacza więcej chętnych na jedno miejsce. Miejsce w wymarzonej szkole nie musi być takie pewne - mówi wrocławianka i zwraca uwagę, że podobny problem może być w przyszłości, podczas rekrutacji na studia.

MEN przekonuje jednak, że absolwenci dotychczasowego gimnazjum i ośmioletniej szkoły podstawowej nie będą rywalizować w rekrutacji do szkół o te same miejsca, ponieważ każda z tych grup będzie realizowała odrębne programy nauczania, trafi więc do różnych klas.

Malwina Gadawa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.