Redbad Klynstra-Komarnicki: Teraz realnie możemy być bohaterami na miarę naszych czasów

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta Barteksyta.Blogspot.Com
Anita Czupryn

Redbad Klynstra-Komarnicki: Teraz realnie możemy być bohaterami na miarę naszych czasów

Anita Czupryn

Z jednej strony każdy Polak totalnie chce być wolny, nikt mu nie będzie nic mówił, bo wolność Tomku w swoim domku, ale w momencie kryzysu – i to jest to, co w historii Polski często się sprawdzało – naród staje na wysokości zadania. To jest piękne. W tym sensie naród jest dojrzalszy i mądrzejszy od klasy politycznej – mówi Redbad Klynstra-Komarnicki, aktor, reżyser

Jak wygląda Twój świat z perspektywy społecznej kwarantanny?

Mój zawód nie jest zawodem pierwszej potrzeby, w związku z tym siedzę w domu. Zgodnie z zaleceniami. Tuż przed narodzinami synka przeprowadziliśmy się z żoną na wieś, więc nasza kwarantanna praktycznie nie różni się niczym od naszego życia w ostatnim roku.

Kładziecie się spać z kurami i wstajecie o wschodzie słońca?

Tak jest. Jedyne co zaburzało ten nasz wiejski rytm przez ten rok, to była konieczność pojechania do Warszawy. Na tym polega zawód aktora, że fizyczna obecność jest konieczna, żeby wykonać usługę. Teraz, kiedy mamy wręcz zabronione, żeby jeździć do naszych prac, to bardzo się ustabilizował nasz rytm dzienny, rytm tygodniowy. Wszystko mamy podzielone na godziny, na dni tygodnia. Jedyne, co każdy z nas, poza pomaganiem potrzebującym, może zrobić w sprawie wirusa, to dbać o swoją odporność, a na to składają się trzy elementy: ruch, sen i zdrowe odżywianie.

Mieszkając na wsi, chyba łatwiej sobie poradzić z tą przymusową izolacją?

Nam absolutnie nie wolno narzekać. Wiadomo, że wszyscy razem bankrutujemy, ale nie skarżymy się; zdajemy sobie sprawę z tego, że ludzie, którzy żyją w mieście, czasem nie mają nawet balkonu. Im naprawdę musi być ciężko przetrwać ten czas, nawet jeśli metraż mieszkania mogą mieć większy. Empatycznie łączymy się z rodzicami, którzy mają dzieci, a dziecko chce pojeździć na rowerku, tymczasem parki są zamknięte. Współczuję też wszystkim, których wirus dotknął w wymiarze ekstremalnym – choroby.

Co dla Ciebie w tej chwili jest największym problemem?

Dla mnie to nieprawdopodobny czas do refleksji. Pierwsza konfrontacja, w tym pierwszym okresie przyniosła myśl, że nasz zawód, zawód aktora, wydaje się kompletnie niepotrzebny. Wszyscy poczuliśmy się w pierwszej chwili niepotrzebni. Mieliśmy poczucie, że możemy jedynie iść i pomagać innym służbom, ludziom, którzy są na pierwszej linii frontu. Później przyszła refleksja, że artyści są tymi, którzy opisują rzeczywistość, abyśmy wszyscy wspólnie mogli ją lepiej zrozumieć, abyśmy zrozumieli, w czym jesteśmy. Drugą sprawą jest dostarczanie rozrywki, czy też to, co robią niektórzy koledzy, odciążając rodziców w czytaniu bajek wieczorem. Pojawiają się różne ciekawe inicjatywy. Koronawirus weryfikuje nasze postawy życiowe. Jedni się załamują, chcą tylko przeczekać, mówią: „Niech to się skończy, a potem wrócimy do starego”. Inni zaś mówią: „Ale starego już nie będzie. Ten świat, który był przed wirusem, oglądamy właśnie w tylnym lusterku. Trzeba patrzeć do przodu. Szukać nowych form przekazu”. Jeszcze inni mówią: „Skąd! Po śmierci papieża też się wydawało, że wszystko będzie inaczej. Po Smoleńsku wydawało się, że będzie inaczej. Ale ludzie niczego się nie uczą”.

Tobie jak się wydaje?

Ktoś w pędzącym pociągu pociągnął za hamulec. Wszystko nagle się zatrzymało. Stoimy razem w szczerym polu. Zamiast stukotu gospodarki słyszymy naturę naszego świata. Może i większość z nas po cichu marzyła o tym, ale nikt nie wierzył, że ten świat może się zatrzymać.

Jak widać – mógł się zatrzymać.

Owszem. Mam znajomych, którzy pracowali w korporacji i teraz już wiedzą, że do tej korporacji nie wrócą. Jakby spadła im z oczu jakaś zasłona. Dopóki żyli w pędzie, to jakoś to szło. Niektórzy bali się ciszy jak ognia. W momencie przymusowego zahamowania, byli zmuszeni nagle spojrzeć na to, jak działali do tej pory, co z tego wynikało. Teraz większą wartość upatrują w tym, że mogą spotkać się ze swoją rodziną, że dopiero teraz mieli czas poznać członków swojej rodziny – to musi być doświadczenie niezwykłe.

Jasne. Co dzisiaj, w dobie pandemii mogą robić aktorzy?

Dotykamy tu czegoś, o czym wielokrotnie już mówiłem. System teatralny w Polsce jest relikwią PRL-u. Aktorzy, którzy funkcjonują w tym starym paradygmacie, czyli są etatowymi pracownikami teatru rozumianego jako zakład pracy, a oni są w nim, brzydko nazywając, wyrobnikami, czyli wykonawcami woli reżysera, mogą poczuć się jak wielu pracowników, których sensem pracy jest fizyczna obecność w danym miejscu i wykonywanie tego, co im zlecono. Jest i druga kategoria artystów – mówię tu konkretnie o aktorach, którzy z gruntu są współtwórcami swoich teatrów; od początku swojej działalności dobrze wiedzą, że nie jest ważne czy są reżyserem, aktorem, scenografem czy muzykiem, ale są twórcami teatralnymi; tworzą teatr. Wtedy okazuje się, że teatr można tworzyć wszędzie, nawet na live’ie w Instagramie. W gruncie rzeczy istotą bycia aktorem, jak mówi sama angielska nazwa, jest „to act”, czyli działanie. Aktor jest tym, który działa, a jego działanie może mieć również wymiar społeczny. Aktor działa w swoim podstawowym zakresie poprzez opowiadanie historii, w których opisuje świat. A historie można opowiadać i wiele osób tak robi dzisiaj, stawiając przed sobą kamerę internetową. W tym sensie wszyscy jesteśmy aktorami.

Tak działasz?

Akurat mój kolega kupił na potrzeby swojej firmy sprzęt do robienia podcastów, a że teraz wszyscy pracują zdalnie, to pożyczył mi ten sprzęt. Pewnego dnia podczas drzemki naszego syna zaczęliśmy z żoną nagrywać nasze rozmowy o rodzicielstwie – i okazało się, że oto nagrywamy właśnie nasz pierwszy podcast. Tytuł podcastu był oczywisty: „Podczas Drzemki”. Pomysł na robienie podcastów był już wcześniej, bo brakowało mi od dawna bardziej branżowych rozmów na temat tworzenia teatru. A skoro to jest czas, w którym możemy robić właśnie to, na co nie było wcześniej czasu, to w najbliższy piątek wyjdzie podcast o przedsiębiorczości w sztuce i o podejściu kreatywnym przedsiębiorców, który robimy w ramach grupy o roboczej nazwie Gildia Sztuk Wszelakich. Gildia zrzesza artystów i przedsiębiorców, którzy w tych czasach próbują połączyć siły. To też będzie miejsce, w którym będę słuchał różnych pomysłów; w którym zaproszeni goście będą się dzielić swoim doświadczeniem, jakie mają w radzeniu sobie w obecnej sytuacji i przenoszeniu swojej działalności do internetu.

Tobie może jest łatwiej, bo Ty już próbowałeś innych rzeczy oprócz aktorstwa.

Trochę tak w Polsce byliśmy kształceni, przynajmniej jeszcze moje pokolenie jako elitarna grupa, która jest tylko od grania. Bycie aktorem jest w tym paradygmacie jakby tożsamością. Ale w szkole teatralnej byli też inni nauczyciele, którzy nas mądrze ostrzegali, mówiąc nam: „Aktorem jesteś tylko wtedy, kiedy grasz. Jak nie grasz, to nie jesteś aktorem. Jesteś wtedy człowiekiem, który może robić różne rzeczy”. Pamiętam, jak przez chwilę chciałem pisać pracę magisterską o tym, jakiego rodzaju ludzie zostają aktorami. Na potrzeby tej pracy przeprowadzałem wywiady i Jana Englerta również zapytałem o to, kto to jest, według niego, aktor. Jaki to jest człowiek? Jan Englert odpowiedział mi: „Aktor to taki człowiek, który na wszystkim zna się po trochu”. Trochę tak jest, patrząc na tę wypowiedź pozytywnie. Aktor powinien być empatycznie ciekawy świata, ciekawy człowieka. Nie tylko go naśladować, ale kwestionować pewne schematy, zastanawiać się nad istotą pewnych mechanizmów międzyludzkich. A to już jest bardzo dobry punkt wyjścia do tego, żeby być otwartym na różne aspekty życia. Przyzwyczailiśmy się w tym post peerelowskim świecie, że skoro jestem wykształconym aktorem, jestem dobry, to mi się w związku z tym coś należy; scena czy etat. Tak nie jest. Nie chodzi o to, że jestem jakimś liberałem uważającym, że teatr całkowicie powinien być urynkowiony i że rządzi popyt, tylko sytuacja obecna pokazuje, jak jest.

Co masz na myśli?

To, że jak nie ma popytu, to co zrobić z podażą? Rozumiem, że minister kultury będzie zapewniał o ochronie i wsparciu kultury, tak jak pewnie każdy minister swojego resortu będzie zapewniał, ale już się pojawiły modyfikacje tego stwierdzenia w stylu: „na tyle, na ile się da”, „w miarę możliwości”. Fakty są takie, że na przykład w Warszawie jest bardzo dużo teatrów publicznych, czyli dotowanych. Nie o to chodzi, że nikt do nich nie chodzi, ale o to, że są one w skali miast sporym obciążeniem budżetu. Zacznie szukanie oszczędności, a tu się okaże, że w wielu teatrach jest cztery razy więcej aktorów na etacie, niż faktycznie występuje. Jest przerost różnego rodzaju osób na etatach w stosunku do tego, co w istocie ten teatr z siebie wydaje, co prezentuje. Nie są tajemnicą wypowiedzi dyrektorów różnych teatrów, którzy wprost mówią o tym, że najbardziej w teatrze opłaca się nie grać, bo granie oznacza straty. Obecnie mamy taką sytuację, że realnie już zaczyna brakować pieniędzy, albo za chwilę zacznie ich brakować. Wiadomo, że nie chce tego ani minister, ani inny organizator życia kulturalnego typu prezydent miasta, marszałek czy samorząd, ale powinniśmy już wiedzieć, że realnym scenariuszem może być to, że niektóre teatry nie przetrwają. Przecież, takiej sytuacji na świecie jeszcze nie było. Nikt nie wie, co nas czeka w gospodarce, więc czyż nie teraz jest idealny czas, żeby się zastanowić, co zrobię, gdybym z jakichś względów nie był już w stanie wrócić do teatru? To jest to pytanie, które dziś każdy z nas powinien sobie zadać. Nawet jako rozgrzewka, na czas kryzysu, który niewątpliwie nastąpi.

Myślę, że każdy sobie to pytanie teraz zadaje. Nie tylko aktorzy.

No właśnie. Mam dwie ręce, jestem zdrowy, mogę otworzyć oczy i zobaczyć, że jest wiele innych pomysłów na życie. Powtórzę raz jeszcze – bycie aktorem to nie jest tożsamość. To czynność, którą się wykonuje, dopóki ktoś tego potrzebuje. Jeżeli okazuje się, że to nie jest potrzebne, albo nie ma na to pieniędzy…

… nie, nie. Ludzie potrzebują sztuki, potrzebują spektakli, tylko teraz nie mają możliwości jej odbioru w taki sposób, jak to się działo dotychczas. Zatem czy uważasz, że teraz państwo powinno pomóc przetrwać teatrom i aktorom?

Państwo powinno robić różne rzeczy, tylko, że pieniędzy jest określona kwota, prawda? Powinniśmy być realistami. Oczywiście, rozumiem, że jeśli ktoś jest dyrektorem Teatru Narodowego, to jego obowiązkiem jest domagać się od ministerstwa utrzymania tego teatru, czy jakiegokolwiek innego, który dostarcza realną wartość. Mam na myśli tych, którzy faktycznie tę wartość społeczną dodają. Ale jednocześnie powinniśmy sobie zdawać sprawę, jak każda inna firma, że należy mieć w zanadrzu scenariusz B. Nie mogę wychodzić z założenia, że jestem aktorem albo dyrektorem teatru, mój teatr jest super i dlatego mi się należy. Może i się należy, ale jak nie ma, to nie ma. Kultura jest ważna, ale może nie jest na pierwszym miejscu. Zresztą, w Polsce kultura i sztuka po transformacji zawsze były na szarym końcu. Nie tknęła jej nawet żadna reforma. To tylko mały procent twórców, tych na świecznikach, może z tego żyć. Średnie wynagrodzenie w teatrze, w obszarze kultury, jest dokładnie na tym samym poziomie, co służba zdrowia; jak nauczyciele. To minimalna średnia krajowa; wielu aktorów żyje w służbowych mieszkaniach. To i tak jest biedny sektor. Wiele poszlak wskazuje na to, że nie jesteśmy ani pierwsi, ani drudzy w kolejce do wsparcia. A pewne jest to, że po staremu raczej już nie będzie.

Wspomniałeś o Gildii Sztuk Wszelakich.

Tak. Osoby, które w tej chwili mają siłę i nie są załamane, i starają się myśleć do przodu, łączą się w Gildii Sztuk Wszelakich, bo należy zrozumieć, że teraz jest czas jednoczenia się. To nie jest czas konkurencji. Owszem, ona jest czymś, co napędza gospodarkę, ale w takich czasach konkurencja działa odwrotnie.

Teraz nie ma co się ścigać?

Nie ma co. Nie ma też sensu, żeby teraz malarze, muzycy, aktorzy działali osobno. Wszyscy, wszystkie sztuki pherformatywne czyli sceniczne, ale piękne też, są w tej samej sytuacji. Mam tu na myśli tę sztukę, która potrzebuje interakcji z publicznością. Przedstawiciele sztuk wszelakich powinni się łączyć i według mnie o wiele bardziej ekonomicznie jest łączyć się z tymi, którzy są w podobnej sytuacji, czyli małymi i średnimi przedsiębiorcami. To próbujemy robić w Gildii Sztuk Wszelakich, zespolić ze sobą artystów i ludzi przedsiębiorczych, bo wzajemnie możemy sobie coś dać. Przez to, że teraz jesteśmy zamknięci w mniejszych rejonach, z jednej strony zaczynamy działać bardziej lokalnie. I tak my na wsi poznajemy sąsiadów, wzajemnie sobie pomagamy, doradzamy. Widać, że wspólnota lokalna zaczyna być teraz najważniejsza. Z drugiej strony możemy, dzięki technologii tworzyć i integrować wspólnoty branżowe i trans-branżowe oparte na jakimś wspólnym mianowniku.

Akurat, jeśli chodzi o Ciebie, to jesteś niezwykle aktywny. 23 marca odbyła się w Teatrze Telewizji premiera „Zemsty” Aleksandra Fredry, według Twojego scenariusza i z Twoją reżyserią. Było słuchowisko radiowe „Przed sklepem jubilera” – najbardziej znanego dramatu Karola Wojtyły, a w końcu i film „Niepokonany. Opowieść o generale Stanisławie Maczku”, w którym zagrałeś. Można go obejrzeć, wykupując prenumeratę elektroniczna.

Wszystko to są projekty, które udało się zrobić tuż przed pandemią. „Zemstę” kończyliśmy w momencie, kiedy nas już wyrzucano z telewizji, bo mogły tam przebywać tylko osoby bezpośrednio odpowiedzialne za emisję i programy informacyjne. To ostatnia rzecz, którą udało się zrobić przez zamknięciem antywirusowym. Ale okazało się, że Teatr Telewizji, który powstał w latach 50., kiedy ludzie w zniszczonej Polsce nie mieli dostępu do teatru i spełnił swoją funkcję, teraz na nowo mógł tę funkcję spełnić. Dostałem mnóstwo reakcji po emisji „Zemsty” – to był już czas, w którym wszyscy byliśmy bardzo mocno przybici pierwszym okresem zamknięcia w domach. Dziękowano za to, że można było „pójść do teatru” i autentycznie wyrwać się z tej rzeczywistości. Nie mówiąc o aktualnym kontekście „Zemsty”, że zgoda między sąsiadami jest w sytuacji kryzysowej po prostu bardziej praktyczna!

Do czego w tej chwili wykorzystujesz czas, jaki mamy z powodu pandemii?

To teraz najlepszy czas. Wcześniej, mówiliśmy, nigdy nie mieliśmy czasu, żeby coś przeczytać, coś obejrzeć, to wszystko się odkładało na nie wiadomo, kiedy. Zaległe książki, zaległe filmy – zakładam, że większość z nas ma to już za sobą. Podobnie jak domowe remonty. Wielu facetów pisze w internecie, że w końcu zrobili te rzeczy, o które żony przez lata nie mogły się doprosić (śmiech). Przybili tę listwę, czy karnisz… a żony to chętnie potwierdzają.

… czy powiesili półkę.

To przecież dosyć pozytywne, bo wpływa na wzajemne relacje. Natomiast na wyższym poziomie jest to nieprawdopodobny czas na to, żeby z lotu ptaka spojrzeć na to, jak działamy i co z tego wynika. Czy się rozwijamy? Czy spełniamy swoje pasje? Jaki sens ma nasze istnienie? Czy dodajemy coś społecznie do życia? Jako społeczeństwo mamy szansę wejść na wyższy poziom świadomości. Tożsamość narodowa wykuwa się w czasach trudnych.

Wszystko zależy od naszej postawy. Jaka Twoim zdaniem jest ta dobra strona tego czasu koronawirusa?

Wobec koronawirusa wszyscy jesteśmy równi. To bardzo dobry miernik, taki wspólny mianownik, który pokazuje w liczebniku, kto i jak stoi w życiu. Jaką ma postawę. Kto, niezależnie od tego, jakie ma środki, niezależnie od tego, w jakim jest kraju, na jakim jest poziomie, jak sobie z tym faktem radzi. Mamy wirus, jako fakt, ale mamy też równie groźną pandemię strachu. To ważne, czy w naszym najbliższym otoczeniu zarażamy się lękiem i strachem, czy raczej konstruktywnym podejściem pewnej spokojnej ostrożności, uważności. Dziś lepiej jestem w stanie zrozumieć historie, które rozgrywały się w czasie wojny, dlaczego ludzie, póki nie usłyszeli nadchodzącego frontu, mogli mówić, że ich to nie dotyczy. No i jak zachowujemy się w czasie samej wojny, bo to jest wojna. Co prawda wróg jest niewidzialny, ale bardzo namacalny. Jak sobie z nim radzimy, jakie są nasze postawy. Czy myślimy tylko o sobie i chronimy tylko siebie? Czy popadamy w letarg? Czy też robimy coś więcej.

Są jeszcze i tacy, którzy chcą wykorzystać tę sytuację, żeby jak najwięcej zarobić. Nawet czyimś kosztem.

To jest ta zła przedsiębiorczość, to są ci sprzyciarze, które bywają wokół nas. Powiedziałbym, że to jest już sprawa karmiczna. Sytuacja w ogóle jest bardzo ciekawa, zwłaszcza dla artysty, który opisuje świat. Dla mnie to jest kopalnia. W takich czasach okazuje się, jacy naprawdę jesteśmy. Poznajemy tych przysłowiowych przyjaciół w biedzie. Przeglądamy się w pandemii jak w lustrze.

Politycy się w tej sytuacji sprawdzają?

To też jest niesamowite, bo w związku z tym, że epidemia ogarnęła wiele krajów, możemy porównać działania rządów wielu krajów; porównać jedną klasę polityczną do innej. I rzeczywiście widać podobieństwa, ale też ewidentne różnice. Na jaw wychodzi, u których polityków, dbanie o dobro wspólne jest frazesem, a kto tak naprawdę najpierw jest państwowcem i został politykiem, aby realizować swoją potrzebę służby.

Jak na tym tle jawi Ci się polska polityka i polscy politycy?

Trudno mi o tym mówić. Jestem zawiedziony opozycją. Zachowują się jak mali chłopcy, którzy obrazili się, że przegrali wybory. „Nie tak miało być, więc się dalej nie bawię”. Przeszkadzało mi to już wcześniej, ale mówiłem sobie, że może to jest taki etap w rozwoju tej demokracji, która ma przecież dopiero 30 lat i te zachowania traktowałem jak bunty nastolatka. Ale w sytuacji, kiedy mamy kryzys na tym poziomie, to jasnym powinno być, że wszyscy odkładamy na bok walkę polityczną i wspieramy się w walce z epidemią. Nie ma tej współpracy. Oprócz jednej z liderek lewicy, która zawiesiła swoją ostrą polityczną polemikę i na pewnym etapie wsparła rząd. To jest przejaw dojrzałości politycznej – umieć zrozumieć, że jest inny czas, w którym wszyscy przechodzimy w inny tryb. Ale mam wrażenie, że są i tacy, którzy niemal się cieszą, że ten wirus uderzył akurat w tym momencie, w którym ta znienawidzona władza musi sobie z nim radzić. Ciekawą obserwacją jest dla mnie to, że społeczeństwa w wielu krajach obecnie niejako faworyzują rządzących; być może jest to taka potrzeba socjologiczna, że ci, którzy teraz rządzą dostają od społeczeństwa na ten czas kredyt zaufania. Ale poza tym widać, że większość narodów zachowuje się dojrzale. Bardzo jestem zbudowany tym, że Polacy znowu są znowu tacy…

To znaczy jacy?

Daleko, zanim przyszły zakazy, już na poziomie samych zaleceń działaliśmy w bardzo zdyscyplinowany sposób. W Holandii nie było, na podobnym etapie od razu takiej świadomości i samodyscypliny. Jestem pod wrażeniem tego miksu – bo z jednej strony każdy Polak totalnie chce być wolny, nikt mu nie będzie nic mówił, bo wolność Tomku w swoim domku, ale w momencie kryzysu – i to jest to, co w historii Polski często się sprawdzało – naród staje na wysokości zadania. To jest piękne. W tym sensie naród jest dojrzalszy i mądrzejszy od klasy politycznej. Ciekaw jestem, jak to się przełoży w następnym wyborach, bo, moim zdaniem, wybory prezydenckie nie będą tu miarodajne. Sytuacja pandemii pokazała też, że niektórzy szybciej dojrzeli. Widzę to chociażby po moich młodszych kolegach, widzę i po sobie – każdy z nas bierze odpowiedzialność za najbliższą wspólnotę. Niektórzy, przyzwyczajeni, że zawsze jeździli na Wielkanoc do rodziców, teraz po raz pierwszy sami musieli ją przygotować, wziąć odpowiedzialność za rytuały, za kultywowanie tego, co składaliśmy wcześniej na karby pokolenia starszych.

Właśnie. Jak to przeżyłeś?

To też jest niesamowita sytuacja, w której pokolenie 30-40-50-latkow wzięło na siebie trochę odpowiedzialności ze starszego pokolenia. Ciekawa rzecz, która wyszła podczas prób w „Zemście” Fredry i objawiła się teraz wyraźnie – może spór nie dotyczy prawicy i lewicy, ale jest to spór pokoleniowy, że młode pokolenie mówi do najstarszego, które jeszcze jest aktywne: „Słuchajcie, możecie nam zaufać. Jesteśmy w stanie wziąć odpowiedzialność”. Wcześniej to było niesłyszalne. Teraz stało się widoczne. Sytuacja kryzysowa ujawniła też inny aspekt tego zagadnienia. Ten związany z archetypem bohatera w Polsce. Wielu z nas ma w domach rodzinnych bohaterów wiszących na ścianach: ojców, dziadków, pradziadków. Dla wielu osób z młodego pokolenia jest wielkim wyzwaniem, nawet podświadomym, jak dorównać temu swojemu dziadkowi czy ojcu, którego portret wisi na ścianie. Jak to zrobić w czasach pokoju? Jak udowodnić, że jestem tak samo mężny, odpowiedzialny, dojrzały, odważny? Jak mu dorównać? Teraz, ten wirus pozwala się sprawdzić, czy potrafimy wziąć odpowiedzialność za siebie, najbliższych i może jeszcze tych dalszych, słabszych, starszych. To jest coś pozytywnego, co widzę. Teraz realnie możemy być bohaterami na miarę naszych czasów.

Anita Czupryn

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.