Przed amputacją nogi ocalił ją wrocławski lekarz

Czytaj dalej
Fot. Pawel Relikowski / Polska Press
Adriana Boruszewska

Przed amputacją nogi ocalił ją wrocławski lekarz

Adriana Boruszewska

Monika przeszła 36 operacji kolana zanim trafiła do dr. Adama Domanasiewicza. Monika Bladosz ma 30 lat i niedawno usłyszała wyrok: amputacja prawej nogi w połowie uda. Na szczęście, znalazła skuteczną pomoc w szpitalu przy ul. Borowskiej we Wrocławiu.

Jej kłopoty zaczęły się bardzo niewinnie, od skręconego kolana. Po pierwszym zabiegu przyszło aż 35 następnych, bo stan nogi wciąż się pogarszał. Warszawianka była operowana w dużych ośrodkach klinicznych, gdzie proponowano jej kolejne artroskopie i zabiegi naprawcze. Od stycznia co trzy dni trafiała na blok operacyjny.

- Mój problem został zbagatelizowany. Trafiłam do nieodpowiedniego szpitala i nieodpowiednich lekarzy - opowiada 30-latka.

W końcu lekarze orzekli: amputacja. Monika jednak nie złożyła broni i trafiła do szpitala przy ul. Borowskiej. Pomógł jej dr Adam Domanasiewicz, który zasłynął z wielu pomyślnie zakończonych, obarczonych dużym ryzykiem operacji w Trzebnicy i Wrocławiu.

Zaczęło się bardzo niewinnie - od skręcenia stawu kolanowego siedem lat temu. Potem były liczne operacje, aż pojawił się przewlekły stan zapalny kości stawu kolanowego. Lekarze z dużych polskich ośrodków po 36 operacjach złożyli broń. 30-letnia Monika Bladosz kilka miesięcy temu usłyszała wyrok: amputacja.

Szukała pomocy w innych szpitalach i tak trafiła do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej. Tam zespół pod kierownictwem dr. Adama Domanasiewicza zdecydował, że przeszczepi pacjentce kość strzałkową z płatem skórno-mięśniowym i naczyniami krwionośnymi ze zdrowej nogi do chorej (dodajmy, że zostawili po 8 centymetrów „strzałki” przy stawach).

- Leczenie, które jest standardem w krajach cywilizowanych, u nas wciąż urasta to rangi hipertopowej operacji. Pytanie, jak to się dzieje, że w dużym uniwersyteckim mieście, większym od Wrocławia, nie można takiego zabiegu przeprowadzić - dziwi się dr Adam Domanasiewicz.

Nie ukrywa, że metoda ta znana jest w ortopedii i chirurgii rekonstrukcyjnej od 40 lat. Problem w tym, że w Polsce lekarze praktycznie jej nie stosują. - Tak naprawdę to nie my jesteśmy tak dobrzy. My jesteśmy przeciętnie dobrzy. To inni w Polsce są tak słabi. To smutne - wyznaje lekarz.

Dlaczego w innych ośrodkach nie zdecydowano się na operację, którą lekarze z Borowskiej wykonali bez wahania? Po pierwsze, nie ma w Polsce zinstytucjonalizowanej procedury leczenia pacjentów z powikłaniami septycznymi ortopedycznymi, takimi jak u pani Moniki. Po drugie, problemem są pieniądze.

- Dla szpitala ze względów ekonomicznych najlepiej jest, gdy wykonuje się zabiegi optymalne, czyli takie, które przynoszą szpitalowi zysk, są mało ryzykowne i mało kosztują - komentuje dr Domanasiewicz. I dodaje, że pacjent z przewlekłym zapalenie kości jest zazwyczaj bardzo niechciany ze względu na wysokie koszty leczenia dla szpitala.

Dr Jacek Martynkiewicz, który uczestniczył w operowaniu tej pacjentki, zauważa, że nieleczenie przez obecnych chirurgów tak poważnych stanów zapalnych kości powoduje, że nowe generacje chirurgów również takich powikłań u pacjentów nie będą potrafili operować.

- W Polsce chirurgia rekonstrukcji wielotkankowych nigdy nie była rozwinięta. W ciągu 30 lat od wprowadzenia tych technik na świecie w naszym kraju na palcach jednej ręki możemy policzyć, ilu lekarzy w ten sposób operuje pacjentów - podkreśla dr Martynkie-wicz.

Od operacji minął tydzień. Monika Bladosz jest mocno osłabiona. Czeka na wiadomość, czy przeszczep się przyjął. - Będę się cieszyć dopiero wtedy, gdy stanę na nogi i będą wiedziała, że noga jest uratowana - mówi ostrożnie.

Noga 30-letniej pacjentki do końca życia będzie sztywna, gdyż pani Monika nie ma stawu kolanowego, który został zdegradowany przez liczne zabiegi. Na początku 30-latka będzie chodzić o kulach, po rehabilitacji stanie na własnych nogach.

Lekarze podkreślają, że wycięcie kości strzałkowej ze zdrowej nogi nie będzie miało wpływu na jej normalnie funkcjonowanie. - Niestety, na chorą nogę do końca życia będzie utykać. To jest jednak znacznie korzystniejsze niż proteza - wyjaśnia dr Adam Domanasiewicz.

Adriana Boruszewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.