Program „mój prąd” mocno rozkręcił branżę związaną z fotowoltaiką

Czytaj dalej
red.

Program „mój prąd” mocno rozkręcił branżę związaną z fotowoltaiką

red.

Ministerstwo klimatu planuje uruchomienie kolejnej edycji programu Mój Prąd, który zapewnia dotacje m.in. do instalacji fotowoltaicznych. Ta edycja ma ruszyć w lipcu 2021 roku. Dotychczas na zamontowanie instalacji fotowoltaicznej zdecydowało się 330 tys. Polaków, z czego ok. 150 tys. w 2020 roku. Skusiła ich dotacja w wysokości 5 tys. zł oraz ulgi podatkowe.

Jak program „Mój Prąd” wpłynął na rozwój branży? Boom na fotowoltaikę w 2020 roku to niezaprzeczalny efekt działania programu - podkreśla Grzegorz Wiśniewski, Prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. Z jego opinią zgadzają się szefowie firm z tej branży. Twierdzą, że program „Mój Prąd” wpłynął wyjątkowo pozytywnie na zainteresowanie montażem instalacji wśród klientów indywidualnych, jak i również na chęć poszerzania wiedzy z zakresu fotowoltaiki wśród instalatorów.

- W związku z tym, że nasza forma oferuje usługi w zakresie szkoleń oraz montaży instalacji, odczuliśmy w trakcie trwania programu wyjątkowo duże zainteresowanie w obu tych dziedzinach - przyznaje Sebastian Majerski z firmy ATUM Energia.

Jeszcze do niedawna instalacje fotowoltaiczne były nowością, przez co inwestorzy nie mieli wystarczającej wiedzy, czym kierować się przy wyborze komponentów oraz firmy instalacyjnej.

Możliwość skorzystania z dotacji wpłynęła nie tylko na większe zainteresowanie taką inwestycją, ale również na wzrost świadomości przy podejmowaniu decyzji.

Przed uruchomieniem programu część inwestorów stawiała wyłącznie na jak najniższą cenę, a co za tym idzie - przy wyborze oferty kierowali się wyłącznie kryterium ceny, która wynika głównie z zastosowania gorszej jakości komponentów.

W trakcie trwania naboru do programu „Mój Prąd” kierunek wyboru najtańszej oferty nadal był widoczny, jednak cześć inwestorów była skłonna wybrać urządzenia droższe, lepsze jakościowo, wydajniejsze, o przedłużonej gwarancji. Klienci zaczęli również zwracać uwagę na urządzenia, które mogą współpracować z instalacjami fotowoltaicznymi: ładowarki samochodów elektrycznych, pompy ciepła, domowe magazyny energii. Wskazuje to na kierunek rozwoju rynku.

Rynek szkoleniowy również odczuł wpływ programu. Konkurencja na rynku instalatorów oraz wzrost świadomości klientów wymusiły na firmach instalacyjnych podniesienie jakości wykonywanych usług i umiejętności technicznych kadry. Klienci zaczynają szukać specjalistów, którzy wykonają instalację przy zachowaniu najwyższych standardów technicznych i najlepszych praktyk.

- W obliczu zapowiedzi przedstawicieli ministerstwa klimatu w sprawie uruchomieniu trzeciego naboru programu „Mój Prąd” w połowie roku liczymy na dalszy dynamiczny rozwój branży - mówi Sebastian Majerski. I dodaje: - Niewątpliwym bodźcem dla niezdecydowanych klientów może być także ostatnia podwyżka cen energii elektrycznej i zapowiedzi dalszych wzrostów.

Warto zaznaczyć, że zgodnie z zapowiedziami, instalacje fotowoltaiczne zamontowane przed rozpoczęciem nowego naboru będą mogły także liczyć na dotacje.

- Miniony rok był najlepszym w historii fotowoltaiki, ale 2021 rok będzie zupełnie inny - prognozuje Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. - Nadszedł czas wielkich biznesowych inwestycji fotowoltaicznych, ogromnych farm i wymagających klientów. Dla wielu sprzedawców fotowoltaiki, którzy odnotowali sukces na fali popularności programu „Mój prąd” oznacza to konieczność odnalezienia się w nowej sytuacji.

Jego zdaniem, jest bardzo prawdopodobne, że duża liczba firm, które powstały na fali popularności programu „Mój prąd”, będzie zmuszona odnaleźć się w nowych realiach i przestawić na zupełnie inne obszary.

Na przykład na otwarcie się na dużych klientów biznesowych. Taki klient nie jest nastawiony na dotacje, nie ma regulowanych cen energii i może być bardziej wymagający. Większe instalacje są bowiem trudniejsze do doboru, projektowania i zrealizowania.

To zupełnie nowy rozdział dla fotowoltaiki - czas dużych farm słonecznych i złożonych przedsięwzięć biznesowych, które już za mniej więcej dwa lata zrównają się mocą zainstalowaną z instalacjami prosumenckimi.

W tym roku czeka nas wdrożenie dwóch dyrektyw unijnych, które nakazują uwolnienie cen energii, wprowadzenie taryf dynamicznych czy wreszcie - wprowadzają nową definicję prosumenta (producenta energii). Zgodnie z polską, która jest zbyt wąska, prosument może jedynie konsumować wyprodukowaną energię, ale nie może jej sprzedawać. Nowe wymogi Unii Europejskiej mają to zmienić. Jak widać, przed fotowoltaiką rysuje się świetlana przyszłość.

red.

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

misiekle

Ministerstwo klimatu swoje, a rząd swoje, czyli od nowego roku już nie dostaniemy za odebraną przez zakład energetyczny, wyprodukowaną przez nas energię tyle samo, co za pobraną (na szczęście będzie to dotyczyło tylko nowych instalacji). To jest przede wszystkim zbieranie pieniędzy (w postaci podatków za sprzedaną energię) na te wszystkie obecne i przyszłe "plusy" i "łady". Gdyby jednak tanio dało się energię elektryczną magazynować, to nie byłoby problemu, ale niestety struktura poboru energii przez odbiorców prywatnych jest taka, że wytwarzanie (emisja słoneczna) ma kulminację w dzień, a pobór wieczorem i w nocy, ponieważ takie mamy godziny pracy. Do tego dochodzą pochmurne dnie oraz okres zimowy, kiedy to nawet podczas dni słonecznych emisja jest znacznie mniejsza niż latem. W innej, znacznie lepszej sytuacji są wszelkie zakłady pracy i im taki spadek opłacalności nie grozi, ponieważ przy odpowiednim przekalkulowaniu zainstalowanej mocy można wyjść nawet na zero, przynajmniej przez cześć roku.

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.