Marcin Rybak

Policjanci przed sądem, bo pomagali kierowcom?

Zdjęcie ilustracyjne Fot. Janusz Wójtowicz, Polska Press Zdjęcie ilustracyjne
Marcin Rybak

Policjanci z wrocławskiej drogówki oskarżeni o fałszerstwa w mandatach. W śledztwie tłumaczyli, że taki był rozkaz. A wszystko przez statystykę.

Zamiast mandatów za przekroczenie prędkości, oskarżeni policjanci karali kierowców za wykroczenia, których ci nie popełnili. Np. za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonym albo na czerwonym świetle.

Wszystko działo się w latach 2012-2014. Teraz do sądu trafił akt oskarżenia. Obejmuje czterech policjantów ruchu drogowego i kobietę, która wręczyła 50 zł łapówki za ulgowe potraktowanie. Ale nie korupcja jest w tej sprawie najczęściej powtarzającym się zarzutem. Przestępstw - zdaniem oskarżenia - było 300, z tego tylko 6 łapówek. Pozostałe to przekraczanie uprawnień i poświadczanie nieprawdy w dokumentach.

Jak? Właśnie poprzez zamianę wykroczeń. Kierowca łapany za przekroczenie prędkości dostawał mandat za 50 lub 100 zł. Ale za złe przechodzenie przez jezdnię. I nie dostawał punktów karnych. Tymczasem za przekroczenie prędkości powyżej 20 km na godzinę mógłby w 2014 roku zapłacić nawet 200 zł i i dostać 4 punkty karne.

Policjanci fałszowali zapisy w dokumentach i nie brali od kierowców łapówek? - Nie było dowodów na korupcję - mówi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Małgorzata Klaus.

Sami policjanci przekonywali w śledztwie, że szefowie wymuszali na nich jak największą liczbę ukaranych pieszych. Było to potrzebne do statystyki. Dlatego każdy z nich musiał wystawić wyznaczoną liczbę takich właśnie mandatów.

Dominikę S. zatrzymano do kontroli drogowej w Bykowie koło Długołęki. Było to 19 czerwca 2014 roku. Powód: przekroczenienie dozwolonej prędkości. O ile? Nie wiemy.

Oczy, które mówią

Policjant zaprosił kobietę do radiowozu. - Będzie pani potraktowana jak pieszy lub rowerzysta - powiedział funkcjonariusz drogówki. Położył swój notes w miejscu między siedzeniami z przodu radiowozu. Popatrzył na notes i na Dominikę.

- Odebrałam to jako propozycję wręczenia łapówki - powiedziała później w prokuraturze. Włożyła w notes 50 złotych i dostała mandat w wysokości 50 złotych za... przejście przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Potem zadzwoniła do męża i wszystko mu opowiedziała. Pech - była podsłuchiwana przez policję. Dlaczego? Tajemnica państwowa. - W innej sprawie - ucinają pytanie w prokuraturze. Ale podsłuch nagrał, jak przyznaje się do wręczenia łapówki.

To jedna z historii opisanych w akcie oskarżenia, sporządzonym we wrocławskiej Prokuraturze Okręgowej, posłanym niedawno do sądu rejonowego. O tym, co działo się w radiowozie, prokurator wie nie tylko z telefonu pani Dominiki do męża. W radiowozie zamontowana była ukryta kamera.

Ofiary statystyki?

Ale w tej sprawie większość zarzutów nie dotyczy łapówek, a niedopełnienia obowiązków. Policjanci mieli zamieniać wykroczenia. Zamiast za prędkość dawali mandaty za nieprawidłowe przechodzenie przez jezdnię. Dlaczego? Tylko w kilku przypadkach prokuratura jest pewna, że doszło do przekazania pieniędzy. Czterej oskarżeni policjanci przekonują, że w ogóle nie brali. A do fałszowania mandatów zmuszali ich przełożeni, by mieć wyższą statystykę ukaranych pieszych.

Podobnie tłumaczyli się policjanci z Bierutowa, też postawieni przed sądem za korupcję w ruchu drogowym. Tylko że tam wystawiano mandaty za... zanieczyszczanie ulic.

Ukryte kamery to sprawdzony sposób na walkę z nieuczciwymi policjantami drogówki. Historia Dominiki S. pokazuje, że funkcjonariusze bardziej się pilnują. Na nagraniu - jak wynika z aktu oskarżenia - nie pada ani jedno słowo o łapówce. Jest tylko znaczące spojrzenie.

Instrukcja obsługi

Wcześniej było inaczej. Kilka lat temu ujawniliśmy w „Gazecie Wrocławskiej” nagrane rozmowy policjantów lubińskiej drogówki z kierowcami. Tam o korupcji mówiono wprost. Za 500 zł wypuszczono nawet pijanego kierowcę. Mimo że popełnił przestępstwo i stanowił poważne zagrożenie na drodze.

W trakcie nagranej wówczas rozmowy słychać, jak policjanci się z nim targują. On mówi, że ma 500 złotych, a oni chcieli dwa razy więcej. Wreszcie się zgodzili. Na nagraniu widać, jak policjant przelicza gotówkę i wkłada ją do schowka.

Potem - gdy już się zgodzili wziąć 500 zł - instruowali go, co ma mówić, gdyby kolejny raz był zatrzymany do kontroli drogowej. Miałby wówczas wytłumaczyć, że wypił alkohol - kupiony na stacji benzynowej - już po kontroli w ich radiowozie. Na końcu, gdy kierowca już odjechał, jeden z policjantów dmuchnął w alkomat. Tak, by w dokumentach kontroli drogowej był ślad, że skontrolowany kierowca był trzeźwy. W innym przypadku policjanci interweniujący podczas kolizji drogowej uczciwie wypisali mandat jej sprawcy.

Ale potem łapówkę - 150 zł - dostali od kierowcy samochodu, który w stłuczce był... poszkodowany. Przekonali go, że sprawca w istocie był niewinny, a oni na siłę wcisnęli mu mandat. Dzięki temu poszkodowany kierowca nie będzie miał kłopotów z naprawieniem auta, a sfinansuje je ubezpieczyciel sprawcy. Wdzięczny kierowca dał policjantom pieniądze „na karpika”, bo było blisko Bożego Narodzenia.

Łowca stłuczek

Korupcja w drogówce nie dotyczyła tylko mandatów i wykroczeń. Kilka lat temu we Wrocławiu głośna była historia policjanta, który współpracował z warsztatem samochodowym. Za pieniądze informował o stłuczkach. Dzięki czemu lawety z warsztatu błyskawicznie pojawiały się na miejscu zdarzenia.

Marcin Rybak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.