Pierwszy Duce pomiędzy Erosem a Marsem. Przypadki Gabriele D’Annunzio

Czytaj dalej
Fot. Domena publiczna/Wikipedia
Wojciech Rodak

Pierwszy Duce pomiędzy Erosem a Marsem. Przypadki Gabriele D’Annunzio

Wojciech Rodak

Wybitny pisarz, nałogowy uwodziciel, dzielny żołnierz i duchowy ojciec faszyzmu. Tak można w skrócie scharakteryzować D’Annunzia – zapomnianego celebrytę belle époque

Latem 1901 r. Liane de Pougy, paryska luksusowa kurtyzana, odwiedziła Florencję. O jej niezwykłej urodzie krążyły legendy, więc fakt ten nie uszedł uwadze 38-letniego Gabriele D’Annunzio, konesera kobiecych wdzięków i kompulsywnego uwodziciela. Pewnego wieczoru pisarz zaprosił Francuzkę do swojej malowniczej willi zwanej La Capponcina. Zamierzał, jak to zwykł określać, „posmakować jej róży”.

Gabriele D'Annunzio we Fiume
Wikpedia/Domena publiczna Liane de Pougy

Zabrał się do dzieła wedle sprawdzonego scenariusza, który po wielokroć już zagwarantował mu przerodzenie się rendez-vous przy herbacie w upojną noc. Posłał po swą wybrankę powóz wypełniony różami. Gdy pod domem artysty pani de Pougy wysiadała z pojazdu, służba obrzuciła ją płatkami kwiatów. I wówczas powitał ją sam gospodarz. Romantyczna aura, którą z rutynową pieczołowitością wytworzył, tym razem nie przyniosła mu sukcesu w zalotach. Opinia Francuzki o nim była bezlitosna:

Przede mną stał przerażający gnom. Miał miał czerwoną skórę wokół oczy, a na jego powiekach brakowało rzęs. Był kompletnie łysy. Zęby miał zielonkawe, a oddech śmierdzący. W dodatku zachowywał się jak zawodowy szarlatan.

Kurtyzana nie mogła uwierzyć, że ten właśnie mężczyzna cieszy się sławą niezrównanego donżuana. Odrzuciła awanse pisarza. Po kurtuazyjnej herbatce ulotniła się do domu. Niepocieszony D’Annunzio wysyłał jej potem kolejne bileciki z zaproszeniami. Bez skutku.

Zaznaczmy, że nastawiona merkantylnie Liane de Pougy należała do nielicznych przedstawicielek płci pięknej, które nie uległy czarowi D’Annunzia. Może i nie był on adonisem, ale fizyczne niedoskonałości nadrabiał z nawiązką swą błyskotliwością, romantycznym usposobieniem i seksualną wirtuozerią. To ostatnie sprawiało, że wiele kobiet uzależniało się od niego jak od narkotyku. Nie zawsze kończyło się to dobrze dla ich zdrowia psychicznego, gdyż Gabriele cechował się skrajną niewiernością. Miał setki przelotnych romansów. I z hrabinami, i z czołowymi artystkami epoki, i z kobietami z ludu.

Mężczyźni podziwiali D’Annunzia za niezwykłą energię, kreatywność, a także odwagę. Dowiódł jej wielokrotnie w czasie I wojny światowej, służąc we włoskim lotnictwie. Szczytem jego kawaleryjskiej fantazji był zuchwały nalot na Wiedeń. Uczestniczący w nim pisarz obrzucił stolicę wrogich Austro-Węgier ulotkami propagandowymi własnego autorstwa, mającymi złamać morale „barbarzyńców z Północy”. „Moglibyśmy zrzucić na was bomby! Zamiast tego przesyłamy wam pozdrowienia!” - pisał do wiedeńczyków zachęcając do poddania się.

Ostatecznie Gabriele D’Annunzio uwiódł większość rodaków, gdy tuż po I wojnie światowej, grając na nosie własnemu rządowi i całej Europie, z tysiącami zwolenników zajął dla Włoch portowe miasto Fiume. Samozwańczo rządził nim jako Duce, wykuwając przy tym niechcący symbole, rytuały i program, które następnie skopiowała Narodowa Partia Faszystowska (PNF) Mussoliniego.
Nic więc dziwnego, że za rządów tych ostatnich Gabriele D’Annunzio cieszył się statusem narodowego skarbu, ikony patriotyzmu. Zwano go „Il Vate”, czyli wieszczem, lub „Prorokiem”. Był na tyle popularny, że zazdrosny o sympatię ludu Mussolini musiał trzymać go w „złotej klatce” - luksusowym pałacu, nasyconym policyjnymi donosicielami. Przyjrzyjmy się więc drodze tego barwnego artysty na włoski Panteon.

Zmartwychwstaniec

Gabriele D’Annunzio pochodził z Abruzji, górzystego regionu środkowych Włoch, który rozciąga się wzdłuż Adriatyku. Przyszedł na świat 13 marca 1863 r. w nadmorskiej Pescarze. Jego rodzina należała do miejscowej elity. Ojciec pisarza był zamożnym posiadaczem ziemskim i przez lata piastował urząd mera miasta. Zanim, w toku hulaszczego życia, przepuścił niemal cały majątek, zapewnił ukochanemu synowi należyte wykształcenie. Wysłał go do Królewskiego Kolegium Cicognini w toskańskim Prato, uważanego za najlepszą szkołę średnią we Włoszech. Wśród jej wybitnych absolwentów, wiele lat później, znajdziemy także Curzia Malapartego, słynnego literata i dyplomatę.

Gabriele D'Annunzio we Fiume
World History Archive/East News Gabriele D'Annunzio w młodości. Jeszcze z włosami

W szkole mały Gabriele wyróżniał się zdolnościami i pracowitością. Był prymusem. W kilka lat biegle opanował łacinę, grekę, angielski, hiszpański i francuski (ten ostatni znał tak dobrze, że mógł tłumaczyć z niego nawet średniowieczne teksty). Po nocach w dormitorium internatu, gdy jego koledzy spali, nałogowo chłonął książki przy migotliwym świetle lampy naftowej. Przełomową lekturą w jego życiu był zbiór wierszy pt. „Ody barbarzyńskie” pióra Giosuè Carducciego, nagrodzonego w 1906 r. literacką nagrodą Nobla. 15-letni D’Annunzio zachwycił się nimi do tego stopnia, że postanowił zastać poetą. W rok później wydał pierwszy zbiór wierszy pod tytułem „Primo Vere”. Spotkały się one z entuzjastycznymi recenzjami. Jednak uzdolniony młodzian nie był tym usatysfakcjonowany - chciał rozgłosu. Wpadł na osobliwy pomysł. Wysłał do redakcji pewnego florenckiego dziennika anonim z informacją o własnej śmierci w wyniku upadku z konia. Gazeta wydrukowała tę informację, opłakując utratę młodego zdolnego syna Muz. W kolejnych dniach lamentowały po nim niemal wszystkie tytuły prasowe jak Włochy długie i szerokie. Chwały D’Annunziowi to nie przydało, bo prawda wkrótce wyszła na jaw, ale cel osiągnął - jego nazwisko stało się rozpoznawalne. W pierwszej połowie lat 80. XIX w. młody poeta studiował literaturoznawstwo na uniwersytecie La Sapienza w Rzymie. Jednocześnie rozpoczął karierę dziennikarską. Pisał dla stołecznego dziennika „La Tribuna” głównie recenzje książek, sztuk teatralnych, a nawet lokali gastronomicznych. Ponadto, jako fanatyczny esteta podążający za trendami mody, udzielał czytelnikom porad w stylu „jaką garderobę założyć do opery”.

Obok działalności publicystycznej Gabriele D’Annunzio nadal tworzył poezję, a także pisał opowiadania. Jednak międzynarodową sławę i poczesne miejsce pośród przedstawicieli dekadentyzmu zapewniły mu dopiero powieści stworzone na przełomie wieków. Światowymi bestsellerami okazały się przede wszystkim takie książki jak „Triumf śmierci” (1894 r.) i „Ogień” (1900).

W ostatniej płodnej literacko fazie życia, czyli od początku XX w. aż do wybuchu I wojny światowej, w twórczości D’Annunzia dominowały sztuki teatralne czy operowe libretta. Większość z nich, jak „La Gioconda” i „Francesca de Rimini”, przeznaczył dla swojej ówczesnej kochanki Eleonory Duse, jednej z najsławniejszych aktorek epoki.

Gabriele D'Annunzio we Fiume
East News Gabriele D'Annunzio. Najważniejsze książki D’Annunzia: - „Rozkosz” - „Triumf śmierci” - „Niewinne” - „Ogień” - „Dziewicza ziemia”

Chociaż „Il Vate” miał znaczne dochody, to pokrywały one jedynie część jego ogromnych wydatków. Pisarz zapożyczał się na potęgę, by kupować piękne ubrania, a także drogocenne bibeloty i antyki, którymi lubił się otaczać. W rozrzutności również przejawiała się jego ekstrawagancja. Potrafił kupić perski dywan tylko po to, żeby jego ulubiony koń miał na czym leżeć. Nie szczędził grosza na miłosne podboje. Jednej z wybranek serca obwiesił kiedyś cały ogród kwiatami wykonanymi z cennego szkła Murano. W efekcie, wiecznie zadłużony D’Annunzio musiał wielokrotnie zmieniać miejsca zamieszkania, by umknąć wierzycielom. Z Rzymu, po kilku latach, uciekł do Neapolu. Potem, z tych samych przyczyn, przeprowadzał się jeszcze parę razy. W 1910 r. jego sytuacja finansowa stała się tak rozpaczliwa, że musiał wyemigrować do Francji.

Zdradzane muzy

Gabriele D’Annunzio, jak już wspomniano, daleki był od klasycznego ideału urody. Mimo to przedstawicielki płci pięknej lgnęły do niego jak ćmy do lampy. Posiadał wiele innych atutów, które skutecznie wykorzystywał, by usidlić wybranki. Był charyzmatyczny, otaczał go nimb wieszcza, potrafił ze smakiem aranżować niezwykłe romantyczne randki, a poza tym, jak zgodnie przyznawały wszystkie kochanki pisarza, był niedościgniony w dawaniu kobietom seksualnej satysfakcji. Wydaje się zresztą, że D’Annunzio był uzależniony od fizycznej miłości. Nawet, gdy pozostawał w stałym związku, miewał dziesiątki przygód erotycznych na boku. Gdy żadnej z „dam serca” nie miał pod ręką, to w desperacji szukał ujścia swych żądz „gdzie bądź”. Na przykład u greckich portowych dziwek (których brzydzili się jego towarzysze podróży) lub w ramionach wiernej służącej Amélie Mazower (na starość stała się też jego rajfurką). Biografka artysty, Lucy Hughes-Hallett, uważa, że seks był dla niego nieodzownym elementem utrzymania twórczej mocy.

Co było dobre dla jego sztuki, z pewnością nie służyło jednak większości partnerek życiowych D’Annunzia. Pierwsza i jedyna oficjalna żona poety – poślubiona w czasie studiów księżna Maria Hardouin di Gallese – wytrzymała z nim mniej niż dekadę. Zaczął ją zdradzać już po narodzinach ich pierwszego dziecka, syna Maria. Przyjście na świat dwóch kolejnych potomków – Gabriellino i Ugo Veniero – nie zmieniły jego sposobu prowadzenia się.

Podobne upokorzenia musiały znosić kolejne kobiety, z którymi pisarz pozostawał w dłuższych związkach. Większość z nich stanowiły artystki, jak Eleonora Duse, uważana za jedną z najwybitniejszych aktorek wszechczasów, śpiewaczka Natalie de Goloubeff czy malarka Romaine Brooks. Długoletni romans łączył „Il Vate” z markizą Louisą Casati - najbogatszą kobietą we Włoszech, mecenaską i muzą wielu znanych artystów belle époque.

Obok kobiet i literatury największą namiętnością Gabriele D’Annunzio była wojna.

Przeciw barbarzyńcom

Silny patriotyzm pisarza ukształtował się już w toku edukacji w Prato. Do 1914 r. objawił się on dwojako. Czasem zdarzało mu się napisać wiersz o bohaterstwie włoskich żołnierzy walczących o nowe kolonie w Afryce. Poza tym w 1897 r. na trzy lata wybrano go do parlamentu, który sam określał mianem „plugawej zbieraniny łajdaków i głupców”. Wstępował do niego jako „Kandydat Piękna”, jak sam się określał, ale niewiele z tego wynikło. Niemal nigdy nie widywano go na obradach.

Kolejne patriotyczne przebudzenie D’Annunzia nastąpiło dopiero po wybuchu I wojny światowej, gdy przebywał na emigracji w Paryżu. Atak Niemiec na Francję opisywał jako agresję „germańskich barbarzyńców” na „łacińską siostrę” Włoch. Wielokrotnie domagał się publicznie, by rząd jego kraju porzucił neutralność i przystąpił do konfliktu po stronie Ententy. Wiosną 1915 r. przybył nawet do Rzymu, gdzie porwał tłumy serią pro-wojennych wystąpień. 23 maja jego pragnienie się spełniło – Włochy wypowiedziały wojnę Państwom Centralnym.

Gabriele D'Annunzio we Fiume
East News Gabrielle D'Annunzio iz kapitan Palli w samolocie w czasie I wojy światowej

W następnych latach D’Annunzio stał się wojennym celebrytą numer jeden. Od lata 1915 r. służył w lotnictwie (nie umiał pilotować, ale uważał, że to najbardziej romantyczna formacja wojskowa), a od czasu do czasu jeździł na front włosko-austriacki, by zagrzewać żołnierzy do boju. Wszędzie go było pełno. Choć miał 52-lata, kipiał energią młodzieńca.

Poeta brał udział w rekonesansach i lotach bojowych jako strzelec-bombardier. Niekiedy zrzucał na ziemię tylko ulotki propagandowe własnego autorstwa, a czasem bomby, ostrzeliwując przy tym piechotę przeciwnika. Zawsze zabierał ze sobą na pokład amulety, które miały go chronić – niewielki rzymski fallus z terakoty, a także „szczęśliwe” szmaragdy, które dostał od Duse. Niestety, nie zawsze działały tak, jak trzeba. W 1916 r. został ranny w głowę wyniku awaryjnego lądowania. W wyniku wypadku stracił wzrok w jednym oku.

Po rekonwalescencji wrócił ponownie do akcji. 9 sierpnia 1918 r. wreszcie pozwolono mu zrealizować zuchwały plan, za którym lobbował od początku wojny. Chodziło o lotniczy rajd na Wiedeń. Z powodu wyjątkowo dalekiego lotu (ówczesne samoloty miały bardzo ograniczony zasięg), jego eskadrę wyposażono w 11 maszyn Ansaldo SVA ze specjalnymi dodatkowymi zbiornikami paliwa. Ich misja zakończyła się sukcesem. Nad stolicą Austro-Węgier zrzucono dziesiątki tysięcy ulotek wzywających zaskoczonych mieszkańców do poddania się. Propaganda państw Ententy mocno nagłośniła sukces D’Annunzia, podbijając jego narcyzm. W prasie był prezentowany jako dzielny palladyn ze średniowiecznych romansów. Ponadto Francuzi uhonorowali go Krzyżem Wojennym. W niewiele ponad rok później znów zrobiło się o nim głośno.

Impresa di Fiume

Położone nad Adriatykiem portowe miasto Fiume (dziś chorwacka Rijeka) w 1918 r. liczyło 60 tys. mieszkańców. Dwie trzecie spośród nich stanowiła ludność posługująca się dialektem weneckim, a resztę stanowili Węgrzy, Chorwaci i Niemcy. Jednak w traktacie wersalskim, wbrew zasadom etnicznym, przyznano je SHS (Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców). To wywołało oburzenie silnie nacjonalistycznej grupy włoskich oficerów z niższego szczebla. Postanowili oni samozwańczo zająć miasto dla ojczyzny. Poszukiwali tylko przywódcy. Zgłosili się więc do D’Annunzia, a ten przyjął tę propozycję z radością.

Gabriele D'Annunzio we Fiume
Domena publiczna/Wikipedia Gabriele D'Annunzio we Fiume

11 września 1919 r. umundurowany „Prorok” jechał w kabriolecie, trawiony 39-stopniową gorączką, prowadząc na Fiume kolumnę samochodową ze 196 zbuntowanymi żołnierzami. Włoski rząd próbował go powstrzymać. Wysłano przeciwko niemu silne elitarne oddziały wojskowe, uzbrojone w ciężką broń i pojazdy opancerzone. Te jednak, zamiast wykonać powierzone zadanie, przyłączyły się do sił D’Annunzia. Jego prywatna armia urosła do 2,5 tys. żołnierzy. Do południa 12 września opanowała ona sporne Fiume. I tak rozpoczęła się „poetycka dyktatura”, która drwiła sobie z rzymskich polityków i wersalskich ustaleń. O tych wydarzeniach i ich sprawcy mówił cały świat.

Wkrótce miasto zaroiło się od wszelkiej maści awanturników, a także zbiegów z włoskiej armii, którzy tłumnie zasilali wojska wierne „Il Vate”. W szczytowym momencie ich liczebność sięgnęła kilkunastu tysięcy. Dzięki sile odstraszania barwna polis przetrwała kilkanaście miesięcy. To wówczas na terenie Fiume wykluło się wiele elementów i idei, przejętych potem przez Narodową Partię Faszystowską i Mussoliniego, wtedy jeszcze żyjącego głęboko w cieniu „Proroka”. To D’Annunzio jako pierwszy był nazywany „Duce”, czyli wodzem, przez swoich zwolenników. To z jego rozkazu żołnierze zaczęli witać się przy pomocy tzw. salutu rzymskiego (pomysł zaczerpnął ze starego scenariusza filmowego o wojnie Rzymu z Kartaginą, który napisał w 1914 r.). Hymnem jego państewka stała się „Giovinezza” (wł. „młodość”) zaadoptowana potem przez PNF. W konstytucji Fiume, którą stworzył D’Annunzio ze współpracownikami, pojawiały się rozwiązania korporacjonistyczne, skopiowane później przez faszystów. Wreszcie sama idea marszu na Rzym, w celu przejęcia władzy we Włoszech, narodziła się najpierw w kierownictwie „poetyckiej dyktatury”.
Kres władzy D’Annunzia nad Fiume położył dopiero zmasowany atak włoskiej armii i floty, który rozpoczął się w Wigilię 1920 r. Ranny poeta poddał miasto dopiero po pięciu dniach walk.

Złota Klatka

Po zakończeniu fiumeńskiej awantury Gabriele D’Annunzio nie ponosi żadnych konsekwencji karnych. Jest zbyt popularny we Włoszech, by jego polityczni oponenci mogli wyciągać wobec niego konsekwencje. Zimą 1921 r. osiada w willi Vittoriale nad jeziorem Garda. Towarzyszą mu wierna służąca Mazower i ostatnia ważniejsza partnerka, pianistka Luisa Baccara.

Gabriele D'Annunzio we Fiume
East News Brama do rezydencji Vittoriale

Gdy w 1922 r. Mussolini przejmuje władzę we Włoszech, zazdrosny o sympatię ludu delikatnie spycha „Il Vate” na boczny tor. Zamyka go w „złotej klatce”. Taktuje jak narodowe dobro, spełnia jego wszelkie finansowe zachcianki i otacza tabunem służących, z których połowa pracuje dla tajnej policji.

D’Annunzio na ten stan rzeczy nie narzeka. Nie ma już sił na pisanie i walkę. Podczas wojny uzależnił się od opiatów i kokainy. Narkotyki i igraszki z kolejnymi młodymi kochankami uprzyjemniają mu jesień życia. Wielki pisarz i bohater umiera na wylew krwi do mózgu 1 marca 1938 r., tuż przed 75. urodzinami.

Gabriele D'Annunzio we Fiume
East News Benito Mussolini i Gabriele D'Annunzio nad Jeziorem Garda w 1925 r.

Bibliografia:

Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.