Pedofilia księży: ofiary wątpią w szczery żal hierarchów

Czytaj dalej
Łukasz Cieśla

Pedofilia księży: ofiary wątpią w szczery żal hierarchów

Łukasz Cieśla

Hierarchowie cytują papieża Franciszka i przepraszają za czyny księży-pedofilów. Ale ofiary wątpią w szczere intencje polskiego Kościoła. - Kościół od lat chroni pedofilów, ukrywa, przenosi z parafii na parafię.

- Wyrażam szczery ból i żal wobec Przewielebnego Księdza Arcybiskupa. Za zaistniałą sytuację popełnienia przez naszego kapłana przestępstwa i jego konsekwencje serdecznie przepraszam pokrzywdzonych oraz wszystkich wiernych Kościoła, którzy poczuli się zgorszeni, a ich chrześcijańska wiara została wystawiona na próbę

- takie słowa znalazły się w liście ks. Ryszarda Głowackiego, generała zakonu Chrystusowców.

List został upubliczniony przez Chrystusowców i jest odpowiedzią na wcześniejsze, wtorkowe wystąpienie arcybiskupa poznańskiego Stanisława Gądeckiego. Hierarcha zareagował na głośną sprawę ks. Romana B., który gwałcił dziewczynkę, został skazany na 4 lata więzienia, a po wyjściu na wolność wciąż jest księdzem.

Abp Stanisław Gądecki w liście do Chrystusowców, choć nie jest ich przełożonym, apelował o szybkie przeprowadzenie postępowania kanonicznego ws. Romana B.

Chrystusowcy zaznaczają, że taki proces jest prowadzony, rzeczywiście długo trwa, ale ksiądz Roman nie pracuje z wiernymi lecz jedynie pomaga starszym księżom-emerytom.

Problem ciągnie się od lat
Sprawa Romana B. była opisywana w mediach już 8,5 roku temu. Bo wtedy został aresztowany na terenie woj. zachodniopomorskiego. Potem sąd skazał go za wielokrotne wykorzystywanie swojej uczennicy. Sąd stwierdził, że ksiądz-pedofil uczynił z dziewczynki, pochodzącej z rodziny alkoholowej, seksualną niewolnicę. Dostał 4 lata więzienia. Ten wyrok był znacznie złagodzony, bo sąd odwoławczy wskazał, że duchowny cierpi na zaburzenia pedofilijne.

2 stycznia w „Głosie Wielkopolskim” opisaliśmy kulisy tej historii. Wskazaliśmy, że Roman B. nadal jest księdzem i po wyjściu z więzienia zamieszkał w domu zakonnym w Puszczykowie.

Tydzień po naszym tekście, w „Gazecie Wyborczej” ukazał się reportaż, w którym przedstawiono relację jego ofiary. Mówiła, że zaszła w ciążę z księdzem, a ten załatwił zabieg aborcji. Kilka razy próbowała się zabić. Do dziś jest w fatalnej kondycji psychicznej.

Arcybiskup Stanisław Gądecki swój list do Chrystusowców napisał dzień po tekście w „Wyborczej”. Chcieliśmy dowiedzieć się, kiedy poznański hierarcha dowiedział się o krzywdzie dziewczynki? Czy reagował od razu po uzyskaniu tej informacji, czy zwlekał i zrobił to dopiero po burzy, która właśnie przetacza się przez media?

Jednak ksiądz Maciej Szczepaniak, rzecznik prasowy poznańskiej kurii, mimo naszych próśb nie wyjaśnił nam tej kwestii. Odesłał nas do wtorkowego listu Stanisława Gądeckiego. Z pisma nie wynika, kiedy hierarcha dowiedział się, że na terenie poznańskiej archidiecezji pracuje ksiądz-pedofil.

Nie lękajcie się
W Polsce ofiarom księży-pedofili pomaga zarejestrowana w Poznaniu fundacja “Nie lękajcie się”. Jej prezes i współzałożyciel Marek Lisiński powiedział nam, że w zeszłym roku zgłaszał przedstawicielom Kościoła, że trzeba pomóc ofierze ks. Romana B.

- Usłyszałem wtedy, że ona nie zwróciła się o pomoc do Kościoła - mówi Marek Lisiński, nie ukrywając, że był zbulwersowany tamtą rozmową.

Fundacja zbiera pieniądze na pomoc dla ofiary księdza pedofila z Puszczykowa. Pieniądze można wpłacać na konto fundacji dostępne na stronie nielekajciesie.org.pl z dopiskiem “Darowizna dla Kasi”.

Lisiński nie ukrywa, że nie wierzy w dobre intencje hierarchów. Jak mówi, trzymają się własnych wytycznych. Takich, że Kościół, jako instytucja, nie bierze odpowiedzialności za pedofilów w koloratkach.


- A prawda jest taka, że Kościół ich chroni, ukrywa, przenosi z parafii na parafię. Trzyma przestępców w swoich szeregach - mówi Lisiński. - Niektóre ofiary, którym pomagamy, zostały skrzywdzone na terenie archidiecezji poznańskiej. Arcybiskup Stanisław Gądecki miał szansę im pomóc, również finansowo, ale tego nie zrobił - dodaje.

Na Facebooku fundacji niedawno pojawił się wpis, w którym jej zarząd opisuje, że ksiądz Gądecki nie udzielił odpowiedzi na list w sprawie dostępu do akt pewnego postępowania kanonicznego dotyczących podległego mu księdza. W innej sprawie miał odmówić zawarcia ugody z poszkodowanym przez kolejnego księdza.

Kara: miesiąc modlitwy
Marek Lisiński ma własne doświadczenia z księdzem-pedofilem. Był molestowany na początku lat 80. w diecezji płockiej. Sprawę ujawnił po latach. Na ściganie karne było za późno, bo zarzuty się przedawniły. Ale możliwe było wszczęcie postępowania kanonicznego.

Kościół je przeprowadził, a Marek Lisiński udostępnił nam orzeczenie z Watykanu z 2014 roku. Hierarchowie uznali, że ksiądz Zdzisław W., któremu Lisiński zarzucał pedofilię, jest winny nadużyć seksualnych. Ks. Zdzisław został ukarany... trzyletnim zawieszeniem „w wykonywaniu powinności duszpasterskich”. Na ten okres miał zostać odesłany do klasztoru.

Orzeczenie mogło być jeszcze łagodniejsze. W 2013 roku biskup płocki Piotr Libera zasugerował, że sprawcę należy ukarać zakazem wykonywania czynności duchownych i zalecić ćwiczenia duchowe przez jeden miesiąc oraz terapię. Wtedy dla watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary była to jednak zbyt łagodna kara.

Biskup płocki wydał więc kolejne orzeczenie. Ukarał duchownego 3-letnim zawieszeniem, co Watykan zaakceptował. W orzeczeniu wskazano, że ksiądz Zdzisław W. zmieniał wersję zeznań w zależności od pojawiania się nowych informacji, próbował zrobić z ofiary, czyli Marka Lisińskiego oszusta i naciągacza. I co ważne, Watykan zauważył, że ks. W. nie wykazuje chęci naprawienia szkody oraz „wiele faktów oraz poszlak może wskazywać na to, że może być recydywistą”.

- Mimo takiego orzeczenia, ten człowiek nie został wyrzucony z kapłaństwa. To pokazuje, jak Kościół podchodzi do tematu - podkreśla Marek Lisiński.

Łukasz Cieśla

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.