Hanna Wieczorek

Panorama bitwy na Psim Polu. Dzisiaj wiemy tylko, że istniała...

Panorama bitwy na Psim Polu. Dzisiaj wiemy tylko, że istniała... Fot. tomasz gąsior/mmw
Hanna Wieczorek

Na pierwszy rzut oka wszystko jest jasne. Namalowano ją w 1947 roku. Z Leszna przywędrowała do Wrocławia na Wystawę Ziem Odzyskanych. Oglądał ją sam Pablo Picasso. I tu kończą się fakty.

Jest rok 1947. Leszno przygotowuje się do wielkich obchodów 400-lecia nadania praw miejskich. Sekretariatem komitetu obchodów kieruje Karol Stobiecki, prawnik i malarz z wykształcenia, który nauki pobierał we lwowskiej szkole Stanisława Kaczor-Batowskiego oraz w pracowniach Kazimierza Sichulskiego i Zygmunta Rozwadowskiego. Ten ostatni był jednym z malarzy, którzy tworzyli Panoramę Racławicką pod okiem Jana Styki oraz Wojciecha Kossaka.

Malarzy dwóch

Stobiecki po studiach we Lwowie powrócił do Tarnopola, gdzie został urzędnikiem w Wydziale Rolnictwa i Reform Rolnych Urzędu Wojewódzkiego. Później robił aplikację notarialną w Łańcucie i cały czas malował. Przede wszystkim obrazy o tematyce historycznej, batalistycznej i rodzajowej. Podobno dostał nawet zaproszenie do Stanów Zjednoczonych, profesor Batowski chciał, by malował razem z nim... panoramę bitwy pod Savannah.

Po wybuchu II wojny światowej Stobiecki przeniósł się najpierw do Lwowa (pracował tam w Muzeum Historycznym i działał w kooperatywie „Artysta”, a potem do Krosna (gdzie utrzymywał się z malowania).

Do Leszna przyjechał w roku 1946. Zadomowił się i zaczął pracę w spółdzielni „Rolnik”, nie zapominając o swojej prawdziwej pasji - malarstwie. Zapewne ta pasja zbliżyła go do Leona Rozpendowskiego, plastyka bez formalnego wykształcenia, którzy w międzywojennym Lesznie prowadził zakład „Rozpend - artystyczna pracownia godeł”.

Leon Rozpendowski Leszna po wybuchu II wojny światowej nie opuścił. Był zresztą bohaterem niesamowitej historii, która być może przyczyniła się do jego śmierci trzydzieści lat później.

Tajemnica fotografii z placu Kościuszki

Niemcy okupację Leszna zaczęli krwawo, bo już 21 października 1939 roku na placu Tadeusza Kościuszki w przeprowadzili masową egzekucję Polaków. Żołnierze Wehrmachtu dobijali rannych strzałami w głowę.

Skąd to wiemy? Otóż zachowały się zdjęcia dokumentujące ową egzekucję. Wykonali je prawdopodobnie funkcjonariusze Hilfspolitzei - Erich Handke, syn młynarza z Leszna i Wilhelm Maiertous, w cywilu siodlarz. Oczywiście za zgodą niemieckich wojskowych. Fotografie robili z okien Pałacu Sułkowskich. Odbitki prawdopodobnie rozdali kolegom z Hilfspolitzei, między innymi niejakiemu Szydze, który mieszkał u Leona Rozpendowskiego. I tam właśnie fotografie odkrył syn malarza - Tadeusz.

Leon Rozpendowski po kryjomu zrobił odbitki zdjęć w zakładzie leszneńskiego fotografa, Radomira Kochowicza. Po wojnie przekazał je komisji badającej zbrodnie hitlerowskie w okupowanej Polsce. Zdjęcia stały się później jednym z dowodów niemieckiego ludobójstwa w Wielkopolsce podczas procesu norymberskiego.

Leon Rozpendowski zginął tragicznie - został zamordowany w 1972 roku. Wnuk artysty opowiadał później, że zabójca w kobiecym przebraniu uciekał do Niemiec Zachodnich, został zatrzymany na granicy i okazało się, że ma przy sobie skradzione z mieszkania artysty rzeczy, w tym fotografie z masowej egzekucji na placu Kościuszki.

Jubileusz, wystawa i Panorama

Jubileusz 400-lecia Leszna wzbudzał wielkie emocje u mieszkańców miasta, pomysły uświetnienia obchodów sypały się jak z rękawa. Karol Stobiecki wymyślił, by namalować Panoramę bitwy na Psim Polu.

Skąd taki pomysł? Możemy się jedynie domyślać. Wiadomo było, że jubileuszowi towarzyszyć będzie Wystawa Rolniczo-Przemysłowa. Stobiecki, który pochodził z Kresów, a malarstwa uczył się u lwowskich artystów, musiał doskonale wiedzieć, że Panorama Racławicka została wystawiona została po raz pierwszy we Lwowie z okazji stulecia bitwy - 5 czerwca 1894 roku - na odbywającej się tam Powszechnej Wystawie Krajowej. Można przypuszczać, że to właśnie natchnęło go do namalowania Panoramy bitwy na Psim Polu, sławiącej zwycięstwo polskiego oręża na Niemcami.

Obaj artyści ostro zabrali się do pracy. Malowali na grubym płótnie (może nawet żaglowym), farbami znalezionymi w poniemieckich magazynach. Karol Stobiecki zajmował się scenami batalistycznymi (po latach przyznał, że sporo musiał nadrabiać wyobraźnią, bo trudno było znaleźć materiały dokumentujące ówczesne wyposażenie wojsk polskich i niemieckich), ludźmi, końmi. Leonowi Rozpendowskiemu przypadła łatwiejsza część pracy - on był odpowiedzialny za pejzaże.

Choć trudno w to uwierzyć, olbrzymie płótno malowano w... pokoju. Było to możliwe, ponieważ Panorama powstawała w „kawałkach”. Stobiecki z Rozpendowskim przygotowali olbrzymi blejtram tak, by można było malować kolejno pięciometrowe odcinki, które następnie pieczołowicie połączyli w całość. W sumie Panorama miała mieć wymiar 75 metrów długości i 5,5 metra wysokości. Jednak część specjalistów uważa, że musiała być mniejsza, dowodzi tego ich zdaniem wielkość pawilonu, którym była wystawiana. W rozmowach padają różne wymiary, na przykład 37,5 metra i 5 metrów wysokości

Opowiadając o pracy nad Panoramą Rozpendowski wspominał, że przenosząc wykonane wcześniej szkice na płótno, obaj za plecami mieli lustra, by uzyskać większą głębię obrazu i pracowicie wydeptywali szczeble drabiny...

W końcu gotowy obraz rozwieszono w specjalnym, drewnianym pawilonie, przygotowano nawet przedpole z piasku, mchów i jakichś krzaczków czy gałęzi, a nawet części uzbrojenia. Panorama widzom się podobała. Władzy zresztą też, dostała nawet nagrodę Ministra Kultury i Sztuki.

Wystawa i jubileuszowe obchody się skończyły, trzeba było podjąć decyzję, co dalej robić z Panoramą. Nie ma co ukrywać, jej twórcy liczyli, że znajdzie się jakiś kupiec. Leszno okazało się jednak zbyt biedne. Na horyzoncie pojawił się kontrahent z północy, konkretnie z Gdańska, który myślał o wystawieniu jej na wyspie Holm, ale i ten pomysł upadł.

W końcu zapadła decyzja, że trzeba przewieźć ją do Wrocławia - tam, gdzie Krzywousty odniósł wielkie zwycięstwo nad Niemcami, o którym Kadłubek pisał tak: „Na dowód tego istnieje jeszcze nazwa miejsca, bowiem zbiegła się tam niezmierna sfora psów, które pożerając tyle trupów zapadły w jakąś szaleńczą dzikość, tak że nikt nie śmiał tamtędy przejść, i dlatego owo miejsce nazywa się Psim Polem”. Do miasta, w którym przecież „wszystkie kamienie mówiły po polsku”... A przy tym i okazja była doskonała, bo przecież Wrocław szykował się właśnie do Wystawy Ziem Odzyskanych.

A tak na marginesie, propaganda jest niezniszczalną bronią. Trzeba przyznać, że marketing polityczny uprawiany przez Kadłubka, który jedną z potyczek pod Wrocławiem w czasie wojny Krzywoustego z cesarzem Henrykiem V, podniósł do rangi wielkiej bitwy, idealnie wpasował się w propagandowe działania polskich komunistów tuż po II wojnie światowej.

Na rozkaz marszałka?

Kto zdecydował, że Panorama znajdzie się na Wystawie Ziem Odzyskanych? Podobno rozkaz taki wydał sam marszałek Michał Rola-Żymierski, który przy okazji nakazał, by olbrzymie płótno zakupiło Towarzystwo Przyjaciół Żołnierza. Dzisiaj mało kto pamięta o owym Towarzystwie (powołanym do życia w 1945 roku) zaginął, w owym czasie była to znacząca organizacja - paramilitarna, działająca w systemie obrony cywilnej, w 1950 roku przekształcona w Ligę Przyjaciół Żołnierza, a następnie w roku 1962 w znaną wszystkim Ligę Obrony Kraju.

Natomiast Karol Stobiecki z rozmowie z Adamem Chowańskim (autorem reportażu „Ostatnia Panorama Rzeczypospolitej, opublikowanym w miesięczniku „Odra” w 1974 roku) wspominał, że wojsko pomogło przetransportować Panoramę i pawilon, w którym była ona wystawiana, natomiast decyzja zakupu przez Towarzystwo Przyjaciół Żołnierza zapadła już we Wrocławiu.

Trzeba przyznać, że organizatorzy wystawy uznali Panoramę za jedną z większych atrakcji. Do tego stopnia, że zwiedzał ją nawet Pablo Picasso, który do stolicy Dolnego Śląska zjechał na Światowy Kongres Intelektualistów. Co mówił oglądając pracę Karola Stobieckiego i Leona Rozpendowskiego? Nie wiadomo. Rozpendowski, który był świadkiem tego wydarzenia francuskiego nie znał, a krępował się poprosić o tłumaczenie słów Picassa. Po latach mówił jedynie, że wielki artysta miło się uśmiechał oglądając Panoramę.

Pawilon postawiono w doskonałym miejscu - niedaleko iglicy. Do kasy ustawiały się kolejki, zwiedzający chętnie oglądali batalistyczne płótno. Zapewne tym chętniej, że do Wrocławia dwa lata wcześniej zjechała przecież Panorama Racławicka i w 1947 roku toczyła się dyskusja nad lokalizacją specjalnej rotundy, w której miała być prezentowana. Rozpisano nawet konkurs architektoniczny na ową rotundę.

Miejsce, w którym postawiono drewniany pawilon z Panoramą bitwy na Psim Polu było może i było eksponowane, ale przede wszystkim mokre, woda co i rusz podtapiała prowizoryczny budynek, co nie wpływało dobrze na stan dzieła. Stobiecki wspominał, że trzeba było kilka razy wzywać straż pożarną, by wodę wypompowywała.

Wystawa Ziem Odzyskanych dobiegła końca. Pawilon z Panoramą pozostał. Jednak widzów było coraz mniej, ostatni oglądali ów obraz skacząc z kamienia na kamień, by nie zamoczyć butów w wodzie. Właścicielowi Panoramy - Towarzystwu Przyjaciół Żołnierza, zabrakło chyba pomysłu co z tym dziełem zrobić. Stobiecki ostatni raz widział ją w roku 1954 (przy okazji pertraktacji z jakimś muzeum, które chciało ją zakupić). Potem słuch o niej zaginął. Nie pomogło prywatne śledztwo przeprowadzone przez malarza.

Zaginiona Panorama, wersja pierwsza

Karol Stobiecki od czasu do czasu przejeżdżał niedaleko Hali, wówczas Ludowej. I zawsze wypatrywał pawilonu z Panoramą. Pewnego dnia, był to rok 1954 lub 1955, drewnianego budyneczku nie zobaczył... Zdenerwowany pobiegł do dyrekcji Hali i zaczął dopytywać się o Panoramę. Usłyszał od rezydującego tam urzędnika: - Rozebraliśmy pawilon.

- A co z Panoramą?

- W środku nic nie było, pawilon był pusty.

Podobno urzędnik dodał, że obraz pewnie właściciel zabrał.

Malarz w te pędy udał się do wrocławskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Żołnierza. Tam powiedziano mu, że nic nie wiedzą, nad Panoramę czuwać miała dyrekcja Hali Ludowej. Hala Ludowa tłumaczyła, że im nic do Panoramy, wszystkim zajmowało się Towarzystwo, które swoje własne kłódki miało. I Stobiecki do końca życia dziwił się, jak mogło zniknąć olbrzymie płótno. Panoramę, którą po zrolowaniu przenosić musiało sześciu silnych mężczyzn!

Zaginiona Panorama, wersja druga

Według osób, które interesowały się losem Panoramy bitwy na Psim Polu, w końcówce lat 40. ukazała się w prasie informacja, że płótno to zostało przekazane warszawskiemu Muzeum Wojska Polskiego. A dokładnie podarowano ją Muzeum z okazji obchodów 31. rocznicy powstania Armii Radzieckiej. Towarzystwo Przyjaciół Żołnierza mieli reprezentować Hanna Radecka, Florentyna Śmiechowska, Adam Strączek. Uroczystość miała się odbyć w lutym 1949 roku.

Istnieje jeszcze wersja trzecia, której dzisiaj nie da się już chyba zweryfikować. Otóż, rodzina Leona Rozpendowskiego słyszała plotki, że Panoramę bitwy na Psim Polu widziano w Szwecji.

Pozostały tylko szkice

Po Panoramie bitwy na Psim Polu pozostały właściwie tylko szkice, które przechowywał Karol Stobiecki i jeden, poetycki raczej, opis płótna. Po śmierci malarza rodzina przekazała część z nich wrocławskiemu Muzeum Militariów mieszczącemu się w Arsenale. Z zachowanych zdjęć wiemy, jak wyglądał pawilon, w którym wystawiano Panoramę. Muzeum Miejskie Wrocławia ma również późniejszy obraz Karola Stobieckiego pokazujący bitwę na Psim Polu (pokazujemy Państwu jego reprodukcję).

Sama Panorama na wiele lat została zapomniana. Romuald Nowak, kierownik Panoramy Racławickiej, wspomina, że o obrazie Karola Stobieckiego i Leona Rozpendowskiego dowiedział się dopiero w roku 1980. - Przygotowywaliśmy się do wystawy pani Bożeny Steinborn „W kręgu Panoramy Racławickiej” - opowiada. - Przychodzili do nas różni ludzie i przynosili różne pamiątki związane z Panoramą. Wtedy zgłosiła się też rodzina pana Stobieckiego, pytali, czy wiemy, że we Wrocławiu była wystawiana również Panorama bitwy na Psim Polu, pokazywali nam nawet zdjęcia. Zaczęliśmy więc szukać informacji na ten temat, przez chwilę był nawet pomysł, by przygotowywaną wystawę spiąć jak klamrą informacjami o drugiej wrocławskiej Panoramie, tej, która przyjechała do nas z Leszna.

Detektywi na start

Do pomysłu rozwikłania losów zaginionej Panoramy bitwy na Psim Polu, natchnęli nas koledzy z Leszna, którzy w lokalnym tygodniku także próbują rozwikłać tę zagadkę. Ostatecznie to u nich po raz pierwszy wystawiono Panoramę bitwy na Psim Polu.

Przyznaję, początkowo sprawa wydawała się prosta - jeden telefon do Muzeum Wojska Polskiego i będziemy wiedzieli, co się dzisiaj dzieje z pracą Stobieckiego i Rozpendowskiego. Dzisiaj wiadomo, że w rozwikłanie zagadki trzeba włożyć więcej wysiłku.

Czekamy na odpowiedź Muzeum Wojska Polskiego, którego pracownicy sprawdzają, czy Towarzystwo Przyjaciół Żołnierza faktycznie podarowało im Panoramę. Przeszukujemy także stare numery wrocławskich gazet w poszukiwaniu informacji na temat płótna namalowanego przez artystów z Leszna. Mamy nadzieję, że do naszych poszukiwań włączą się także Państwo. Może ktoś z Państwa wie, co się stało z Panoramą, ma zdjęcia Panoramy lub oglądał ją podczas Wystawy Ziem Odzyskanych i zechce się z nami podzielić swoimi wrażeniami? Niecierpliwie czekam na listy od Państwa (najlepiej przesłane pocztą elektroniczną).

Podczas pisania tekstu korzystałam między innymi z informacji zawartych w reportażu Adama Chowańskiego „Ostatnia Panorama Rzeczypospolitej, „Odra” z maja 1974 roku oraz tekstu „Ujawnili zdjęcia, które miały pozostać tajemnicą” z Gazety ABC w Lesznie.

Hanna Wieczorek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.