Hanna Wieczorek-Ferens

Pandemia nie zamroziła kultury na osiedlu. Będzie gala w Agorze

O majowej gali mówią właściwie wszyscy. Bo to najważniejsza impreza, można pokazać, czego się nauczyło przez cały rok Fot. ck agora O majowej gali mówią właściwie wszyscy. Bo to najważniejsza impreza, można pokazać, czego się nauczyło przez cały rok
Hanna Wieczorek-Ferens

Ciepłe, słoneczne przedpołudnie. Na ławeczkach przedsporym, piętrowym budynkiem ukrytym wśród domków jednorodzinnych siedzą mamy z małymi dziećmi. Te większe szaleją na trawniku i pustym parkingu. - Nie lepiej byłoby pójść na plac zabaw? - podpytuję trzydziestolatkę z kilkulatkiem domagającym się piłki. Kobieta wzrusza ramionami: - Zaraz idziemy dalej, tylko syn skończy „pianino”.

Centrum Kultury Ago-ra na wrocławskim Psim Polu. Kilkanaście lat temu placówka przeniosła się z poniemieckiej kamienicy stojącej przy placu Piłsudskiego na Karłowicach do nowoczesnego i przestronniejszego budynku na Osobowicach.

- Mamy pracownie plastyczne z profesjonalnym piecem do wypalania gliny, pracownie muzyczne, studio nagrań, salę teatralną, widowiskową, pracownie teatralne - zaczyna wyliczać Pola Fedyszyn, specjalistka od promocji. - W sumie mamy 25 pracowni, 18 instruktorów i około 400 uczestników zajęć. Tylko teraz jest tu strasznie cicho. Brakuje mi gwaru, odgłosów różnych zajęć. Pandemia mocno skomplikowała nam życie.

Cierpliwość najważniejsza

W tym lockdownie trudno czasami się zorientować. Pracownicy CK Agora tłumaczą, że choć codzienne zajęcia są zawieszone, to spotkania tych, którzy przygotowują się do tradycyjnej gali, odbywają się normalnie. Gali, na której uczestnicy zajęć chwalą się tym, czego nauczyli się przez cały poprzedni rok.

Trzynastoletnia Martyna na breakdance chodzi tu od trzech, no może czterech lat.

- Chciałam spróbować czegoś nowego, rozglądałam się za czymś ciekawym i rodzice znaleźli informację o zajęciach z breakdance - opowiada. - Przyszłam i zostałam do dzisiaj.

Breakdance prowadzi Paulina Starus. Pani magister ekonomii jest znaną nie tylko w Polsce bgirls, reprezentuje grupę taneczną Breaknuts. Podkreśla, że taneczną, bo breakdance to przede wszystkim taniec!

- Och, czujemy pandemię na zajęciach - wzdycha. - Prowadzę dwie grupy i w tym roku na zajęciach jest znacznie mniej osób.

- Tak dużo młodzieży jest utalentowanej muzycznie? - dziwię się.

- Mogę nauczyć tańczyć także osobę, której słoń nadepnął na ucho - śmieje się Paulina. - Wszystko zależy od podejścia. Zaczynamy od prostych rytmów, na których pracować może każdy. Powtarzamy te proste elementy do momentu, kiedy taki człowiek nie poczuje się swobodnie. Bo przecież w tańcu chodzi o to, żeby się rozluźnić i być sobą.

- Och, te powtórki - mówi Martyna. - Bo w breakdance najtrudniejsze nie są wcale różne figury. Najtrudniejsza jest cierpliwość. Trzeba wiele razy powtórzyć jeden element, żeby się go dobrze nauczyć, a jak nie wychodzi, to ćwiczyć dalej…

Paulina Starus przytakuje. Wystarczy kilka zajęć, żeby wiedziała, kto wytrwa i będzie chodził dalej na warsztaty - ci cierpliwi i zdeterminowani. Bo na efekty trzeba długo czekać.

Do gali przygotowuje się też ośmioletni Maciek.

- Bardzo chciałem uczyć się grać na pianinie - wyjaśnia. - I mama zapisała mnie tutaj. Mam nadzieję, że wystąpię na gali.

- Ja też mam taką nadzieję - uśmiecha się Alicja Turowska prowadząca „Pianino na wesoło”. - W tym roku mam wspaniałą grupę, widać, że nikt tu nie chodzi na zajęcia, bo tak chcą rodzice. Praca z dziećmi daje dużo satysfakcji, a przy okazji sama się też uczę. Bo wie pani, pewne rzeczy są dla mnie tak oczywiste, że właściwie o nich nie pamiętam. I kiedy coś tłumaczę, pokazuję, przypominam sobie i myślę: och muszę zwrócić na to uwagę, popracować nad tym.

Babcine szydełkowanie

O majowej gali mówią właściwie wszyscy. Bo to chyba najważniejsza impreza, można pokazać, czego się nauczyło przez cały rok.

- Normalnie podczas gali sala widowiskowa jest tak pełna, że nie da się wcisnąć szpilki - opowiada Pola Fedyszyn. - Przychodzą rodzice, dziadkowie, przyjaciele. Mamy nadzieję, że w tym roku będzie podobnie, przecież relacja internetowa, nawet na żywo, to nie jest to samo.

Pola Fedyszyn śmieje się, że o gali może długo opowiadać, ale przecież inne projekty CK Agora są równie fascynujące. Choćby „Wolna szkoła”.

- Nie, nikt nie zamierza tu uczyć matematyki czy fizyki - śmieje się Ewa Wymysło, odpowiedzialna za ten projekt. - Pomyśleliśmy, że wśród nas są ludzie, którzy potrafią robić różne, niespotykane rzeczy. I zapraszamy ich, by podzielili się z innymi swoimi umiejętnościami. Teraz, jak tylko zostaną zniesione pandemiczne ograniczenia, będziemy się wspólnie uczyć, jak zrobić babciny kwadrat.

Choć w nazwie pojawia się babcia, warsztaty wcale nie są przeznaczone dla seniorów. Bo Granny square to jeden z najbardziej znanych wzorów szydełkowych - z takich kwadratów powstają koce, narzuty, serwety czy poduszki.

- Dzisiaj robótki ręczne przeżywają renesans - mówi Ewa Wymysło. - Zainteresowanie warsztatami z szydełkowania, makramy czy tworzenia biżuterii ze szkła jest ogromne. Zgłaszają się do nas ludzie w różnym wieku, choć najwięcej jest chyba czterdziestolatków.

Ewa wzdycha, że sama nie będzie miała czasu na naukę szydełkowania, zawsze czekają na nią jakieś papiery do wypełnienia. Ale chętnych jest bardzo dużo.

- No tak, w internecie znajdzie się niejeden film z instrukcją, jak zrobić babciny kwadrat czy podstawowe sploty do makramy - mówi. - To jednak nie to samo, co zajęcia na żywo. Kiedy ktoś patrzy, jak szydełkujesz, poprawia błędy i podpowiada. Internet tego ci nie da, choć co prawda sami część zajęć w czasie pandemii „wrzuciliśmy” do sieci, bo często słyszymy, że ludzie tęsknią za nami.

Tektura, roboty i…

O zajęciach i programach CK Agora można długo pisać. Bo na przykład dzieci świetnie bawią się na Robotyce (nawet przedszkolaki konstruują ruszające się roboty) i Tekturowie (aż dziw bierze, co można zbudować z tektury), seniorzy śpiewają w chórze, dorośli relaksują się na Kulturze Wschodu, a wszyscy mogą na dodatek wykazać się plastycznie i muzycznie. Przy tym Agora co roku organizuje Fetę, czyli Festiwal Ewidentnych Talentów Aktorskich, Kuźnię Projektów (konkurs na najlepsze inicjatywy kulturalne dla mieszkańców osiedla Karłowice-Różanka) czy Festiwal Śpiewających Przedszkolaków. No i jeszcze są wystawy, koncerty, spektakle teatralne.

- Zawsze dość ostrożnie podchodziłam do domów kultury, ognisk plastycznych czy muzycznych - mówi Lucyna Cholewo z Różanki. - Do czasu, kiedy zaczęłam szukać zajęć rytmicznych lub baletowych dla mojej córki. Porównywałam ceny i oferty, wyszło mi, że jednak najlepszy będzie dom kultury. Bo taniej niż w prywatnych szkołach, bliżej domu i nacisk kładzie się na rozwój psycho-motoryczny dziecka, nikt od razu nie zakłada, że musi z niego wyrosnąć wybitny tancerz.

Pola Fedyszyn nie ma wątpliwości, że CK Agora jest potrzebna. - Wie pani, ile osób pyta, kiedy będzie nasza gala? - mówi. - A jeszcze więcej żali się, że nie może chodzić na zajęcia. Bo się przyzwyczaili, że raz czy dwa razy w tygodniu mają zajęte popołudnia. I wszyscy już marzą o tym, by się spotkać. Jak dawniej...

Mają się dobrze

Pamiętam, jak mój ojciec opowiadał, że pisał pracę magisterską o wymierających wsiach. Po wielu latach odwiedził tę, której poświęcił najwięcej miejsca. Wieś miała się doskonale, wręcz rozkwitła. Z domami kultury jest chyba podobnie. Po roku 1990 patrzono na nie kosym okiem: bo to PRL-owski przeżytek, pieniądze lepiej wydać na inne cele, a poza tym, komu to potrzebne? Minęło trzydzieści lat, a domy kultury mają się dobrze. Na szczęście.

Hanna Wieczorek

)

Hanna Wieczorek-Ferens

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.