Anna Folkman

Pakiet onkologiczny jest dobry, ale ma swoje absurdy

To absurdalne, że pacjent, u którego w trakcie pogłębionej diagnostyki zostanie wykryty jeszcze  inny nowotwór, musi ustawić się w zwykłej, a nie szybkiej To absurdalne, że pacjent, u którego w trakcie pogłębionej diagnostyki zostanie wykryty jeszcze inny nowotwór, musi ustawić się w zwykłej, a nie szybkiej kolejce
Anna Folkman

Pakiet onkologiczny działa od 2015 roku. To szybka ścieżka terapii, ale jak się okazuje, tylko w przypadku pierwszego nowotworu.

- Pakiet onkologiczny wymusza na świadczeniodawcach (poradniach specjalistycznych, szpitalach) przeprowadzenie właściwej diagnostyki i rozpoczęcia leczenia w ściśle określonych ramach czasowych. Określa maksymalny czas oczekiwania od momentu postawienia diagnozy do rozpoczęcia leczenia, obecnie jest to 9 tygodni, a docelowo w 2017 roku ma to być 7 tygodni - podaje prof. dr hab. med. Tomasz Byrski, kierownik Kliniki Onkologii i Chemioterapii PUM w Szczecinie, konsultant wojewódzki w dziedzinie onkologii klinicznej. - Warto podkreślić, że po zakończeniu etapów diagnostyki wstępnej i pogłębionej musi zebrać się konsylium onkologiczne, które ustala plan leczenia. Decyzje konsylium onkologicznego odbywają się regularnie w każdym szpitalu, w którym jest realizowany pakiet onkologiczny (w niektórych kilka razy w tygodniu).

Zupełną nowością jest to, że pacjent od momentu konsylium posiada opiekuna, tzw. koordynatora, który pomaga mu przechodzić przez kolejne etapy procesu leczenia.

- Ważne jest to, że świadczenia onkologiczne realizowane w ramach pakietu są nielimitowane, a zatem zabezpieczone są środki finansowe w Narodowym Funduszu Zdrowia na diagnostykę dla pacjentów z podejrzeniem choroby nowotworowej, a następnie w przypadku postawienia rozpoznania - na leczenie - dodaje profesor. - Zgodnie z założeniami pakietu, pełną diagnostykę pacjenta z podejrzeniem choroby nowotworowej należy wykonać w ciągu 9 tygodni. Jeśli placówka medyczna nie zrobi tego w tym czasie, NFZ zapłaci jej jedynie 70 proc. stawki. Ale należy wspomnieć, że sytuacje takie mogą mieć miejsce nie z winy placówki, a np. dlatego, że pacjent się nie zgłosi. Kolejną niedogodnością jest to, że po zwołaniu konsylium pacjent nie może mieć już w ramach pakietu wykonywanych żadnych badań, bo konsylium kończy etap diagnostyki. W sytuacji, gdy później potrzebne są dodatkowe badania, są one wykonywane na koszt placówki medycznej. Inny problem to fakt, że po zakończeniu leczenia karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego jest zamykana. W praktyce oznacza to, że pacjent z nawrotem choroby nie może mieć wykonanych badań w ramach tzw. szybkiej ścieżki, bo wcześniej musi ponownie otrzymać kartę. Absurdem jest, że w karcie można wpisać tylko jedną jednostkę chorobową, tymczasem w trak-cie pogłębionej diagnostyki czasami okazuje się, że pacjent ma dwa różne nowotwory. W takiej sytuacji na wykonanie badań drugiego nowotworu pacjent musi ustawić się w zwykłej, a nie szybkiej kolejce. Należałoby także zredukować procedury biurokratyczne związane z wprowadzeniem karty DiLO (diagnostyki i leczenia onkologicznego). Karta powinna zostać zredukowana do maksymalnie dwóch stronic.

Anna Folkman

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.