ks. Jacek Siepsiak SJ

Online w kościele. Jak wybierać wpuszczanych na liturgię?

Online w kościele. Jak wybierać wpuszczanych na liturgię? Fot. Andrzej Banas / Polska Press
ks. Jacek Siepsiak SJ

Przyszedł taki czas, że musimy dzielić się kościołem. Jedni muszą ustąpić miejsca drugim. Dzielenie się chlebem, „łamanie chleba” to pierwotna nazwa Eucharystii. Teraz dzielimy się formą uczestnictwa we mszy: część na żywo, a inni online. Jest w tym wzajemna troska. I byłoby źle, gdyby zdobycie miejsca w świątyni kojarzyło się z byciem tym lepszym.

Jak wybierać wpuszczanych na liturgię? Są różne kryteria: zarejestrowani w Internecie (ale to ci, którzy lepiej znają się na transmisjach online i łatwiej sobie takowe znajdą); starsi, nieprzywykli do nowoczesnych technik (ale ci są bardziej narażeni); ci, którzy nie wierzą w pandemię i się jej nie boją (ale ci prawdopodobnie nie zachowają reżimu sanitarnego); najwierniejsi z wiernych (ale…). I tu rodzi się poważne „ale”.

Z kamerki powinni korzystać ci bardziej dojrzali religijnie, bo oni lepiej sobie poradzą ze stworzeniem atmosfery potrzebnej do domowego przeżycia mszy. Wiedzą, o co chodzi z tą liturgią domową. W tym specjalnym czasie fali pandemicznej im bardziej zaangażowany i świadomy katolik, tym bardziej powinien ustępować w kościele miejsca innym, a samemu brać udział w liturgii via Internet.

Gdy dzielimy się kościołem jak chlebem, mam nadzieję, że „mocniejsi” ustąpią „słabszym”. Ci, którzy są zdolni do korzystania np. z komunii duchowej, tym, którzy nie wyobrażają sobie komunii w inny sposób niż pod postacią chleba. Bardziej dojrzali tym, którzy sakramenty traktują jednak trochę magicznie, a mniej duchowo. Dla których łaska jest bardziej związana ze znakiem niż z Dawcą znaków.

Taki Wielki Tydzień to wyzwanie i okazja do rozwoju: dla księży i dla świeckich.

Przewodniczący liturgii powinien wziąć pod uwagę, że za kamerą ktoś jest. Skoro ogląda, to trzeba nawiązać z nim kontakt. A ci zza kamery zaproszeni są do celebracji.

Brzmi naiwnie? Pandemia to unikatowa okazja do rozwijania w domu tego, co widzimy na ekranie. Nic na siłę. Ale gdyby tak umyć nogi rodzinie, przyjaciołom. Byłby to znaczący gest. W świątyni nie da się ucałować krzyża, w domu będzie to możliwe. Można też wtedy adorować Cierpiącego w cierpiących. Trudne. Lecz jakie to byłoby cenne!

To też okazja do Drogi Krzyżowej w ścisłym gronie z własnymi refleksjami. A w Noc Wielkanocną zadbajmy o udekorowanie świecy i naczynia z wodą oraz o inne znaki odradzającego się życia. Przygotowując Śniadanie Wielkanocne, wspomnijmy na Wigilię, kiedy czytamy Ewangelię, modlimy się, śpiewamy i błogosławimy się wzajemnie, łamiąc się opłatkiem.

Dzielimy się jajeczkiem, podzielmy się i kościołem. A będzie go więcej w nas, bo „nie na tym miejscu, a w duchu i prawdzie”.

ks. Jacek Siepsiak SJ

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.