Ona kochała jego, a on tylko jej pieniądze

Czytaj dalej
Marcin Koziestański

Ona kochała jego, a on tylko jej pieniądze

Marcin Koziestański

- Lublinianin oszukał mnie na 25 tys. zł - mówi mieszkanka Torunia.

- Twierdził, że jest prawnikiem i pracuje w kancelarii. Zakochałam się i zaufałam mu. Teraz rozumiem, że zostałam po prostu oszukana i wykorzystana - przyznaje 27-letnia pani Zofia z Torunia.

Początek uczucia

Ta historia zaczęła się w ubiegłym roku w górach, gdy pani Zofia spędzała urlop w Zakopanem. - Poznałam Pawła na szlaku. Od razu wpadliśmy sobie w oko, chociaż wiedziałam, że ten związek będzie trudny, bo on przecież mieszka w Lublinie - wspomina torunianka.

Miłość nie zgasła razem z końcem urlopu. Pani Zofia opowiada, że przez kilka miesięcy regularnie kontaktowała się z Pawłem. - Dzwoniliśmy do siebie, często pisaliśmy. Znajomość rozwijała się bardzo dobrze - przyznaje.

Trudno oczekiwać od kobiety, by podpisywała umowę ze swoim ukochanym

Ona - 27-letnia, wolna, niezależna, on - rzekomo 32-letni prawnik z jednej z lubelskich kancelarii - wkrótce zaczęło im brakować osobistego kontaktu. Pani Zofia postanowiła więc odwiedzić wakacyjną miłość. I wtedy on opowiedział jej o swoich problemach finansowych. Był przygnębiony tym, że popadł w długi i co gorsza nie ma pieniędzy, by spłacić zaciągnięte zobowiązania.

Zakochana w nim po uszy 27-latka postanowiła mu pomóc, dlatego wypłaciła z konta wszystkie swoje oszczędności - łącznie 10 tys. zł. Wręczyła je ukochanemu i wróciła do Torunia.

Pojawiają się problemy

Mijały kolejne miesiące związku na odległość i stęskniona pani Zofia postanowiła po raz kolejny odwiedzić Lublin. Tym razem młody prawnik miał jej powiedzieć, że potrzebuje kolejnych pieniędzy, tym razem na inwestycje. Mieszkanka Torunia zrobiła wtedy coś, co miało być prawdziwym dowodem jej uczucia - poszła do banku i zaciągnęła dwa kredyty. - Łącznie na 15 tys. zł. Kolejne spotkanie zaplanowaliśmy na marzec br. Ale tym razem to Paweł miał przyjechać do mnie - wspomina 27-latka.

Nie ma miłości ani pieniędzy

Paweł jej jednak nie odwiedził, przestał też odbierać telefony i odpisywać na SMS-y. - Zrozumiałam, że mnie oszukał. Napisałam mu więc, że jeśli się nie odezwie i nie odda mi pieniędzy, to pójdę z tym na policję i po tym SMS-ie numer telefonu stał się nieaktywny. Zniszczył lub wyrzucił kartę - zastanawia się torunianka.

Sprawą zajęła się policja. To, co ustalili funkcjonariusze, nie napawało optymizmem. - Zgadzało się tylko imię mojego byłego chłopaka. Nazwisko ma zupełnie inne i podał też nieprawdziwą datę urodzenia. Jest o 4 lata starszy niż mówił. Jednak prokuratura nie wszczęła śledztwa w mojej sprawie - mówi z goryczą 27-latka. - Śledczy stwierdzili, że nie spisaliśmy umowy na pożyczkę, a on nawet ustnie nie podał terminu zwrotu pieniędzy, więc teoretycznie jest możliwe, że za kilka lat odda mi wszystko. Ja w to nie wierzę. Zostałam oszukana i pozbawiona wszystkich oszczędności.

Postanowiliśmy sprawdzić, czy Paweł K. rzeczywiście jest znanym lubelskim prawnikiem. Na liście adwokatów i aplikantów adwokackich z lubelskiego okręgu nie znaleźliśmy jego nazwiska. - Na liście radców prawnych też nie widnieje taka osoba - poinformowała Ewa Urbanowicz-Jakubiak, rzeczniczka prasowa Okręgowej Izby Radców Prawnych w Lublinie.

Lubelscy prokuratorzy przyznają, że dość często słyszą historie podobne do tej, którą opowiedziała nam pani Zofia. - Takich spraw mamy kilka rocznie - mówi Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Trudno nam dyskutować z argumentacją toruńskich śledczych, trzeba ją przyjąć. Ale tej kobiecie przysługuje prawo do zażalenia na decyzję prokuratury do sądu - podpowiada.

W Lublinie skargi kobiet nie zawsze kończą się umorzeniem

- Pamiętam dwie takie sprawy z ostatnich lat, które zakończyły się aktem oskarżenia - wyjaśnia Kępka. - Wszystko zależy jednak od mocnych dowodów, a takie trudno zebrać. Przecież trudno oczekiwać od kobiety, że spisze z mężczyzną, którego kocha, umowę o to, że pożyczyła mu pieniądze - dodaje.

Na co liczy pani Zofia? - Może znajdą się inne ofiary tego mężczyzny i razem spróbujemy zawalczyć o odzyskanie pieniędzy. Jeśli nie, to mam nadzieję, że moja historia będzie przestrogą dla innych kobiet - wyjaśnia torunianka.

Marcin Koziestański

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.