Odwiedzamy z bratem stare kąty na Grembachu. To sentymentalny spacer

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Anna Gronczewska

Odwiedzamy z bratem stare kąty na Grembachu. To sentymentalny spacer

Anna Gronczewska

Rozmowa z Jerzym Rybińskim, piosenkarzem, członkiem zespołu „No To Co:

Co u pana słychać?
Szykuje się powoli do występów. Pierwszy odbędzie się 29 maja w Uniejowie. Na scenie wystąpię razem z „No To Co”.

Pandemia dała się odczuć wszystkim. Był to ciężki czas także dla pana?

Na pewno. Musiałem ruszyć żelazne zapasy. Było ciężko, nie jestem tu wyjątkiem.

Ludzie teraz zatęsknili za koncertami, bezpośrednim kontaktem z publicznością?

Tak, ale ludzie dalej się boją. Jeśli tak było przez dwa lata to trudno, by nagle stali się pewni siebie. To jeszcze potrwa, ale mam nadzieję, że wrócimy do normalności. W listopadzie ubiegłego roku na COVID ciężko zachorował mój brat Andrzej. Baliśmy się o niego. Przez cały listopad byliśmy w ogniu. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Ma pan stały kontakt z bratem, też znanym piosenkarzem?
Im jesteśmy starsi to tym kontakt jest bliższy. Czasem wspominamy swoje dzieciństwo. Wychowywaliśmy się na łódzkim Grembachu. Po pobiciu i uszkodzeniu oka nie prowadzę samochodu. Ja mieszkam w Łodzi, a Andrzej pod Warszawą. Czasem do mnie przyjeżdża i odwiedzamy nasze stare miejsca. Na przykład naszą starą podstawówkę.

Która to była szkoła?

Szkoła Podstawowa nr 12. Taki miała numer. Znajdowała się na rogu ulicy Niciarnianej i Czechosłowackiej. Dziś to jest szkoła specjalna. A wówczas była to pierwsza w Łodzi szkoła TPD, czyli Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Byłem kiedyś w tej szkole, nawet parkiety są takie same. Lubimy odwiedzać te stary kąty. Bardzo mile je wspominam. Nie ma roku byśmy tam nie pojechali.

A gdzie stał rodzinny dom?
Na rogu u. Nowogrodzkiej i Widzewskiej. Po śmierci rodziców miejsce stało się zaniedbane. Nie ma już drzew, które kiedyś tam stały. Widać, że nawet do nich można się przywiązać.

Nie myślał pan, by kiedyś wystąpić z bratem?
Myśmy nie raz występowali. Łatwiej było wszystko zorganizować, gdy obaj mieszkaliśmy w Warszawie. Teraz są problemy logistyczne, by się zebrać. Nadal istnieje „No To Co”. My jesteśmy jak bliska rodzina. Ludzie dalej chcą nas słuchać Piosenka „Po ten kwiat czerwony”, której nie za bardzo lubię musi być na każdym koncercie. Nawet młodzi ludzie znają tekst i śpiewają z nami.

Pozostało jeszcze 1% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.