Katarzyna Kaczorowska

Odróżniajmy uchodźcę od radykała

Zdjęcie ilustracyjne Fot. Mariusz Kapała, Polska Press Zdjęcie ilustracyjne
Katarzyna Kaczorowska

O tym, w jaki sposób Unia Europejska kontroluje zewnętrzne granice swoich państw członkowskich i o kryzysie imigracyjnym mówi Ewa Moncure, rzeczniczka Frontexu, unijnej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej.

Boi się Pani imigrantów?

Nie.

A dlaczego rzeczniczka Frontexu się ich nie boi?

Jako rzecznik agencji, która z problemem uchodźców i imigrantów styka się bez przerwy, co najmniej raz w miesiącu jestem na wyspach greckich, jeżdżę na Sycylię, do Bułgarii, więc od wielu, wielu lat obserwuję granice i to, co się na tych granicach dzieje. Widzę ludzi, którzy do Europy przybywają i z punktu widzenia agencji, która zajmuje się kontrolą granic, widzę też na czym ten proceder polega.

I na czym polega?

Do Europy napływają ludzie z dwóch kierunków: z Azji, zwłaszcza z Bliskiego Wschodu i z Afryki. Nadal największy procent migrantów, 17 procent w zeszłym roku, stanowili Syryjczycy. Później byli Afgańczycy, a po nich Irakijczycy, tak więc jeżeli procentowo patrzymy na tych, którzy napłynęli do Europy, to są to ludzie uciekający przed wojną. Sytuacja tych osób jest złożona, ale możemy się zastanawiać, dlaczego byli w Turcji, dlaczego stamtąd wyjechali, jak długo byli w Jordanii czy Libanie, gdzie jest najwięcej obozów dla uchodźców i gdzie są one najliczniejsze. Faktem jest, że to są ludzie, którzy szukają swojego miejsca, składają i będą składać w Europie wnioski o azyl i o ochronę międzynarodową. No i mamy drugi nurt, z Afryki, skąd przypłynęło do samych Włoch w 2016 roku 180 tysięcy ludzi, a w tym roku 85 tysięcy. Największy procent stanowią tu migranci z Nigerii. W zeszłym roku po raz pierwszy wśród tej rzeszy imigrantów było więcej mieszkańców Afryki zachodniej, czyli tej niekojarzonej jak Erytrea na wschodzie, z przemocą, a więc Nigeria, Mali, Ghana, Wybrzeże Kości Słoniowej.

Czyli teoretycznie z krajów spokojnych, bez działań wojennych. Czy ludzie mają szansę na azyl w Unii Europejskiej?

Ci z Afryki zachodniej niewielkie. Oczywiście, każdy może składać wniosek o azyl. Ma do tego prawo. Wniosek rozpatrywany jest indywidualnie, ale jeżeli ktoś pochodzi z Gambii, gdzie jest bieda, z Mali czy z Nigerii, to szanse dostania azylu ma dużo mniejsze niż Syryjczyk czy Irakijczyk.

Czy z punktu widzenia Frontexu zewnętrzne granice Unii Europejskiej są bezpieczne?

Może zacznę od wyjaśnienia, jaka jest nasza rola. Mówimy o kontroli granic, a to jest coś zupełnie innego niż ich zabezpieczanie -jeżeli mówimy o zabezpieczaniu granicy, to właściwie jest to rozumiane jako ich blokada. Granice Unii Europejskiej muszą być kontrolowane według prawa, zasad i pewnymi metodami.

Czyli?

Musimy wiedzieć, kto te granice przekracza. Dlatego w takich miejscach jak wyspy greckie, granica lądowa pomiędzy Bułgaria i Turcją czy Sycylia, jest Frontex - służby tamtych krajów po prostu nie radzą sobie same. Kontrola zaś polega na tym, że każda osoba, która granicę przekroczy, musi zostać zarejestrowana i sprawdza się jej narodowość. Oczywiście ma ona możliwość złożenia wniosku o ochronę międzynarodową, ale to dzieje się na granicach Europy i tak kontrola granic polega. Kryzys z jakim mieliśmy do czynienia w 2015 roku, kiedy do Unii docierała ogromna rzesza ludzi, sprawił, że system po prostu tej liczby nie wytrzymał. Kiedy na wyspę Lesbos przypłynęło w krótkim czasie siedem tysięcy osób, nie było możliwości pobrania od każdej z nich odcisków palców, sprawdzenia każdego dokumentu. Sytuacja po jakimś czasie została opanowana, bo wysłaliśmy setki oficerów do rejestracji, setki tłumaczy. Przecież z tymi ludźmi trzeba się porozumieć.

Kluczowa jednak jest kwestia bezpieczeństwa - to jest podstawowy argument krytyków polityki Unii, zarzucający jej nazwijmy to umownie, zaproszenie uchodźców i imigrantów do Berlina czy do Paryża.

Rzeczywiście jedną z kwestii, którą się podnosi ze względu na bezpieczeństwo, jest realny brak możliwości zweryfikowania tego, co ci ludzie przedstawiają. Dokumenty mogą być sfałszowane, odciski palców są poza systemem. Zawsze można powiedzieć, że się straciło dokumenty, albo wymyślić swoją tożsamość. Oczywiście kwestia bezpieczeństwa wyszła na plan pierwszy, zresztą zawsze jest brana pod uwagę, bo proszę mi wierzyć - służby wszystkich państw pracują. Jest specjalny wydział antyterrorystyczny, który zajmuje się przestępczością zorganizowaną i terroryzmem. Więcej, on pracuje nie od zeszłego roku, czy od dwóch lat, ale od ćwierćwiecza. Ale istotnie w czasie kryzysu sytuacja zrobiła się dużo bardziej dramatyczna i złożona. Kiedy mieliśmy potwierdzenie, że wśród tych tysięcy setek tysięcy uciekinierów, w większości absolutnie niewinnych, mogą znajdować się terroryści? Ja pamiętam dokładnie moment, do którego mówiliśmy, że nie mamy żadnych dowodów na to, że tam terroryści infiltrują obozy dla uchodźców.

Kiedy to było?

Kiedy powstał Daesh, Państwo Islamskie, sytuacja się zmieniła. Zaczęliśmy obserwować ludzi wyjeżdżających z Europy, żeby walczyć w szeregach islamistów i później widzieliśmy tych ludzi wracających do Unii Europejskiej. I sytuacja zrobiła się dużo bardziej złożona.

Dlaczego?

Dlatego, że to są obywatele Unii, a to, że nie posiadają żadnych dokumentów, czy mówią po arabsku jeszcze nic nie znaczy. Musimy wiedzieć, kogo szukamy, ale wbrew temu, co twierdzą niektórzy, nie jesteśmy całkiem bezradni. Uaktywniły się służby wszystkich krajów, uaktywnił się Europol, który zajmuje się koordynacją operacji specjalnych. I oczywiście uaktywnił się Frontex. Każda z tych osób, która wyjechała na Bliski Wschód i wróciła, była i jest kontrolowana. Zostały opracowane specjalne techniki, przeszkolono ludzi, są specjalne profile, które służą do monito-rowania potencjalnych terrorystów, ale i tak nikt nie da pani gwarancji, że wszyscy zostaną wyłapani.

To wiem, ale podejrzewam, że nie wszyscy to wiedzą.

Dlatego trzeba wyjaśniać i tłumaczyć. W każdym naszym tzw. hotspocie są specjaliści od dokumentów. Każdy dokument jest sprawdzany, ale są ludzie, którzy przyjeżdżają bez dokumentów. Jeżeli uciekinier przedstawia syryjski paszport, który nie został wydany 7 lat temu, to bardzo trudno jest ustalić, czy wydały przez właściwe organy czy nie. Co więcej, on naprawdę może być autentyczny - wiemy, że paszporty zostały przejęte przez Państwo Islamskie i różne grupy przestępcze. Ba, niedawno okazało się, że ambasada wenezuelska sprzedawała paszporty osobom związanym z Daesh, by mogły na tych papierach przedostawać się dalej.

Czyli biznes.

Tak i dlatego ogromne znaczenie ma kwestia współpracy policji i służb granicznych. Jeśli czyta pani w serwisach informację o handlu paszportami, to znaczy, że znacznie wcześniej została ona przekazana do służb w różnych krajach, że wiadomo na której trasie były używane. Znamy szlaki, cenniki, wiele rzeczy wiemy, ale i tak nikt nie jest w stanie na 100 procent zagwarantować, że żadna podejrzana osoba przez granice Unii nie przejdzie. Mogę natomiast zagwarantować, że na granicach pracują świetni specjaliści, przeszkoleni, że mamy obecnie dostęp do istotnych różnych baz danych. To zaś oznacza, że jak już ktoś ma przy sobie dokument, a my mamy jakiekolwiek podejrzenia, to sprawdzamy wszystko, włącznie z odciskami palców. Te zresztą są obecnie pobierane od wszystkich.

Czy Pani zdaniem kryzys uchodźczy jest wykorzystywany do gier politycznych?

Na takie pytanie mogę odpowiedzieć tylko tak, że staramy się tłumaczyć wszystkim, jak wygląda sytuacja na granicach zewnętrznych Unii Europejskiej. Od wielu lat zabieramy dziennikarzy na patrole, żeby sami mogli zobaczyć, co się dzieje, kiedy zostanie znaleziona łódź z imigrantami i uchodźcami.

A co się wtedy dzieje?

Robi się tzw. debriefing, czyli prowadzi z nimi rozmowę w celu uzyskania informacji na temat przemytników i sposobów, w jaki przemyt ludzi jest organizowany. W ten sposób zdobywa się wiedzę ważną dla różnego rodzaju dochodzeń kryminalnych.

Co jest ważniejsze - z perspektywy Pani pracy, ale też i osobistego doświadczenia - bezpieczeństwo czy nasza otwartość, będąca do tej pory jednym z fundamentów Unii?

Nie możemy zapewnić sobie całkowitego bezpieczeństwa, jeżeli nie będziemy się starać kontrolować otwartości. Ale równocześnie paradoks tej sytuacji polega na tym, że nawet jeżeli całkowicie zamkniemy granice i postawimy z każdy strony mury, to i tak nie będziemy mieli gwarancji całkowitego bezpieczeństwa, bo zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś ulegnie radykalizacji. Zamachów terrorystycznych w Europie nie przeprowadzają uchodźcy, ale zradykalizowani obywatele krajów Unii. Niedawno byłam na bardzo ciekawej konferencji, gdzie jeden z paneli dotyczył właśnie kwestii migracji i wyzwań z tym związanych. Jednym z uczestników był nawrócony dżihadysta, który od wielu lat werbował w Afganistanie - dla Al Kaidy, zanim powstał Daesh. Dzisiaj ten człowiek pracuje w Wielkiej Brytanii. Nam tłumaczył, że brytyjska społeczność muzułmańska jest zakorzeniona w tym kraju, żyje tam od wielu lat.

Do tej pory w Europie tolerancja była najwyższą wartością. Przestała nią być?

Nie, ale musimy pamiętać, że jeśli w imię tolerancji zaczynamy tolerować rzeczy, których tak do końca nie rozumiemy, których tolerować akurat nie powinniśmy, to rodzi się wielki problem. Na tym panelu jeden z uczestników mi powiedział: „Tutaj w sprawę powinni się zaangażować znawcy islamu, którzy będą chodzić do meczetów, słuchać nauk i wychwytywać zagrożenie w zarodku”. Nie wtedy, kiedy bezrobotny człowiek daje się uwieść jakieś destrukcyjnej wizji i dokonuje zbrodniczego czynu, krzywdząc siebie i innych. Wtedy jest po prostu za późno.

Katarzyna Kaczorowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.