Paweł Kowal

Od Krakowa do Brukseli. Jak za Sasa, czyli felieton ironiczny

Od Krakowa do Brukseli. Jak za Sasa, czyli felieton ironiczny
Paweł Kowal

Patrzę z politowaniem na fotografię nowego niemieckiego rządu. Pisowcy mają rację. Nie zrozumiesz człowieku Niemców. Kraj wielki i majętny, wszyscy się z nimi liczą, a w rządzie ledwie 16 ministrów. U nas 22 członków Rady Ministrów, w tym czterech wicepremierów, wiceministrów ponad setka - najwięcej w historii III Rzeczypospolitej. Każdy fura i komóra.

A państwo i tak nieprzygotowane na czwartą falę pandemii. Zamiast tłumaczyć ludziom, że obowiązkowe szczepienia w nowoczesnych społeczeństwach w pewnych wypadkach, a czasem w pewnych grupach zawodowych są od dawana standardem jak zbiorowa komunikacja w mieście, koleżanki i koledzy z rządu zastanawiają się, co tu robić z wirusem z minami tak zatroskanymi jakby wymyślali seks od początku. I na nic płacze ludzi, którzy umierają w szpitalach albo poza szpitalami, bo się nie dostali na oddziały. Władza swoje - co jeden to mądrzejszy w sprawie tego, jak testować szczepionki, wszyscy jak jeden mąż po akademiach medycznych. Rządzi nami ekipa, której wielu przedstawicieli ma za nic osiągnięcia nauki. Inni zaś za nic mają nasze bezpieczeństwo, bo paplają przeciw szczepionkom i sieją zamęt, żeby się przypodobać wyborcom Konfederacji.

W naszym wielkim (ale nie Wielkim) rządzie jest też wciąż miejsce dla ministrów Mejzy i Bortniczuka. Dopiero co stworzyli dla nich specjalne ministerstwo. Może powiedzmy jak to wygląda w praktyce - trzeba było dać nową nazwę dla ministerstwa kultury, żeby nie miało już w nazwie sportu, w związku z tym zmienić wszystkie pieczątki i nazwy, zrobić wielkie przeprowadzki tylko po to, żeby w składzie gabinetu były miejsca pracy dla posłów Bortniczuka i Mejzy. Ponieważ nie ma już żadnej możliwości wytłumaczenia, dlaczego wciąż są oni w rządzie po tym wszystkim, co się dzieje w ostatnich dniach, zostaje już tylko takie wytłumaczenie, że szkoda tych pieniędzy wydanych na zmiany w organizacji Rady Ministrów i na pieczątki. Właściwie to dlaczego ja o tym wszystkim piszę? To przecież grosze (jeśli częściej do Polski będzie przyjeżdżała madame LePen możemy mieć i kopiejki) przy wydatkach na wojsko. A właśnie wyszły maile Michała Dworczyka o bezsensownych wydatkach idących w miliardy na zaspokajanie ambicji polityków. Jeśli członek tego wielkiego rządu (tymczasem jedyny prawdomówny) sam tak ocenia sytuację - to jak to musi wyglądać?

W wielu rzeczach jesteśmy jak Niemcy: przykładowo podobnie lubimy zjeść tłusto i popić piwa. Ale jedno mamy inaczej: na takie przepalanie pieniędzy, wielkiej forsy z dochodu budżetu i z kredytów tylko my potrafimy sobie jako naród pozwolić. Tylko u nas taka fantazja. Jak za króla Sasa. Ups, koledzy pisowcy z sąsiednich rubryk, nie zadławcie się kawą. Prawda jest brutalna: Sas to Niemiec. Wszystko przez niego.

Paweł Kowal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.