Od kontrabandy do szkoły pod żaglami, czyli pierwszy kołobrzeski jacht pełnomorski

Czytaj dalej
Fot. Radosław Horanin / MOP
Łukasz Gładysiak

Od kontrabandy do szkoły pod żaglami, czyli pierwszy kołobrzeski jacht pełnomorski

Łukasz Gładysiak

Na pokładzie „Orkana II” rozpoczęła się historia polskiego żeglarstwa jachtowego nad ujściem Parsęty.

Dziś tę legendarną już jednostkę podziwiać można w Skansenie Morskim.

Pływał po Bałtyku już od kilku dekad

Początki historii jachtu, który na trwałe wpisał się w dzieje kołobrzeskich żeglarzy, dziś wskazać jest trudno. Wiadomo jedynie, że w chwili przejęcia przez Polaków, ta charakteryzująca się długością blisko 12 m, szerokością 3,4 m i zanurzeniem 1,3 m jednostka pływała po Bałtyku od kilku dekad. Ostatnim, zagranicznym użytkownikiem „Orkana II”, okazali się szwedzcy przemytnicy i to właśnie nieudana kontrabanda sprawiła, że statek dotarł na rodzime wody. W 1955 r. został zatrzymany przez Wojska Ochrony Pogranicza i, po konfiskacie przemycanego towaru, zatrzymany w darłowskim porcie. Docelowo trafić miał w ręce członków, rezydującego w Dąbiu, szczecińskiego oddziału Ligi Przyjaciół Żołnierza.

Dwie teorie jak jacht zakotwiczył w Kołobrzegu

Dziś odnośnie tego, w jaki sposób jacht zakotwiczył w Kołobrzegu, istnieją dwie teorie. Pierwsza mówi o dostrzeżeniu go przez jednego z miejscowych pasjonatów żeglowania podczas pobytu w Darłowie i pospieszeniu z tą wieścią nad ujście Parsęty. Druga, zdecydowanie bardziej prawdopodobna, jako inicjatora włączenia przyszłego „Orkana II” w skład floty kołobrzeskiej wskazuje ówczesnego kapitana portu, Henryka Kureja. Podczas holowania jednostki w kierunku Szczecina, zatrzymała się ona w Kołobrzegu. Argumentując, że jej dalszy rejs, między innymi ze względu na zły stan techniczny, może stanowić zagrożenie dla żeglugi w regionie, kapitan nieformalnie zaaresztował statek. W czasie jego postoju udało mu się uzyskać zgodę władz wojewódzkich na przekazanie jednostki formującemu się w tym okresie, kołobrzeskiemu jacht-klubowi „Joseph Conrad” (formalnie powstał pod egidą LPŻ, 23 października 1956 r.).

Konieczny był remont. Wspracie od „Barki”

Statek zakotwiczył nad ujściem Parsęty, lecz by móc myśleć o rejsach, należało go wyremontować. Z pomocą żeglarzom przyszli pracownicy armatorskiej stoczni Przedsiębiorstwa Połowów i Usług Rybackich „Barka”, którzy przywrócili jednostkę do stanu używalności. W podzięce, jacht początkowo ochrzczono imieniem dyrektora tego przedsiębiorstwa, Feliska Gawrońskiego. Ostatecznie, podczas obchodów Centralnych Dni Morza w 1957 r., nadano mu nazwę finalną - „Orkan II”. Numer wynikał z faktu, że takie samo imię nosił już w tym czasie inny statek, zarejestrowany w Gdyni (na burcie kołobrzeskiego „bliźniaka” tak, czy inaczej widniało imię: „Orkan”).

Pierwszy rejs z kapitanem Kurejem

W pierwszy, trwający 2 tygodnie rejs pełnomorski jacht ruszył 16 sierpnia 1957 r. Poprowadził go nie kto inny, jak sam kapitan Kurej. Funkcję pierwszego oficera sprawował Remigiusz Berner, a najmłodszym z 12-osobowej załogi był urodzony w 1941 r. Leszek Marczak. W czasie wyprawy „Orkan II” zawinął do portów w Dziwnowie, Darłowie oraz Ustce. 21 września tego samego roku ponownie wypłynął na Bałtyk, tym razem na 9 dni. Komendę nad załogą drugiego rejsu sprawował kapitan Bronisław Szmidt; na pokładzie był także kołobrzeski fotoreporter, wieloletni współpracownik „Głosu Koszalińskiego”, Jerzy Patan.

Pierwszy sztorm wspomina A. Piotrowski

Mimo remontu w „Barce” stan jednostki pozostawiał wiele do życzenia. Po latach swój pierwszy sztorm właśnie na pokładzie „Orkana II” w następujących słowach wspominał kapitan Andrzej Piotrowski, który w karierze siedmiokrotnie opłynął Ocean Atlantycki: „Powiadało się, że „Orkan” był znakomity do nawigacji, burty miał tak dziurawe, że widać było wszystkie latarnie morskie w okolicy, a poprzez liczne szczeliny w pokładzie prześwitywało słońce i błyszczały gwiazdy (…). Fatalnie chodził na wiatr, nabierał mnóstwo wody i nawet ja, choć nie miewam choroby morskiej, przeżywając pierwszą sztormową noc na morzu miałem wszystkiego dosyć. Spało się na stojąco, bo każda koja ciekła od pokładu. Wodę z jachtu wybierało się wiadrami”.

Trzy dekady szkolenia żeglarzy

Przez następne 3 dekady statek pływał w barwach „Josepha Conrada” szkoląc kolejne pokolenia żeglarzy. Ostatecznie, wraz z redukcją klubowej floty pod koniec lat osiemdziesiątych, został wyslipowany. Niszczejącym w kołobrzeskim porcie jachtem z czasem interesować się zaczęli złodzieje. Przed całkowitą dewastacją uchronił go miejscowy żeglarz, Krzysztof Chodakowski. Udało mu się odkupić „Orkana II” za symboliczną złotówkę. Pieczołowicie odrestaurowany, 5 stycznia 2013 r. trafił na ekspozycję Kołobrzeskiego Skansenu Morskiego - oddziału Muzeum Oręża Polskiego. Choć wielkością zdecydowanie ustępuje również tam prezentowanym okrętom ORP „Fala” czy ORP „Władysławowo”, jest jednostką, która bodaj najbardziej wpisuje się w polskie dzieje miasta i portu nad ujściem Parsęty.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Łukasz Gładysiak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.