Ochotnicza Straż Pożarna w Wabienicach

Ochotnicza Straż Pożarna w Wabienicach

W OSP w Wabienicach służą całe rodziny. Najliczniejszą stanowi rodzina Sędkowskich. Dobrym duchem miejscowej jednostki jest Kazimierz Mora, wieloletni zasłużony szef strażaków z Wabienic.

Jednostka straży pożarnej w dawnej gminie Wabienice powstała w 1946 roku. Jej naczelnikiem wówczas był Antoni Czarnuch. Miał on także we wsi kuźnię, a pod jego okiem na kowala uczył się pierwszy trębacz straży Józef Śliwiński. - Jeździł na rowerze przez wioskę z trąbką, o pożarze informował strażaków trzykrotnym sygnałem, na zbiórkę zwoływał natomiast jednym - wspomina z uśmiechem Feliks Sędkowski.- Do akcji mieliśmy trzy pary koni. Do dzisiaj pamiętam, że jeździli nimi Henryk Wojtanowicz, pan Krawiec i mój brat Mietek.

Dawniej w szeregach ochotniczej straży było około piętnastu strażaków. - Sukcesywnie dochodzili nowi druhowie, ale warto wspomnieć przede wszystkim o tych, którzy doprowadzili do tego, by nasza straż funkcjonowała po dziś dzień. Byli to - oprócz mojego taty i brata pana Feliksa - także m.in.: Leon Golec, Feliks Kneter, Czesław Mela, Kazimierz Śliwiński, Ludwik Tomczyk i Stanisław Dziębowski. - Na nich zawsze można było liczyć. Byli oddani i prężnie działali na rzecz naszej jednostki - mówi pan Feliks, który doskonale pamięta także czasy budowy istniejącej od 1951 roku remizy strażackiej. W miejscu, gdzie znajduje się teraz budynek OSP, dawniej funkcjonowała szkoła, która została spalona. Pan Feliks Sędkowski szeregi wabienickiej straży pełnoprawnie zasilił, mając skończone osiemnaście lat. Przez ponad dwadzieścia lat był jej naczelnikiem. Objął stery po Józefie Kałuży. Następnie funkcję naczelnika przekazał swojemu synowi Józefowi.

Sam natomiast został zastępcą prezesa, którym jest Kazimierz Mora. - To niesamowity człowiek, który od lat wkłada wiele serca w naszą straż - mówi Sędkowski i dodaje, że działalność straży w wiosce jest dla niego bardzo ważną rzeczą. - Jednoczy ludzi. Daje im poczucie bezpieczeństwa. To istotne - podkreśla. O tym, że miłość do pracy w OSP Sędkowscy wysysają z mlekiem matki, niech świadczy liczba członków rodziny w strażackich mundurach. Do straży dołączyło trzech synów pana Feliksa oraz syn i córka pana Mieczysława. Strażackiego bakcyla załapały także dzieci obu mężczyzn. W sumie w OSP Wabienice jest dziewiętnaścioro Sędkowskich. - Niektórzy z nich pracują także w zawodowej straży - uśmiecha się pan Feliks. - Nie brakuje także dziewcząt, które co prawda do akcji jeszcze nie wyjeżdżają, ale w wabienickiej jednostce są równie potrzebne.

Jak mówi pan Feliks, w dzisiejszych czasach praca strażaka ochotnika wygląda zdecydowanie inaczej niż kiedyś. On sam przez wiele lat w straży był kierowcą i motopompiarzem. - Wtedy nie było tak prosto jak teraz. Najpierw w straży jeżdżono zwykłym ciężarowym samochodem, na którym woziło się motopompę. Później dopiero pojawiły się te z beczką na wodę, której i tak zawsze brakowało - opowiada pan Feliks i dodaje: - Teraz jest lepszy sprzęt, większe możliwości i przede wszystkim szybsza reakcja.

Przed laty OSP Wabienice jeździło do pożarów w bardzo odległe wioski. - Paliły się głównie stodoły, nie było tak wiele wypadków, bo i samochodów jeździło mało. Teraz wszystko jest inaczej - puentuje senior.

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.