Nieznane szczegóły lądowania na rzece Hudson

Czytaj dalej
Fot. Greg L, Wikipedia
Fragment książki Jeffreya Zaslowa i kpt. Sullenbergera

Nieznane szczegóły lądowania na rzece Hudson

Fragment książki Jeffreya Zaslowa i kpt. Sullenbergera

15 stycznia 2009 roku, w chwilę po starcie z lotniska w Nowym Jorku, Airbus A320 ze 155 osobami na pokładzie stracił oba silniki. Zdawało się, że musi runąć na miasto.

Sullenberger (15:27:28): Instrukcja awaryjna... Utrata mocy w obu silnikach. Jeff (drugi pilot - przyp. red.) zaczął szukać w wykazie list kontrolnych odpowiedniej procedury.

Wykaz to książka o grubości trzech centymetrów. Poprzednie wydania były zaopatrzone w znaczniki ułatwiające szukanie właściwej strony. Można było trzymać wykaz w lewej ręce i tak jak w notatniku przesuwać palcem prawej ręki po znacznikach, szukając, na przykład, procedury numer 27. Niestety, z powodu cięć budżetowych w ostatnich latach w US Airways zaczęto drukować wykazy bez znaczników. Numery procedur znajdowały się na kolejnych stronach, więc pilot musiał przekartkować książkę, żeby dotrzeć do właściwego miejsca.

W trakcie lotu 1549 Jeffowi udało się szybko odszukać odpowiednią stronę bez pomocy znaczników. Po kilku sekundach zaczął zapoznawać się z zalecaną kolejnością działań. Powiedziałem o tym, kiedy kilka dni później składałem zeznania przed Narodową Radą Bezpieczeństwa Transportu. Przelatywaliśmy nad Bronxem, a w oddali majaczył już Manhattan.

Wcześniej udało nam się wznieść na wysokość tysiąca metrów, a teraz, kierując się na północ, zniżaliśmy się w tempie ponad trzystu metrów na minutę. Winda jadąca w dół z taką prędkością mijałaby dwa piętra w ciągu sekundy.

***

Od zderzenia ze stadem ptaków minęło 21 i pół sekundy. Musiałem poinformować kontrolera lotów o zaistniałej sytuacji. Musiałem szybko znaleźć miejsce do lądowania, na LaGuardii albo innym lotnisku. Zacząłem skręcać w lewo.

- Mayday! Mayday! Mayday!

Tymi słowami o 15:27:32,9 poinformowałem Patricka Hartena, kontrolera lotów, o naszej awarii. Starałem się zachować spokojny ton głosu, ale jednocześnie dać do zrozumienia, jak poważna jest sytuacja. Patrick mnie nie usłyszał, bo dokładnie w tym samym momencie próbował mi coś przekazać. Moje wołanie o pomoc słychać było tylko w naszym kokpicie.

Nie wiedziałem, że nie usłyszeliśmy się nawzajem. Właśnie w ten sposób często jest zakłócana komunikacja między pilotami i kontrolerami lotów. Kiedy dwie osoby nadają jednocześnie wiadomość, nie tylko blokują się nawzajem, ale często uniemożliwiają też przekazywanie informacji na sąsiednich kanałach. Wynaleziono już urządzenia zapobiegające takim wypadkom. Informują one użytkowników o tym, że ktoś inny również nadaje na tej częstotliwości. Radio identyfikuje nadchodzący przekaz i uniemożliwia nadawanie, by nie zablokować rozmówcy.

Taki sprzęt bardzo by się przydał w naszych kokpitach. Podobne sytuacje przydarzają się wszystkim pilotom. Niekiedy pilot przez przypadek włącza nadajnik radiowy i przez kilka minut wszyscy nadający na tej samej częstotliwości słyszą tylko rozmowy w jego kokpicie. Tracimy łączność z kontrolerem lotu.

To potencjalnie bardzo niebezpieczna sytuacja, ale linie lotnicze nie próbują jej zapobiegać. Do tej pory nie wprowadzono technologii zapobiegającej blokadom, a Federalna Administracja Lotnictwa nie nakazała instalacji takich urządzeń.

Transmisja Patricka trwała około czterech sekund, a kiedy skończył nadawać, usłyszał resztę mojego przekazu.

- ...Tu, mhm, Kaktus jeden pięć trzy dziewięć. Zderzenie z ptakami. Straciliśmy oba silniki. Wracamy na LaGuardię.

Pomyliłem numer lotu. Na nagraniu słychać, że bardzo się denerwuję. Mówiłem zduszonym, wysokim głosem. Pewnie jednak nikt poza mną tego nie dosłyszał.

Patrick Harten, 34-letni kontroler ruchu lotniczego, pracował w zawodzie od dziesięciu lat i kierował tysiącami lotów. Słynął z opanowania i rozwagi. Sprowadził na ziemię kilka samolotów z awarią jednego silnika, lecz nigdy wcześniej nie miał do czynienia z odrzutowcem, który zamienił się w szybowiec. Tak jak inni kontrolerzy, szczycił się tym, że nigdy nie zawiódł, kiedy trzeba było sprowadzić wadliwie funkcjonujący samolot na pas startowy.

***

W ciągu całego życia zawodowego Patrick piętnaście razy sprowadzał na ziemię samoloty, które wleciały w stado ptaków. W jednym wypadku w wyniku zderzenia doszło do pęknięcia szyby. To było najgroźniejsze uszkodzenie, z jakim miał do czynienia przed lotem 1549. Umożliwił pilotowi bezpieczny powrót na LaGuardię. Patrick z pewnością miał duże doświadczenie w radzeniu sobie z krytycznymi sytuacjami. Lecz żaden kontroler na świecie nie miał do czynienia z samolotem, który zmierzał w stronę pasa lotem szybowcowym, bo utracił oba silniki.

W wypadku lotu 1549 Patrick wiedział, że musi działać szybko i zdecydowanie. Za pośrednictwem radia odpowiedział tylko: - Okej, mhm. Musicie wracać na LaGuardię. Kurs w lewo, na, mhm, dwa dwa zero.

Patrick natychmiast skontaktował się z wieżą kontroli lotów na LaGuardii i kazał usunąć wszystkie samoloty z pasów startowych.
- Wieża, wstrzymać wszystkie odloty. Mamy lądowanie awaryjne.
- Który lot? - zapytał kontroler z wieży.
- Jeden pięć dwa dziewięć - odparł Patrick. Z powodu stresu on również pomylił numer. - Zderzenie ze stadem ptaków. Utrata wszystkich silników. Całkowity brak mocy. Wracamy.

Utrata mocy obu silników zdarza się tak rzadko, że kontroler z LaGuardii w pierwszej chwili nie zrozumiał komunikatu Patricka.
- Kaktus jeden pięć dwa dziewięć. Który silnik? - zapytał.
- Oba - powtórzył Patrick.
- Przyjąłem - potwierdził kontroler z LaGuardii.

***

Z pewnością w tym momencie obaj kontrolerzy pomyśleli, że nasz lot zakończy się tragicznie. Nie mówili o tym jednak na głos. Na całym świecie utrata mocy obu silników zdarza się bardzo rzadko, statystycznie raz na dziesięć lat.

Zazwyczaj do takiej awarii dochodzi w chwili przelotu przez chmurę pyłów wulkanicznych albo w wyniku utraty paliwa. W pierwszym wypadku piloci mają dość czasu, by zrestartować silniki, kiedy już wydostaną się z obłoku. Zazwyczaj znajdują się wtedy na wysokości 10 tysięcy metrów i mają dość czasu, by znaleźć rozwiązanie problemu i uruchomić co najmniej jeden silnik.

Jednak nawet gdyby nasz samolot znajdował się na znacznie większej wysokości, nie udałoby nam się ponownie uruchomić silników, które uległy trwałemu uszkodzeniu. Silne wibracje i natychmiastowa utrata mocy świadczyły o tym, że nie uda nam się zrestartować maszyny. Ale i tak próbowaliśmy.

Kiedy Jeff próbował ponownie uruchomić jeden z silników, ja starałem się opracować dalszy plan działań. Wiedziałem, że zaledwie kilka minut dzieli nas od zderzenia z ziemią.

Już wtedy przeczuwałem, że będzie to pierwszy lot w mojej 42-letniej karierze, który nie zakończy się lądowaniem na pasie.

„Sully. W poszukiwaniu tego, co naprawdę ma znaczenie”
Autorzy: Jeffrey Zaslow, Chesley B. Sullenberger III „Sully”. Wydawnictwo ZNAK Literanova, listopad 2016. Na podstawie tej książki powstał film, który trafił do kin.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Fragment książki Jeffreya Zaslowa i kpt. Sullenbergera

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.