Nieudacznik odkrywa świat po swojemu. I każdy może zrobić to samo

Czytaj dalej
Fot. archiwum prywatne
Marek Zaradniak

Nieudacznik odkrywa świat po swojemu. I każdy może zrobić to samo

Marek Zaradniak

Przyrodnik z zawodu i podróżnik z pasji - prof. Dariusz J. Gwiazdowicz z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu jeździ po świecie, a o tym co widział i słyszał pisze książki.

Napisał Pan książkę „Podróże nieudacznika - poznawanie świata po swojemu”. Na czym polega poznawanie świata po swojemu?

Każdy kto wraca z podróży, opowiada swoje wrażenia i przedstawia świat nieco inaczej. Każdy ocenia to co widział ze swojej perspektywy. „Po swojemu” to znaczy jak ten świat postrzega nieudacznik.

Dlaczego nieudacznik?

Spośród kilkudziesięciu podróży, jakie w życiu odbyłem, do tej książki wybrałem te, podczas których miewałem jakieś kłopoty, jakieś trudności. Bohater książki generuje problemy nie tylko sobie, ale też i innym, dlatego dla kogoś, kto przegląda moje przygody, to są one zbiorem porażek. No bo gdzieś uciekł mi pociąg z bagażami, gdzieś spadłem z konia i nie mogłem chodzić, gdzie indziej mnie okradziono. I tak można dojść do przekonania - Boże drogi, ale to nieudacznik, bo gdzie wyjedzie, to ma cały czas kłopoty. Ja celowo wybrałem tylko te opowieści, które były w pewnym sensie nieudanymi po to, aby uzasadnić tezę, że każdy, nawet taki nieudacznik, któremu się nic nie udaje, ma szanse podróżować i szczęśliwie wrócić do domu. Skoro nieudacznik mający tyle problemów wraca do domu z ciekawymi wspomnieniami, to każdy może wyjechać i spróbować poznawać świat po swojemu.

Które spośród tych kilkudziesięciu podróży były dla Pana najbardziej egzotyczne?

Ja jestem trochę skrzywiony zawodowo, gdyż jestem przyrodnikiem. W związku z tym dla mnie najbardziej egzotyczne będą te, gdzie jest egzotyczna przyroda jak na przykład lasy tropikalne. Myślę jednak, że dla przeciętnego czytelnika las tropikalny nie będzie ciekawy.

Dlaczego?

Bo to na pozór bezładna plątanina roślin. Do tego duża wilgotność powietrza, wysoka temperatura i dużo komarów. Człowiek czuje się cały czas brudny i jest pogryziony na całym ciele przez wiele gatunków owadów.

Wydaje mi się, że dla przeciętnego turysty bardziej egzotyczne byłyby względy kulturowe, a nie przyrodnicze.

Na przykład Indie, gdzie kobiety ubierają się w kolorowe sari, albo kraje, w których spotyka się pozostałości zamierzchłych cywilizacji.

Pisze Pan w książce między innymi o Masajach...

Rzeczywiście, Kenia i Tanzania to kraje egzotyczne, ale powoli wszystko zaczyna być skomercjalizowane. Ruch turystyczny wymusił to, że niektóre wioski masajskie są przygotowane na wizyty gości, którym sprzedawane są atrakcyjne pamiątki.

Podróżował Pan między innymi na Syberię i do Kazachstanu. O tych rejonach mówi się znacznie mniej niż o Afryce czy o Ameryce Południowej.

Piszę między innymi o Irkucku, gdzie byłem 20 lat temu i stosunkowo niedawno. Odnoszę wrażenie, że tam czas zatrzymał się. Nie chodzi mi o to, że budynki są takie same, bo buduje się też i nowe, lecz o to, że mentalność ludzi jest taka sama.

Tak jak my w Polsce przez ostatnie 20 lat mentalnie bardzo się zmieniliśmy, to tam ciągle dominuje myślenie postradzieckie.

Dla nas to też jest w pewnym sensie egzotyczne, ale czasami może uwierać. Nie wszystko może nam się podobać, szczególnie biurokracja, ale jak się na to spojrzy z przymrużeniem oka, to ma to swój urok.

A czy widać tam Polaków?

Niedaleko Irkucka jest wioska, w której mieszka dużo Polaków. Jest też ksiądz, który jest Polakiem. To fajne uczucie, kiedy słyszy się specyficzny język tych ludzi.

Jaki?

Używają słów, których my dzisiaj nie używamy i wiele jest zapożyczonych z języka rosyjskiego. To język polski z wtrąceniami w języku rosyjskim. Dla nas, osób tam przyjeżdżających, jest to bardzo wzruszające. Tak samo, gdy spotyka się Polaków w Kazachstanie, choć wielu naszych rodaków nie mówi już po polsku. Owszem, przyznają, że są Polakami, czują się Polakami, ale języka polskiego już nie znają. Mówią przede wszystkim po rosyjsku. A skoro mówimy o turystach, to moim zdaniem Iran jest takim krajem, gdzie ruchu turystycznego praktycznie nie ma albo jest bardzo mały. Nawet tam, gdzie są największe zabytki jak Persepolis, spotyka się tylko pojedynczych turystów z zagranicy.

Te wszystkie wyjazdy wynikają z działalności zawodowej?

Wiele z nich. Niektóre są egoistyczną potrzebą odpoczynku, spędzania wolnego czasu, ale niektóre są związane z pracą zawodową, jak te do Ameryki Południowej, Australii, na Spitsbergen, albo do lasów tropikalnych, gdzie realizuję tematy badawcze. W Iranie natomiast miałem wykłady na kilku uniwersytetach.

Wspomniał Pan, że niektóre rzeczy nie wychodziły. Gdzie było najtrudniej? Co się złego zdarzyło i gdzie?

Wszystko się dobrze skończyło, choć czasami było niebezpiecznie, zwłaszcza gdy człowiekowi wpadają do głowy głupie pomysły.

Tak jak wtedy, kiedy chciałem ujeżdżać ałtajskie konie. Nie mam takich umiejętności, więc koń mnie szybko zrzucił i spadłem na kamień. W wyniku upadku sparaliżowało mi lewą nogę i nie mogłem w ogóle chodzić. Bałem się, że skończy się dramatycznie i stamtąd nie wrócę. Gdy mnie okradziono, czułem się zdruzgotany psychicznie. Pozbawiono mnie pieniędzy, paszportu i biletu lotniczego, a do najbliższej ambasady było kilkaset kilometrów. Nie wiedziałem od czego zacząć, a najchętniej usiadłbym na krawężniku i ryczałbym z bezradności. Czasami pojawiały się też problemy zdrowotne, a w sąsiedztwie nie było żadnej placówki medycznej ani lekarza. A dolegliwości były czasem różne. W lasach tropikalnych pogryzły mnie roztocze i miałem na nogach duże, czerwone plamy, które goiły się bardzo długo. Natomiast w Kurdystanie dzieci w jednej z wiosek obrzucały nas kamieniami. Oberwałem kamieniem w plecak, ale gdyby trafiono mnie w głowę, to byłaby tragedia. Takich sytuacji trochę było, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Czy są obszary gdzie chciałby Pan pojechać, a jeszcze Pan nie był?

Jest dużo takich miejsc. W tym roku rozpocząłem nowy temat na Antarktyce, w stacji badawczej H. Arctowskiego i ten wątek badań będę rozwijał w najbliższym czasie. To miejsce, które chciałbym trochę lepiej poznać. Nie ma tam lasów, ale są zbiorowiska roślinne bardzo ubogie, a mnie interesują zarówno te najuboższe, jak i te najbogatsze, jakimi są lasy tropikalne.

Dlaczego cały rozdział poświęcił Pan religii?

Bo wiara odgrywa bardzo ważną rolę w życiu wielu ludzi i chciałem pokazać, jak to wygląda z punktu widzenia kilku religii.

Dlatego wspominam o bogactwie bóstw w hinduizmie, którego do końca nie rozumiem. Pisałem o Iranie, gdzie nie tylko chodzi o religię, ale i prawo oparte na islamie. Więc czytelnik dowiaduje się jak to funkcjonuje i jak się tam odnajdywałem i co mi przeszkadzało. Piszę między innymi o blokowaniu stron internetowych, o tym, że nie wiedziałem, co się w świecie dzieje. Wspominam o szamanizmie, który czasami jest ciągle aktualny. Mało kto wie, że na Syberii spotykamy także buddyzm tybetański, czyli lamaizm. O chrześcijaństwie nie piszę, bo mamy go na co dzień.

Jest też rozdział o zdrowiu?

Wiąże się z tymi przykrymi sprawami, o których wspomniałem. Na Spitsbergenie miałem problemy z kręgosłupem i chodzeniem, jest więc trochę stękania z bólu. Zawsze gdy wyjeżdża się za granicę, pojawiają się obawy, także te dotyczące zdrowia. Dlatego pomyślałem, że trzeba będzie się nad tym pochylić i opisać, tak aby potencjalny czytelnik doszedł do przekonania, że nawet gdy są problemy ze zdrowiem, to możemy dać sobie z tym radę.

Jak można podsumować tę książkę w kilku zdaniach?

Pomysł był taki, aby książka miała charakter podróży. Zaczyna się więc od tego co jest siłą, co jest głosem, który podrywa i zmusza do tego, aby ruszyć w drogę. Bohater wyrusza w podróż, ma przykre przygody, ale się nie poddaje. Dociera do miejsca wyjątkowego - genius loci, gdzie czuje się szczęśliwy i spełniony. A potem nieśmiało pojawia się tęsknota i chęć powrotu do domu, do tych, którzy na niego czekają. Chodziło o to, aby pokazać świat w formie wielobarwnej mozaiki przyrodniczej, kulturowej czy religijnej. W tym kontekście wymowna jest okładka. Zdjęcie jest z Arktyki, ale postać w środku tego zdjęcia jest wypełniona Afryką. Dwa skrajne środowiska tworzą jedno.

prof. Dariusz J. Gwiazdowicz z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu
archiwum prywatne prof. Dariusz J. Gwiazdowicz z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.