Najlepsi we Wrocławiu ścigają się od blisko 70 lat

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Dawid Foltyniewicz

Najlepsi we Wrocławiu ścigają się od blisko 70 lat

Dawid Foltyniewicz

Choć dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, najważniejsze zawody żużlowe na Stadionie Olimpijskim w latach 50. XX wieku oglądało nawet 70 tysięcy widzów.

Stadion Olimpijski swoją ostatnią modernizację zawdzięcza organizacji The World Games 2017. Nie był to jednak pierwszy przypadek w historii, gdy obiekt ten został wyremontowany przy okazji konkretnego wydarzenia. Przed Wystawą Ziem Odzyskanych w 1948 r. oprócz bieżni lekkoatletycznej powstał osobny tor żużlowy. Pierwsze wyścigi motocyklowe we Wrocławiu można było oglądać na placu Grunwaldzkim, który był wówczas niezabudowanym polem. Zmagania, które cieszyły się dużym zainteresowaniem publiczności, szybko przeniosły się jednak na ulice wokół Hali Ludowej. Za datę pierwszych zawodów żużlowych z prawdziwego zdarzenia uznać należy 25 lipca 1948 r., kiedy rywalizowano o przechodni puchar prezydenta Wrocławia oraz nagrodę komisarza WZO. Turniej został rozegrany według podobnego schematu, co współczesne zawody indywidualne, jak np. w cyklu Grand Prix - wystartowało 16 jeźdźców, a po 20 biegach najlepszy okazał się Jan Krakowiak, reprezentujący DKS Łódź.

Po ubiegłotygodniowym meczu Betardu Sparty na Stadionie Olimpijskim ze Stalą Gorzów kibice, eksperci i sami zawodnicy narzekali na stan nawierzchni wrocławskiego owalu. Pośrednich przyczyn takiego stanu rzeczy można doszukiwać się w wydarzeniach sprzed blisko… siedemdziesięciu lat. By przygotować tor do jazdy, organizatorzy zawodów, które odbywały się po wojnie, musieli m.in. zasypać leje po bombach. - Ogromny lej był na wyjściu z pierwszego wirażu. Moim zdaniem odczuwa się to do dzisiaj. Nie wiem, na czym to polega, bo tor wiele raz był już przebudowany, ale po 4-6 wyścigach zawsze robi się tam koleina większa i głębsza niż w innych miejscach - wspominał w książce „Wrocław Sport PRL” wieloletni działacz Sparty Lucjan Korszek.

Współcześni żużlowcy nie mogą narzekać na brak zainteresowania kibiców - ich spotkania na Stadionie Olimpijskim często ogląda komplet 12 tysięcy widzów. Trudno sobie zatem wyobrazić, że rozegrany w 1949 r. nieoficjalny mecz Polska - Holandia oglądało aż 60 tysięcy osób!

Rok później do rozgrywek A-klasy (III ligi) zgłoszone zostały dwie drużyny - Związkowiec i AZS. Pierwszym zespołem z Wrocławia, który występował w I lidze, była jednak Spójnia. W 1951 r. doszło do reorganizacji rozgrywek. Według nowego postanowienia „w lidze będą reprezentowane wszystkie zrzeszenia sportowe pionu Związków Zawodowych, Wojska i Gwardii”. Pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej okazał się jednym wielkim rozczarowaniem. Spójnia inauguracyjny mecz z Budowlanymi Łódź przegrała 10:44 (dziewięć wyścigów). Spotkanie zakończyło się klapą także pod względem organizacyjnym. Tor wyrównywano po każdym z biegów, a taki proces trwał od 10 do 15 minut. W ciągu pierwszej godziny rywalizacji kibice byli świadkami ledwie dwóch gonitw. Był to ogromny zawód dla 10-tysięcznej widowni i jak można się domyślać, do końca zawodów wytrzymała na trybunach ledwie garstka najbardziej zagorzałych kibiców. Na dziewięć meczów wrocławska ekipa wygrała tylko jeden. Nie było wówczas mowy o rewanżach, ponieważ należało oszczędzać sprzęt.

Pierwszymi żużlowymi derbami w dziejach Wrocławia kibice mogli ekscytować się w 1952 r. Wszystko za sprawą przeniesienia sekcji CWKS z Warszawy. Zawodnicy tego klubu dysponowali świetnym, jak na tamte czasy, sprzętem brytyjskiej marki Excelsior, który z dumą prezentowali podczas pochodu pierwszomajowego. W swoim pierwszym sezonie startów w I lidze CWKS zdobył wicemistrzostwo Polski, tytuł przegrywając z Unią Leszno. Brąz przypadł natomiast Spójni.

Towarzyskie derby, które srebrni medaliści mistrzostw kraju wygrali 28:26, oglądało blisko 50 tys. widzów. Tak wysoka frekwencja nie była jednak we Wrocławiu żadnym novum, gdyż podczas każdego ligowego starcia na Stadionie Olimpijskim gromadziły się dziesiątki tysięcy fanów czarnego sportu. Regularną praktyką stosowaną przez kibiców było zatem zasiadanie na trybunach na kilka godzin przed rozpoczęciem zawodów, aby zająć jak najlepsze miejsce do oglądania zmagań żużlowców. Nie byłoby nadużyciem stwierdzenie, że w dniu meczu zmieniało się życie Wrocławia - korektom podlegały trasy tramwajów, które dostosowywano w taki sposób, aby ułatwić tysiącom osób bezpieczne dotarcie na stadion.

Żużel w latach 50. XX wieku, podobnie jak inne dyscypliny, nie był wolny od polityki. Przed rozpoczęciem zawodów „O Wielką Nagrodę Kongresu Ziem Odzyskanych” Edward Kupczyński odczytał „rezolucję uchwaloną przez żużlowców”, w której zawodnicy zobowiązali się m.in. do zwiększenia wydajności pracy zawodowej czy starań przedłużenia żywotności sprzętu przez odpowiednią konserwację...

Zainteresowanie wyścigami we Wrocławiu nie spadało, a co istotne, wielu z kibiców Spójni było na tyle oddanych, że na wyjazdowy mecz zespołu mogli wybrać się w liczbie kilkunastu tysięcy, jak miało to miejsce chociażby podczas spotkania w Lesznie z miejscową Unią w 1954 r. Tamten sezon był także ostatnim, w którym CWKS był wrocławskim klubem. Po zakończeniu rozgrywek przeniesiono go ponownie do stolicy.

Przed sezonem 1955 Spójnia zmieniła nazwę na Sparta (przez pewien czas klub działał jako Ślęza), która funkcjonuje do dziś. Był to dobry okres dla wrocławskiego żużla - Sparta w latach 1955-1958 nie schodziła z podium Drużynowych Mistrzostw Polski.

Jednymi z najbardziej charakterystycznych punktów Stadionu Olimpijskiego były bez wątpienia słynna wieża zegarowa czy wysokie maszty, które postawiono w 1978 r, ale zawody żużlowe we Wrocławiu przy sztucznym oświetleniu można było oglądać ponad 20 lat wcześniej. Podczas nocnego trójmeczu PZMot - Velle Vue Aces Machester - Motor RennClub (Austria) za iluminację posłużyło sto 1000-watowych żarówek. Kibice najbardziej czekali na występ Brytyjczyka Petera Cravena, czyli mistrza świata z 1955 r.

Już ponad 60 lat temu kibice we Wrocławiu mogli podziwiać najlepszych żużlowców globu, co przez dekady nie uległo zmianie. Tylko w tym sezonie na Olimpijskim tłumy porywali m.in. indywidualni mistrzowie świata - Greg Hancock czy Tai Woffinden, który po dwa tytuły najlepszego jeźdźca sięgał jako zawodnik Betardu Sparty. W tym sezonie o mistrzostwo walczy także Maciej Janowski, czyli rodowity wrocławianin. Idol lokalnych kibiców dołączy do panteonu żużlowych legend?

Dawid Foltyniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.