My, kawałki stłuczonego dzbanka, mamy moc tylko razem

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Jolanta Tęcza-Ćwierz, Julia Kalęba

My, kawałki stłuczonego dzbanka, mamy moc tylko razem

Jolanta Tęcza-Ćwierz, Julia Kalęba

Krakowski teatr Exit jest wyjątkowy. Grają tu wyłącznie niepełnosprawni.

Oczy Wojtka podążają za każdym krokiem. Patrzy na scenę z boku, cierpliwie czekając na pojedynczy ruch, mimo że zna jego drogę na pamięć. Wie o jeszcze niewypowiedzianych słowach i gestach z przyszłości, ale czeka. A kiedy już nadchodzi czas, pewnym ruchem włącza dźwięk, który przypomina odgłos pędzącego rydwanu. W teatrze odpowiada za ścieżkę dźwiękową.

Maciej Sikorski, twórca i reżyser grupy teatralnej Exit: - Kiedy Wojtek dołączał do zespołu, spojrzałem na szefa warsztatów teatralnych. Stał obok, niemrawy. Spytałem: no dobra, ale jak z nim jest? On chodzi?

- Prawdę mówiąc - pokręcił głową - ma sprawny tylko jeden palec.

Wejście

Maciej Sikorski, wysoki mężczyzna o popielatych włosach do ramion, szefuje Exitowi od 2016 roku. Rozmawiał z kolegą, kiedy padło: „chcę, żebyś to ty był”. Nie wahał się. - Od kiedy zacząć?

Zespół był kilkuosobowy. Wszyscy niepełnosprawni, większość poruszała się na wózkach. Warsztaty teatralne miały być terapią dla podopiecznych Stowarzyszenia „Klika” w ramach projektu aktywizacji zawodowej.

- Są terapią? - dopytujemy. - Jeśli już, to dla ludzi zdrowych - odpowiada Sikorski.

- A niepełnosprawni? - Niepełnosprawne mogą być tylko relacje.

- Relacje? - To słowo nic nie znaczy. Nam chodzi o więzi.

Rozmawiamy przy długim stole w budynku w Nowej Hucie. Tym samym, przy którym powstają scenariusze, a potem rozdzielane są zadania. Sikorski pracę z grupą zaczął od spektaklu „Exit”. To przedstawienie w konwencji teatru cieni zrealizowane w oparciu o tekst z Księgi Wyjścia. Po raz pierwszy zaczął kleić postaci z kilku osób. Mojżesza zagrał Zbyszek, ale jego kwestie wypowiadał Tomek. Beata potrafiła utrzymać figury cieniowe, choć nie była w stanie nauczyć się roli, więc głosu udzielała jej niepełnosprawna Asia. Podkłady dźwiękowe puszczał Wojtek.

Sikorski: Podobnie było w rzeczywistości biblijnej. Aaron był ustami Mojżesza, prawda?

Mo(j)żesz

Minęło wiele prób, zanim Zbyszek zaczął mówić na scenie. Maciej powtarzał: Mojżesz był pierdołą, jąkałą, był słaby. Nie był Arnoldem Schwarzeneggerem, on był podobny do ciebie.

W teatrze Zbigniew Łuczyński od początku miał wyjątkowe szczęście. Jako jedyny chodzący mógł wcielić się w postaci, których inni nie byli w stanie zagrać.

Rolę Mojżesza do dziś wspomina najlepiej. - Jestem ubrany w długą szatę, w ręce trzymam laskę. Ciosam tablice, klękam i unoszę je. Potem w milczeniu podchodzę do Faraona. Ale publiczność widzi tylko mój cień - podkreśla. Mówiąc, podnosi głowę, a łagodne spojrzenia kieruje wprost na rozmówcę. Opowiada pełnymi zdaniami, powoli, jakby ważył każde słowo i odrzucał to, co zbędne. Cały czas walczy z ograniczeniami mowy. - Czujemy się dowartościowani - mówi, unosząc kąciki ust - że mimo naszych chorób jesteśmy w stanie coś ludziom dać, co zrobi na nich wrażenie.

Kiedy miał kilkanaście lat, stracił rodziców. Trafił do DPS-u. Wtedy ujawniła się choroba. Schizofrenię opanował lekami, ale nie mógł powstrzymać zaniku nerwu wzrokowego. Dziś już ledwo widzi, potyka się o krawężniki chodników. Za to na scenie mógłby latami wędrować przez pustynię i ani razu by nie upadł. W spektaklu zna każdy krok, porusza się bezbłędnie. Dziś mieszka już sam, w niewielkim mieszkaniu w Krakowie.

„Klikowiczem” został w 2011 roku. Przez trzy lata chodził na warsztaty gościnnie i tylko się przyglądał. W 2014 roku dołączył do grupy. Teraz przygotowuje się do roli bankiera. Zadanie nie jest łatwe, tym bardziej że banki poznał od najgorszej strony. Parę lat temu dał się namówić na niekorzystny kredyt. By go spłacić, zaciągał kolejne pożyczki, wpadając w spiralę zadłużenia.

- Przedstawienia z Maćkiem są oryginalne - dodaje. - Wymagają dużo pracy, ale to mobilizuje. Na początku zawsze jest trema.

- A po spektaklu?

- Schodzę ze sceny i się zastanawiam: ojej, to ja jeszcze coś mogę?

Żona

- Pierwsze przedstawienia, w których brałam udział podczas warsztatów, były dla przedszkoli - mówi Joanna Sych, śmiała blondynka o szerokim i szczerym uśmiechu, w zespole od samego początku. - Grałam żabę.

Dziś ma już na koncie rolę szekspirowskiej Julii (która „kiedyś była ulubioną rolą”), żony Hioba („to jest teraz moja ulubiona rola”) czy Ewy ze spektaklu „Genesis” na podstawie Księgi Rodzaju („chciałabym zagrać w jakimś thrillerze”).

- To było dla mnie bardzo duże przeżycie. Jak znalazłam się na planie, to aż się rozpłakałam, bo nie wiedziałam, jak zagrać - opowiada z przejęciem. - A potem jakoś samo wyszło.

Asia ma dziecięce porażenie mózgowe. Dziś porusza się już tylko na wózku. Nie znosi samotności i DPS-u, w którym mieszka od 30 lat. Najbardziej jednak nie lubi prosić o pomoc. Zapytana przez dziennikarkę „Gościa Niedzielnego”, czy czuje się czasem samotna, zmieniła temat: - A może lepiej coś zaśpiewamy? Bo ja bardzo lubię śpiewać.

Śpiewem trafiła do teatru Macieja. Po spektaklu „Exit” Sikorski wybrał ją i poprosił, żeby wykonała Psalm 10. Później w „Hiobie” przypadł jej wers: „Widzisz boleść naszą, Panie!”.

W przygotowywanym filmie „Tobiasz” zagra żonę tytułowego bohatera, Annę.

Przejście

Z końca długiego korytarza wyłaniała się niewielka grupa. Blisko siebie pięć, może sześć osób. Dźwięk odbity od ścian przynosił strzępki rozmów i cykliczny stukot. Dopiero z bliska dało się zauważyć, że Beata, która chodzi o kulach bardzo wolno i bardzo źle, pchała wózek z Tomkiem, zyskując przy tym trochę stabilności. Niewidomy Rysiu prowadził na wózku Marcina, ale Marcin ma problem z kierunkami i wiecznie mu się mylą prawa z lewą, lewa z prawą. Rysiu tym się nie przejmował, tak że wciąż wjeżdżali w filary. Zbyszek, choć sam ledwo chodzi, pchał wózek Marcina. Maciej, ze sprawną jedną dłonią (prawą), zgarniał to, co dodatkowo mogło stanowić przeszkodę, otwierał drzwi.

Tak wyglądało przejście z sali prób w klasztorze salezjanów do jadalni. - Jesteśmy jak kawałki stłuczonego dzbanka, które osobno niewiele mogą. Ale gdy się je połączy, powstaje naczynie, w którym coś wartościowego można przechować - mówi Maciej Sikorski.

Przy stole wspólnie analizują teksty, ćwiczą role. Jak sklejone naczynie zawsze razem, zawsze pod kierunkiem Macieja. On sam zaznacza: Mam zawsze taki moment - zamykam oczy i sprawdzam, czy widzę cały spektakl lub film w głowie. Jeśli się udaje, to znaczy, że idziemy w to.

Następnie rozdziela role. Wybierając daną postać do konkretnej osoby, Sikorski kieruje się jej właściwościami i doświadczeniem, dzięki którym swoją postacią opowiada coś więcej niż przeciętny aktor. Reżyser obrazuje to przykładem ze spektaklu „Genesis”: - Poruszającemu się na wózku Marcinowi, który ma niezwykłą wrażliwość, a także tę cechę, że nie potrafi się złościć, dałem rolę Boga. Pamiętałem obraz ze starych taśm, gdzie w tę rolę wcielał się Gustaw Holoubek albo Jerzy Trela. Oni byli Bogiem starotestamentowym: groźnym, stanowczym, władczym. Tymczasem Marcin, kiedy kogoś upominał, to płakał.

Pomyślałem, że taki Bóg podoba mi się o wiele bardziej.

Bobry

Słabe nogi Tomka Balona i jego wąskie stopy, zgięte w nadgarstku szczupłe dłonie widać na zbliżeniu w filmie „Hiob”. - Nie wiem, jak to ująć. Myślę, jak to ugryźć - mówi, wbijając wzrok w Macieja. Wózek, którym się porusza, stabilizuje głowę i plecy.

Sikorski: Kiedy pracowaliśmy nad pierwszym spektaklem, zobaczyłem w Tomku niesamowicie radosnego człowieka. I obiecałem sobie wtedy, że zrobimy film, w którym będzie Hiobem. Bo Tomek jest współczesnym Hiobem, nie ma co udawać.

Wielokończynowe porażenie mózgowe przebiega wraz z niepełnosprawnością intelektualną. Nauczenie się roli i odtworzenie jej w filmie było efektem tytanicznej pracy. - Moja cierpliwość się kończyła, ale Tomek dał radę. Dla niego to był prawdziwy wyczyn, po prostu Himalaje - mówi reżyser. Po chwili dodaje: - To jest naprawdę świetnie zagrana rola, wzruszająco i dramatycznie. Tego zdrowy człowiek by nie zagrał.

Ciało Tomka skręca się jak korkociąg. Nocą budzi go ból. Spędza setki godzin na rehabilitacji. - Tekstu musiałem się długo uczyć, także w domu. Jak gram dla ludzi, to ludzie mnie - powiem paniom szczerze - ludzie mnie chwalą. Że brawurową rolę zagrałem.

Kiedy Sikorski opowiada o idei teatru, że szuka prawdziwego piękna, a nie atrakcyjności, która dziś często jest z tym mylona, że jeden człowiek jest tu dla drugiego skarbem, wreszcie - że dołączenie do grupy było dla niego najważniejszym - obok tego z żoną - spotkaniem w życiu, Tomek wtrąca i uzupełnia: my jesteśmy jedna wielka rodzina.

- W „Tobiaszu” zaproponujemy widzom pewien obraz, który jest naszą interpretacją tej księgi. Inaczej było w „Hiobie” - ciągnie reżyser. - Jego historia do dziś stawia więcej pytań niż odpowiedzi. Bo po co Bóg dał cierpienie? Dlaczego Tomek urodził się z porażeniem mózgowym? I czy bycie zdrowym to jest to, o co w życiu chodzi? Proponujemy konfrontację z tymi pytaniami, które są niewygodne. Na które nie sposób odpowiedzieć.

- Jak to wygląda?

Tomek: - Niektórzy ludzie płaczą jak bobry.

Ostatnie pytanie mam

Poza tym Exit to nie tylko film czy spektakl - mówią zgodnie jego członkowie. Dlatego tak trudno znaleźć w sieci ich produkcje. Drugą część spotkania, na które zapraszają widzów, stanowi rozmowa. Rozmowa jest konfrontacją publiczności z aktorami.

- Być może takie spotkanie w kimś czegoś dotknie, coś zmieni - mówi Sikorski.

Z filmem „Hiob” pojechali nawet do szkoły. Ludzie mówili Sikorskiemu: chłopie, to jest za trudne dla młodzieży. Ale on się uparł i cisza była taka, że gdyby w ostatnim rzędzie usiadł komar, to by go słyszeli. - Projekcja się skończyła, to młodzi ruszyli z lawiną pytań - wspomina reżyser. - W pewnym momencie musiałem już powiedzieć: stop, idziemy. Ale jedna z dziewczynek podniosła rękę: „Ostatnie pytanie mam! Do pana Rysia. Bo pan mówi, że pan jest niewidomy, a pan chodzi w okularach!”.

Okularnik

Rysiu: Tylko słońce mnie razi, nic więcej.

Ten niewysoki mężczyzna w okularach, które tak polubił, że nigdy się z nimi nie rozstał, należy do Kliki od 10 lat. Urodził się z poważną wadą, ale wzrok stracił jako nastolatek. On i jego rodzice karmieni byli przez lekarzy obietnicami, że gdzieś w Moskwie można operować zanik nerwu wzrokowego. Nie uczył się brajla, choć na tablicy szkolnej widział tylko największe kulfony. Zdążył zobaczyć kolory dzieciństwa, zapamiętać kształt kamienic w Krakowie. Widział swoje odbicie w lustrze. Dopiero kiedy obraz stopniowo znikał, zaczął uczyć się nowego alfabetu. Ale to był zawsze drugi język.

Pierwszym była muzyka.

Na Basztowej skończył szkołę muzyczną drugiego stopnia w klasie klarnetu. Do dziś w spektaklach zdarza mu się chować za dźwiękiem instrumentu. Tak mocno, jak odrzuca litość, przyciągają go wyzwania. Czasem przygrywa na akordeonie.

- Przychodząc do teatru, mogłem się zmierzyć z innymi rzeczami niż dotychczas. Kiedyś grałem w tzw. żywym planie, a tu musiałem się poduczyć techniki w konwencji cieni - utrzymania profilu, tych ruchów bardzo majestatycznych. Wypracować nowe nawyki - mówi. Był przyjacielem Hioba, Adamem, wystąpił w teledyskach, ale to w „Tobiaszu” zmierzy się z główną rolą.

Sikorski: Pamiętam pracę przy scenie, w której przyjaciel Hioba (Rysiu Waligóra) rozmawia z Hiobem (Tomkiem Balonem) - a ja jestem cholerykiem i kiedy przebywam z Rysiem, to się zawstydzam. Zaczęliśmy próbę, mówię do Rysia: „patrz na niego”. A potem myślę: kurde, co ja gadam, on nie widzi. Ale Rysiu w tym czasie odwrócony w stronę Tomka na jego ręce położył swoją dłoń. I dopytał: może tak być?

Pokazywać głosem

Zanim uczestnicy terapii zajęciowej staną się pełnoprawnymi członkami teatru, biorą udział w warsztatach. Na takim etapie jest Natalia Lewandowska. Drobna blondynka z długimi włosami spiętymi w kucyk dołączyła do grupy gościnnie w 2019 roku. - Trafiłam tu dzięki przybranym opiekunom, którzy szukali dla mnie warsztatów terapii zajęciowej - opowiada. W wakacje przyjechaliśmy na dni otwarte, a od września przychodziłam, żeby lepiej poznać grupę.

Kiedy Natalia na dobre dołączy do zespołu, będzie najmłodszą aktorką w grupie. Ale wiek nie przeszkodził jej wcielić się w główną rolę kobiecą w „Pieśni nad pieśniami”. Kwestie Oblubienicy śpiewała.

- Lubiłam to od dziecka. Kiedy w domu była puszczana muzyka, podśpiewywałam. Poszłam do szkoły, nauczyciele zaczęli mnie angażować w różne zespoły, chór. I sobie śpiewałam z nimi, jeździłam na festiwale, koncerty. To było tu w Krakowie, na Tynieckiej.

Pojawiła się też w filmie „Jonasz”, w epizodycznej roli. W „Tobiaszu” zagra Sarę. I - jak podkreśla - tremy nie ma ani na scenie, ani na planie filmu.

- To daje mi frajdę i pozwala przenieść w inny świat. Kiedy śpiewam, odpływam. Podoba mi się, że inni mnie oglądają, że ja poprzez to mogę im dać coś z siebie. Po prostu inni mogą mnie poznać. Jaka jestem naprawdę.

Natalia nie widzi od urodzenia. Maciej mówi, że ze swoją wrażliwością mogłaby otworzyć gabinet leczenia poprzez przytulanie. Nie znosi podniesionego głosu ani agresji. Ceni delikatność i ciepło. Potrzebuje więcej odwagi.

Natalia: - Podczas śpiewania nigdy nie wykonywałam gestów. Peszy mnie, kiedy muszę występować na scenie ciałem. Lubię się pokazywać głosem.

Wyjście

Kiedy grupa doszła z sali prób do salezjańskiej jadalni, mogli wreszcie zasiąść do wspólnego obiadu. Maciej z jedną sprawną ręką nie mógł za wiele zrobić. Rysiu pomagał nakarmić innych, raz na jakiś czas niechcący trafiając w czyjeś oko. Tomkowi pomagała Beatka. Dodatkową pomocą służył Zbigniew. Po obiedzie ruszyli w pochód z powrotem, jak zwykle na próbę. Droga nie była dłuższa niż zwykle.

- W listopadzie wybierzemy się do Ziemi Świętej - cieszy się Tomek.

Zbigniew: Tam chcemy pokazać w nowych aranżacjach spektakl Exit.

- Przełamujemy bariery. To takie wychodzenie z niepełnosprawności - dodaje Rysiu.

Maciej Sikorski: Kiedy zacząłem prowadzić teatr, ktoś powiedział mi, że tu potrzeba jakiegoś celebryty, że wszyscy tak robią. Chodzi o to, aby jakaś znana twarz to firmowała i wzbudzała zainteresowanie całą grupą. Nie zgodziłem się, bo moim celem jest to, żeby to oni byli prawdziwymi gwiazdami.

Bo to oni pokazują, jak mierzyć się ze swoimi słabościami i przekuwać je w zalety i w siłę.

Jolanta Tęcza-Ćwierz, Julia Kalęba

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.