Musimy skutecznie powalczyć o bohaterów Czerwca '56 [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Adrian Wykrota
Błażej Dąbkowski

Musimy skutecznie powalczyć o bohaterów Czerwca '56 [ROZMOWA]

Błażej Dąbkowski

Chciałbym z jednej strony pokazać jak trudno walczy się o wolność, a z drugiej uwypuklić, że raz odzyskaną, łatwo można roztrwonić. W ekstremalnych sytuacjach Polacy potrafią się jednoczyć i zrobić coś wielkiego, a jednocześnie mają olbrzymi problem ze współpracą w czasach pokoju. Najlepiej widać to na przykładzie stowarzyszeń kombatantów Czerwca '56 – w Poznaniu funkcjonują aż trzy. 60 lat temu ci ludzie współdziałali w wyjątkowy sposób, a po latach nie udaje się wypracować tego porozumienia - mówi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania.

Urodził się Pan 8 lat po wydarzeniach czerwcowych. Od kogo dowiedział się Pan o tym, co działo się w 1956 r. w Poznaniu?

Jacek Jaśkowiak: Od moich rodziców, którzy pamiętają tamten czas. Moja mama mieszkała wtedy na Jeżycach przy ul. Szamarzewskiego, czyli bardzo blisko centrum wydarzeń, więc siłą rzeczy w rodzinnym domu mówiło się o Czerwcu '56.

A w szkole?

W mniejszym stopniu i mniej precyzyjnie w szkole podstawowej, a już szczegółowo w szkole średniej. Mieliśmy "zbuntowaną" nauczycielkę historii, która często znajdowała się na granicy relegowania ze szkoły za przybliżanie nam wydarzeń właśnie takich jak Czerwiec '56 czy Katyń. Z perspektywy czasu jestem wdzięczny rodzicom i nauczycielom, że od najmłodszych lat miałem okazję poznawać historię w innej formie, bardziej obiektywnej, niż przedstawiały to ówczesne władze.

Ktoś z Pana rodziny brał bezpośredni udział w tamtym powstaniu?

Z rodziny nie, natomiast znajomi owszem. Natomiast brat mojej babci należał do osób mocno represjonowanych przez komunistów po II wojnie światowej. Miał zaledwie 17 lat, kiedy został wtrącony do więzienia we Wronkach za aktywną przynależność do organizacji niepodległościowej. Kiedy wyszedł, zatrudnił go mój dziadek. Będąc na liście wrogów systemu, nie miał szans na pracę w jakimkolwiek państwowym przedsiębiorstwie.

Niedawno powiedział Pan, że Czerwiec '56 to nasze zobowiązanie. Co miał Pan wtedy na myśli?

To przede wszystkim zobowiązanie dotyczące pamięci. Mój udział w wielu uroczystościach związanych z rocznicami wydarzeń historycznych dał mi pole do poczynienia pewnych obserwacji. Zauważyłem, że najczęściej spotykanymi osobami są tam politycy, dziennikarze, przedstawiciele policji, samorządu. Brakuje mieszkańców. Doszedłem do wniosku, że trzeba w końcu to zmienić, wciągnąć do tego młodzież oraz dzieci.

Co można zatem zrobić, by uroczystości jawiły się jako bardziej atrakcyjne?

Rozmawiałem już na ten temat z dyrektorem Muzeum Powstania Warszawskiego, Janem Ołdakowskim, który opowiedział mi o swojej recepcie na sukces. Chciałbym teraz w Poznaniu skorzystać z jego doświadczeń i iść w podobnym kierunku, wyznaczonym przez warszawskie muzeum.

Ma Pan na myśli rozwiązania idące w kierunku „wtłoczenia” Czerwca w działania w sferze popkultury?

Tak, bo - jak wspomniałem – widzimy, jak małe zainteresowanie wydarzeniami z przeszłości jest wśród dzieci i młodzieży, a jeśli się pojawia, jest często powierzchowne. Dlatego musimy szukać odpowiednich kanałów dotarcia, by ich zainteresować tą tematyką. Stąd też tegoroczny program obchodów Czerwca '56 jest tak ułożony, by - oprócz oficjalnych uroczystości, składania kwiatów i przemówień, wszystkie grupy społeczne miały okazję sięgnięcia do historii, naszej tożsamości. To przecież w Poznaniu miał miejsce pierwszy zryw niepodległościowy, który zapoczątkował kolejne, a te w konsekwencji doprowadziły nas do odzyskania niepodległości. Powinniśmy być z tego dumni.

Skoro chce Pan trafić do różnych grup społecznych, wymaga to oceny wydarzenia z różnych perspektyw.

Widzę taką potrzebę, choćby ze względu na to, jak dziś ocenia się postać Józefa Piłsudskiego. On zawsze był socjalistą, a dziś próbuje się z przedstawić się go w krzywym zwierciadle. Byśmy zapomnieli, jak przed wojną rywalizowały ze sobą dwa obozy. Dlatego chcę, by pokazywać Czerwiec bez przekłamań, ale i z różnych stron. Udało się to uchwycić w przeszłości zespołowi Teatru Nowego, który wystawił ciekawy spektakl "Gorączka czerwcowej nocy". Zanim go zobaczyłem, żyłem w przekonaniu, że ten zryw był przede wszystkim walką o wolność, a postulaty ekonomiczne znajdowały się na drugim planie. Po obejrzeniu tej sztuki zrozumiałem, że hasła dotyczące chleba były najbardziej istotne. Takie nieszablonowe działania artystyczne są szansą na wciągnięcie do obchodów młodzieży.

Sądzi Pan, że podobne świadectwa w dziedzinie kultury spowodują, że wydarzenia z Poznania przestaną być drugoligowymi w skali kraju?

Z podobną sytuacją mieliśmy już do czynienia w dwudziestoleciu międzywojennym, a na zdecydowanie większą skalę w czasach PRL. Od wielu lat niektóre wydarzenia są marginalizowane, inne natomiast wyolbrzymiane. To dzieje się także obecnie, kiedy trwa walka o rząd dusz i próbuje się zdyskredytować osoby uchodzące za ikony walki o niepodległość, wskazując, że to inni byli ważniejsi dla historii Polski. Co do uczczenia Powstania Wielkopolskiego czy Czerwca '56 widać niestety, że Warszawa nie zawsze lubiła Poznań, takie świadectwo dał też Piłsudski, bardziej związany z inną częścią naszego kraju. Moim zdaniem musimy teraz skuteczniej powalczyć o uwypuklenie bohaterskich postaw poznaniaków, wykorzystując właśnie kulturę.

Wróćmy jeszcze do samych protestów i starć z komunistami. Pana zdaniem hasła, które na transparentach nieśli robotnicy są nadal aktualne?

Problemy socjalne były pierwotnymi, ale sankcje stosowane wobec Kościoła Katolickiego i dławienie demokracji były również ważne. Tych wszystkich aspektów dotyczyły czerwcowe hasła. Wydaje mi się, że dziś powinniśmy podchodzić do nich poważnie, ale z drugiej strony unikać ich mitologizowania.

Jeśli nie mamy tego robić, to gdzie umieścić w panteonie bohaterów narodowych, tych którzy 60 lat temu wykazali się odwagą?

Ich ocena jest przede wszystkim zadaniem dla historyków. Trudno porównać bohaterstwo osoby, która chwyciła za broń z sanitariuszami opatrującymi rannych. Warto pamiętać, że bohaterowie byli też po drugiej stronie, jak szef "bastylii poznańskiej", czyli aresztu śledczego, który pozwolił wyjść z niego więźniom, mając świadomość grożących mu konsekwencji.

Jak w tym roku Poznań zamierza ich Polsce przypomnieć?

Po raz kolejny Teatr Nowy wystawi "Gorączkę czerwcowej nocy", co osobiście bardzo mnie cieszy. Zaplanowaliśmy też dwa plenerowe przedstawienia Teatru Ósmego Dnia, które odbędą się na dziedzińcu Urzędu Miasta. Dodatkowo przymierzamy się do jeszcze jednego spektaklu w plenerze, pod roboczym tytułem „Stukot”. Nazwa jest nieprzypadkowa, bowiem w tych czasach obuwiem używanym przez wielu robotników były drewniaki, w gwarze poznańskiej nazywane okulokami, więc ich stukot łączy się nierozerwalnie z tamtymi wydarzeniami. Myślimy też o tym, by wmurować tablicę pamiątkową na budynku aresztu śledczego, informującą o tym, jak 60 lat temu wzorowo zachowała się służba więzienna. Dla dzieci i młodzieży szykujemy z kolei inscenizacje, być może z czołgami, by poczuć grozę tamtych dni. Najmłodsi powinni dowiedzieć się, że powstańcy wyszli przeciwko 330 czołgom.

Mówi się także o dużym koncercie. Do Poznania przyjedzie Jean Michele Jarre?

Nie ma jeszcze ostatecznych ustaleń. Jednak to, co ten wybitny artysta pokazał w Gdańsku podczas koncertu z okazji 25. rocznicy powstania Solidarności może być magnesem i sposobem na pokazanie stolicy Wielkopolski także poza granicami naszego kraju.

A konkurs filmowy jest dobrą formą promocji tych wydarzeń?

To świetny pomysł, zwłaszcza dlatego, że może wciągnąć młodych ludzi. Dziś wszystkie opcje związane z Internetem, choćby YouTube, pozwalają dotrzeć do jak największej rzeszy takich osób i nagłaśniać to na większą skalę, nie tylko w Wielkopolsce.

Jak Jacek Jaśkowiak pokazałby te 56 sekund? Jaka jest jego autorska wizja Czerwca?

Sądzę, że chciałbym z jednej strony pokazać jak trudno walczy się o wolność, a z drugiej uwypuklić, że raz odzyskaną, łatwo można roztrwonić. W ekstremalnych sytuacjach Polacy potrafią się jednoczyć i zrobić coś wielkiego, a jednocześnie mają olbrzymi problem ze współpracą w czasach pokoju. Najlepiej widać to na przykładzie stowarzyszeń kombatantów Czerwca '56 – w Poznaniu funkcjonują aż trzy. 60 lat temu ci ludzie współdziałali w wyjątkowy sposób, a po latach nie udaje się wypracować tego porozumienia.

Uda się ich pogodzić przy okazji okrągłej rocznicy?

Staram się to zrobić. Chciałbym, by wyszli ponad zarysowane podziały. Mam takie marzenie, żebyśmy nie zawłaszczali żadnych narodowych świąt, bo groźny jest proces, w którym ktoś próbuje przypisać sobie dziedzictwo wydarzeń historycznych. Chciałbym uniknąć takiej sytuacji w Poznaniu, bowiem to nasza wspólna historia i wspólne dobro.


Czytaj także:
Wszystko o konkursie Poznań56"
Wszystko o Poznańskim Czerwcu
Konkurs Poznań56" - tam możesz szukać inspiracji!
Nasza kapituła
Jak kręcić filmy?

Błażej Dąbkowski

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.