Marcin Rybak, Malwina Gadawa

Mroczne tajemnice sylwestra sprzed lat. Zbrodnia miłoszycka wreszcie wyjaśniona

Mroczne tajemnice sylwestra sprzed lat. Zbrodnia miłoszycka wreszcie wyjaśniona Fot. Paweł Relikowski
Marcin Rybak, Malwina Gadawa

20 lat, pół roku i 14 dni od morderstwa 15-letniej Małgosi do aresztu trafił mężczyzna podejrzany o tę zbrodnię. Gosia poszła na pierwszego w życiu sylwestra. Poraniona, pogryziona, zgwałcona, wykrwawiła się i zamarzła.

Małgosia nie dożyła szesnastych urodzin. Wykrwawiła się i zamarzała w Nowy Rok 1 stycznia 1997 r. Na dworze 18 stopni mrozu. Ostatnie kilka godzin życia leżała bez ubrania na śniegu. Tylko w skarpetkach na stopach. Białych z czerwonym wzorkiem. Była zgwałcona, potwornie poraniona i pogryziona. Jej ciało znaleziono dopiero około godziny 13 w Nowy Rok. Oparte o ścianę stodoły na posesji w Miłoszycach, wsi tuż obok Jelcza-Laskowic niedaleko Wrocławia. Gosia bawiła się tu na sylwestrowej dyskotece. Zorganizowano ją w małym białym domku w środku wsi. Z wielkim kolorowym napisem „Alcatraz” na jednej ze ścian.

Prawdopodobieństwo z pewnością

Ilu było sprawców? Na pewno nie jeden. Dwóch? Może trzech?

Jednego złapano w 1999 roku. Odsiaduje 25-letni wyrok za morderstwo Małgosi. Zdradziła go czapka na miejscu zbrodni. Były w niej jego włosy i miała jego zapach. Na ciele Gosi były też ślady jego zębów. To wrocławianin Tomasz K.

Drugi sprawca - Ireneusz M. - został zatrzymany tydzień temu. 20 lat, 6 miesięcy i 14 dni od Nowego Roku 1997. „Prawdopodobieństwo graniczące z pewnością”. Tak dowody prokuratury ocenił sąd decydujący o tymczasowym aresztowaniu nowego podejrzanego.

W 1997 miał 22 lata - dziś 42. A na swoim koncie już dwa wyroki za gwałty. Jeden z 2010 roku, drugi z 2015. Łącznie pięć ofiar. Wszystko kobiety. Zarzuty: gwałty i groźby karalne. Gdyby wpadł w 1997 roku za mord w Miłoszycach, może późniejszych ofiar by nie było? Dlaczego więc nie wpadł?

Nieudolne śledztwo - powtarzają od lat ludzie, którzy znają szczegóły tej sprawy.

- Kiedy zwróciłam się do prokuratury z sugestiami, co można by zrobić, na kogo zwrócić uwagę, usłyszałam „nie będziesz nam ręcznie sterować naszym śledztwem” - przypomina sobie mecenas Ewa Szymecka. Była i jest pełnomocnikiem pokrzywdzonych, rodziców Małgosi.

Mama dziewczynki - pani Jadwiga - ma łzy w oczach, gdy przypomina sobie swoje rozmowy z jednym z prowadzących to śledztwo przed laty. Nie chce mówić o szczegółach. Jakby jeszcze dziś - po latach - bała się opowiadać.

Przez dwadzieścia lat wokół tej sprawy narosło wiele niezwykłych i fantastycznych opowieści. Słyszeliśmy i czytaliśmy w mediach o zmowie milczenia. O ludziach we wsi, którzy wiedzą, a nie chcą mówić. Co najmniej dwóch świadków miało być zastraszanych. Pojawiały się opowieści o niejasnej roli policjantów.

Brat z pierwszego tomu

Sprawca jest zawsze w pierwszym tomie akt śledztwa - powtarzają doświadczeni policjanci i prokuratorzy. W sprawie tajemnicy miłoszyckiej zbrodni to powiedzenie sprawdziło się w stu procentach.

Ostatni raz widziano Gosię żywą niedługo po północy na dworze przed dyskoteką. Podszedł do niej jakiś chłopak. Mówił, że ma na imię Irek, że jest jej bratem i że zabierze ją do domu. Gdzieś poszli. Był z nim jeszcze jakiś chłopak. Może dwóch? Ktoś później widział jak szli jedną z ulic w wiosce. Ktoś potem słyszał okrzyki „mamo mamo”.

Kim jest Irek?

Policja kilka miesięcy po zabójstwie opublikowała cztery portrety pamięciowe mężczyzn widzianych z Gosią. Jednym z nich był ów „Irek”. Wtedy było już wiadomo, że nie jest bratem. Bo Gosia miała siostrę.

Dokładnie 4 stycznia 1997 r. przesłuchano jako świadka jednego z uczestników zabawy sylwestrowej w „Alcatraz”. Nazywał się Ireneusz M.

Dlaczego nikt wtedy nie skojarzył, że ma tak samo na imię jak tajemniczy Irek niby-brat Gosi? Dlaczego nikt wtedy nie zwrócił uwagi na bardzo ciekawe zeznania?

Okazuje się bowiem, że ów świadek Ireneusz z całej zabawy, w której uczestniczyło kilkaset osób, zapamiętał tylko jedną dziewczynę. Pamiętał, komu siedziała na kolanach, mówił, że „kochała się z jakimś chłopakiem na scenie”. Co ważne - o tym „kochaniu się” na scenie nie mówi żaden inny świadek. - Miała białe skarpetki z czerwonym wzorkiem - zeznał Irek.

Dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na ten charakterystyczny szczegół? Jak to możliwe, że śledczy przeoczyli tak istotny fakt? Gosia owszem, miała takie skarpetki na nogach. Ale na te skarpetki włożyła grube czarne rajstopy. A potem buty - kozaczki zakrywające kostkę.

Gdyby Ireneusz M. widział Gosię tylko na dyskotece w sali w „Alcatraz”, nie widziałby tych skarpetek. Chyba że zdjęłaby buty i rajstopy, ale wtedy ten fakt zapamiętaliby z pewnością również inni świadkowie.

Pamiętacie? Martwa Gosia miała na sobie tylko te skarpetki. Irek zeznał fakt, który znał tylko morderca. Albo ktoś, kto był bezpośrednim świadkiem zbrodni.

Na ciele Małgosi znaleziono ślady genetyczne sprawcy albo sprawców. Dziś wiemy, że jeden kod genetyczny pasuje do Ireneusza M. Dlatego właśnie sąd, który go aresztował, napisał o „prawdopodobieństwie graniczącym z pewnością”.

Ale potrzeba było dwudziestu lat, żeby ktoś w prokuraturze zwrócił na to uwagę. Przed laty to zeznanie zanotowała sobie jako ważne mecenas Ewa Szymecka. Ale gdy próbowała zainteresować nim śledczych, usłyszała o tym ręcznym sterowaniu.

Irek pojawia się na początku tej historii w podwójnej roli. Niby-brata i świadka, który mówi o skarpetkach. Wtedy 22-letni, dzisiaj 42-letni mężczyzna jest w pierwszym tomie akt śledztwa. Tak jak każdy morderca.

Ciało Gosi znaleziono na terenie posesji państwa R. z Miłoszyc. Jakiś czas później policja przeszukała ich dom. Znaleziono wisiorek. Taki sam jak ten, który miała w tę tragiczna noc Gosia. Złamane serduszko z napisem „love”. Mama dziewczyny była pewna - córka miała „taki sam”. I co? I nic. „Taki sam” - orzekli śledczy - to nie „ten sam”. I oddali złamane serduszko państwu R.

Potem pojawiły się relacje o świadkach, których zastraszano. Jedna z mieszkanek Miłoszyc zgodziła się być „świadkiem anonimowym”. Niedługo po jej zeznaniach zgłosiła, że ktoś do niej dotarł. Niby mieli to być policjanci. Gdzieś wywieźli, straszyli. Wypytywali o treść jej zeznań. Wszczęto nawet śledztwo, umorzone potem „z powodu niewykrycia sprawców” tego zastraszania. Ale trudno się było dopatrzyć w działaniach policji i prokuratury czegoś więc niż rutyny. Podejrzenie, że ktoś mógł zdradzić najpilniej strzeżoną tajemnicę - nazwisko anonimowego świadka - na nikim nie zrobiło wrażenia.

Sprawca z imienin

Pod koniec 1999 roku wpadł Tomasz K. Ten, który dziś odsiaduje 25-letni wyrok. Wpadł tylko dlatego, że jakiś wrocławski policjant był na imieninach u znajomych. Solenizantka opowiedziała, że widziała w telewizji portrety pamięciowe mężczyzn widzianych z Gosią po północy na dyskotece w Miłoszycach. Na jednym z nich rozpoznała chłopaka z sąsiedztwa.

Policjant zrobił to, co do niego należało. Napisał notatkę i dał szefowi. W ciągu kilku tygodni Tomasz K. został zatrzymany i aresztowany. Do winy nigdy się nie przyznał.

Prokuratura oskarżyła go o gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Śledczy byli pewni, że nie ma dowodów na morderstwo. Sąd był innego zdania. Doszedł do oczywistego - zdawać by się mogło - wniosku. Skoro sprawcy zostawili rozebraną, poranioną dziewczynę na mrozie, to godzili się na jej śmierć. Tomasz K. został w pierwszej instancji skazany na 15 lat więzienia. Sąd apelacyjny podwyższył wyrok do 25 lat. Skazany cały czas nie przyznaje się do winy. Dziesięć lat temu raz jeszcze, w rozmowie z „Superwizjerem” TVN, zapewniał, że nie miał z tą sprawą nic wspólnego.

Rok temu mecenas Ewa Szymecka napisała do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry prośbę, by wrócić do tej sprawy. Rok temu akta sprawy zaczęli przeglądać policjanci i prokuratorzy ze specjalnie powołanej grupy śledczej. Rok temu ktoś wreszcie zwrócił uwagę na zeznanie Ireneusza M. z 4 stycznia 1997. Rok temu ktoś wreszcie zadał sobie oczywiste pytanie: „Skąd on wiedział, jakie Gosia miała skarpetki”?

Wokół Alcatraz

Biały domek w środku Miłoszyc nie ma już dziś wielkiego kolorowego napisu „Alcatraz”. Sołtys czasem organizuje tu różne imprezy. Na przykład dla dzieci. Ale najczęściej domek jest zamknięty. Ludzie na wsi chcieliby zamknąć temat zbrodni. - Od tej sprawy minęło już bardzo wiele lat. Każdy żyje swoim życiem - mówi sołtys Robert Jadczak.

Informacje o zatrzymaniu Ireneusza M. we wsi nikogo nie poruszyły. Chociaż wraca temat zmowy milczenia. I przekonanie, że wiele osób we wsi wie, kto i co zrobił. Albo co najmniej myśli, że wie i zna szczegóły tragedii. Choć nie chce o tym mówić.

- Tu wszyscy, wszystko wiedzieli, ale co mieli mówić, jak świadkowie byli zastraszani, nikt nie chciał się wychylać - mówi kobieta w średnim wieku. Właśnie wyszła z kościoła, z niedzielnej mszy.

- Ludzie do tej pory nic mówili, bo się bali - nie ma wątpliwości starszy mężczyzna też spotkany przed kościołem.

- Czego się bali?

- Tego, że ich spalą. Byli zastraszeni. Uważam, że sprawa powinna wreszcie zostać zakończona raz na zawsze. Powinni skazać tych, co zabili dziewczynę.

Kobieta, która przed wielu laty była świadkiem anonimowym, dziś jak wielu, nie chce wracać do przeszłości: - To było tak dawno temu. Po tym wszystkim przeszłam wylew. Dla mnie to temat zamknięty. Już nic nie pamiętam.

Przyznaje jednak , że była wtedy zastraszana. - Ktoś wrzucał na moje podwórko kamienie i petardy, które robił wiele hałasu - mówi pani Anna. - Ale może w końcu wygra sprawiedliwość. Sprawcy tego bestialskiego czynu powinni zostać ukarani.

Pod domem anonimowego świadka reporterka „Gazety Wrocławskiej” spotkała młodego człowieka. Wiedział, z kim i o czym rozmawiała.

- Daj sobie spokój. Idź swoją drogą - powiedział.

- Dlaczego?

- Nie pytaj o rzeczy, których nie powinnaś wiedzieć.

To już ostatni raz

Prokurator z grupy zajmującej się dziś zamordowaniem Małgosi: - Ostatni raz podchodzimy do tej sprawy. Ale tym razem wyjaśnimy wszystko do końca. Jeszcze dużo pracy przed nami. Jeszcze sporo zagadek będziemy musieli wyjaśnić.

- Jakieś szczegóły?

- Nic nie mogę powiedzieć. Jeszcze jest za wcześnie.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Marcin Rybak, Malwina Gadawa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.