Mr. Vintage tworzy modę. Zobacz jego pomysł

Czytaj dalej
Fot. Daniel Jaroszek/materiały prasowe
Dorota Klusek

Mr. Vintage tworzy modę. Zobacz jego pomysł

Dorota Klusek

Pochodzący z Kielc Mr. Vintage, czyli Michał Kędziora, od ośmiu lat opisuje modę męską na swoim blogu. Teraz, bazując na swoim doświadczeniu, zaprojektował kolekcję ubrań dla panów. Zdradził nam kulisy swojej pracy.


Mr. Vintage’a wszyscy kojarzą jako autora bloga. Tymczasem ostatnio pojawiłeś się w zupełnie innej roli: jako projektant. Jak doszło do Twojej współpracy z marką Lancerto?

Po raz pierwszy spotkaliśmy się rok temu. Wówczas marka Lancerto zaczęła wprowadzać widoczne zmiany w swoich kolekcjach i zostałem zaproszony do współpracy, by pokazać je szerszemu gronu sympatyków mody męskiej. Początkowo rozważaliśmy typowe dla blogów formy promocji: pokazanie ich kolekcji w mojej sesji zdjęciowej albo wpis poradnikowy, czyli to, co zazwyczaj robiłem w ramach współpracy z różnymi markami. Po kilku spotkaniach pojawiła się jednak opcja znacznie większego projektu - wspólnej kolekcji ubrań. Ja wtedy miałem już za sobą doświadczenie przy projektowaniu koszul dla marki Osovski. Nasze dwie kolekcje okazały się dużym sukcesem wizerunkowym i komercyjnym. Wiedziałem jednak, że już tej współpracy nie będziemy kontynuować, a Lancerto było otwarte na taką współpracę, więc szybko doszło do rozpoczęcia prac nad kolekcją.

Czym marka Lancerto przekonała Cię do siebie?
To polska marka i to był jeden z głównych argumentów, ponieważ od początku swojej działalności blogowej bardzo chętnie promuję rodzime firmy, szczególnie takie, które dają miejsca pracy w Polsce, a Lancerto ma swoją szwalnię w Łańcucie, gdzie jest zatrudnionych ponad 200 osób. Poza tym, co jest równie ważne, wysoka jakość ich produktów. Niewiele osób o tym wie, ale ich szwalnia jest jedną z najbardziej cenionych w Europie i szyje dla wielu czołowych, światowych marek. Kolejnym argumentem, który mnie przekonał, było zaufanie, jakim zostałem obdarzony. Miałem wolną rękę, jeśli chodzi o tkaniny, mogłem ingerować w fason czy konstrukcję produktu.

Znakiem Mr.Vintage&Lancerto jest sygnowanych siedem modeli marynarek, jeden garnitur i dziewięć modeli koszul. Czym się kierowałeś przygotowując tę kolekcję?
Połączenie dobrego stylu z komfortem i sportową elegancją - to w skrócie ją definiuje. Jest to trend, który w ostatnich latach dominuje wśród wielu marek europejskich, a brakowało mi go na rynku polskim. Postawiłem na lekkie, naturalne, przewiewne, wysokiej jakości tkaniny z Włoch. Większość tkanin na marynarki jest z dodatkiem lnu, co daje duży komfort ich noszenia, zwłaszcza latem, przy wysokich temperaturach. Mamy też ciekawe wzory, co wyróżnia naszą kolekcję na polskim rynku, ponieważ pojawiły się mocne kraty, choć są też modele bardziej stonowane, jednolite kolorystycznie. Zależało mi, żeby każdy znalazł coś dla siebie: zarówno indywidualista, który chce się wyróżniać zdecydowanym akcentem, jak również ktoś, kto ceni konserwatywną klasykę. Jednak niezależnie od naszych upodobań, ta kolekcja jest dla osób, które lubią komfort ubrań. To element trochę rewolucyjny na polskim rynku, ale marynarki, które zaprojektowaliśmy, są niemal tak lekkie, jak koszula: bez sztywnych, grubych konstrukcji, bez poduszek. Wielu mężczyzn, którzy na co dzień nie noszą marynarek, nadal je kojarzą ze sztywną zbroją, czymś szalenie niewygodnym, co się zakłada tylko wtedy, kiedy trzeba. A my zaproponowaliśmy rzeczy naprawdę wygodne, nawet dla osób, które nie przepadają za marynarkami. Naszym nowym produktem pokazaliśmy, że połączenie elegancji z komfortem jest możliwe.

W pracy bazowałeś na swoim doświadczeniu jako eksperta od męskiej mody czy raczej chciałeś stworzyć coś, w czym dobrze czułbyś się jako zwykły użytkownik?
Oba spojrzenia były równie ważne. Podejście eksperckie, efekt obserwacji, czego brakuje na polskim rynku, a co jest ciekawym trendem za granicą spotkało się z podejściem typowo konsumenckim: co ja chciałbym nosić? Od początku wiedziałem, że to, co ma powstać, to produkt, który ja z chęcią założę. Tylko pod takim mogłem się podpisać.

Nie jesteś projektantem z zawodu, więc jak się odnalazłeś w trudnym świecie projektowania?
Nie ukrywam, że bardzo duże wsparcie, jeśli chodzi o stronę techniczną, otrzymałem ze strony Lancerto. Mają ogromne doświadczenie w konstrukcji, doborze tkanin czy dodatków. W tej kwestii w pełni im zaufałem. Natomiast po mojej stronie była część bardziej artystyczna i koncepcyjna. Każdy dał coś od siebie (śmiech).

Jak się czułeś jako osoba, która nie opisuje mody, ale ma na nią realny wpływ?
To nowe i bardzo ciekawe doświadczenie. Wcześniejsza współpraca z marką Osovski i obecna z Lancerto pokazała, że mam umiejętność wyczucia tego, co może się podobać nie tylko koneserom, ale także zwykłemu, jakkolwiek to zabrzmi „przeciętnemu” klientowi. Nie jest sztuką zrobić kolekcję niezwykle kolorową, wyszukaną, która wyróżni się na rynku, ale może się okazać, że się nie sprzeda. Sztuką jest zrobić kolekcję, która będzie charakterystyczna, ale jednocześnie sprzedażowa. Tymczasem koszule, a teraz efekt współpracy z Lancerto, po pierwszych dniach sprzedaży pokazują, że to, co zrobiłem nie tylko się podoba, ale też jest chętnie kupowane. Nie po raz pierwszy okazało się, że potrafię wyczuć ten złoty środek pomiędzy tym, co jest trochę inne, co się wyróżnia, a tym, co jest komercyjne.

Jesteś absolwentem zarządzania i inżynierii produkcji na Politechnice Świętokrzyskiej. Jak ten kierunek ma się do Twojej modowej pasji?
Moda zawsze była mi bliska, także wtedy, kiedy byłem dzieckiem czy nastolatkiem. Wówczas jednak nie miała aż takiego znaczenia jak obecnie. Zainteresowanie modą zaczęło się na dobre jakieś osiem lat temu, kiedy pojawił się pomysł na założenie bloga. Później poszło lawinowo: stało się pasją, potem zawodem, a po paru latach jedynym moim zajęciem. Natomiast na kierunek techniczny poszedłem trochę przez przypadek, bo zawsze byłem raczej humanistą (śmiech). Rówieśnicy wybierali studia techniczne, więc zrobiłem tak samo. Ale już w czasie studiów zająłem się modą i tak już zostało. W swoim wyuczonym zawodzie nie przepracowałem ani jednego dnia (śmiech).

Twój blog cieszy się niesłabnącą popularnością. Podobnie zresztą jak Twoja książka „Rzeczowo o modzie męskiej”, która cały czas jest na czele bestsellerów w księgarniach. Jak to robisz, że ciągle jesteś na szczycie?
Myślę, że jest kilka powodów. Po pierwsze - ciekawe, inspirujące materiały, które przyciągają czytelników. Pod pojęciem treści rozumiem nie tylko merytoryczne artykuły, ale też profesjonalne zdjęcia i ciekawe projekty, które wychodzą poza ramy bloga, jak na przykład współpraca z Lancerto. Po drugie - normalność i autentyczność. Jestem postrzegany jako zwyczajny facet, który w szczególny sposób nie wyróżnia się swoją urodą na tle przeciętnego Polaka, bo nie jestem szczupłym, wysokim modelem (śmiech). Ta autentyczność, to, że można się ze mną utożsamiać, sprawia, że jestem bliski moim odbiorcom. Po trzecie - poczucie humoru i dystans do siebie. U mnie na blogu nie ma cenzury i czytelnicy wiedzą, że chętnie i rzeczowo odpowiadam także na krytykę.

Inspirujesz wiele osób. Docierają do Ciebie te sygnały?
Docierają, z różnych stron i bardzo mnie one cieszą. Ale szczególnym powodem do radości jest to, że to, co robię, wpływa także na zwykłych ludzi. Nigdy nie chciałem być blogerem elitarnym, nigdy się nie skupiałem na takim mocno prestiżowym wizerunku, bo uważam, że to nie dla mnie. Dlatego od początku staram się promować produkty z każdej półki cenowej i również za to jestem ceniony, bo dobry styl nie zawsze wymaga dużych wydatków.

Skoro rozmawiamy, nie mogę nie zapytać o trendy na nadchodzącą wiosnę i lato. Na co panowie mają się przygotować?
Na pewno będzie bardzo dużo kolorów. Zawsze po sezonie jesienno-zimowym przychodzi taki czas, że można z nimi zaszaleć. Jednym z ciekawszych kolorów będzie żółty, ale także pomarańcze, czerwień, zielenie. Ciekawym trendem są też marynarki w wyraziste kraty, one pojawiają się także w naszej kolekcji. Krata jest bardzo widoczna u wielu światowych marek, a w Polsce wciąż jest jeszcze mało popularna. Jednym z dominujących trendów będą też mokasyny. A poza tym jasne kolory, naturalne tkaniny i trochę więcej luzu, nawet w stylizacjach garniturowych.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Dorota Klusek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.