Może i wywinął numer prezesowi. Ale jeśli nie Andrzej Duda, to kto?

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Katarzyna Kachel

Może i wywinął numer prezesowi. Ale jeśli nie Andrzej Duda, to kto?

Katarzyna Kachel

Prezydent właśnie urósł w oczach opozycji. I choć nie jest to szokujący skok wzwyż, można powiedzieć, że Duda stał się politycznym Maverickiem. Przeciwstawił się sile, która za nim stoi - ocenia Wojciech Cwalina, specjalista psychologii marketingu politycznego.

- Słyszał już Pan Profesor, że to bezpieka wpływa na Andrzeja Dudę przez „Ucho prezesa”?

- Nie, te sensacje jeszcze do mnie nie dotarły.

- Gdy tylko objął fotel, stworzyli portret psychologiczny prezydenta jako człowieka słabego, ale o dużym ego...

- ...i manipulują nim figurą serialowego Adriana?

- Właśnie. Jak się Panu podoba taka analiza głowy państwa?

- Niespecjalnie. Kiedy Andrzej Duda został prezydentem, a wcześniej kandydatem PiS na ten urząd, nie do końca wiedziałem, dlaczego właśnie on (bo dlaczego nie inni, to akurat było całkiem jasne). Nie miał bowiem żadnych wyraźnych predyspozycji do tego stanowiska, ani cech, które by go wyróżniały i predestynowały.

- Może to były właśnie cechy idealne?

- Na pewno takie, za którymi szedł komunikat, że nie będzie to prezydent, który poprowadzi własną, niezależną politykę. I faktycznie, nie jest charyzmatycznym, silnym przywódcą porywającym tłumy. A czy jest słaby? Trudno powiedzieć. Jak każdy wódz z tej najwyższej półki, ma swoich doradców, którzy mają większy czy mniejszy wpływ na jego decyzje. Jeśli chodzi o pełnienie obowiązków reprezentacyjnych, nie radzi sobie najgorzej. W „Uchu prezesa” mocno przerysowanym, jak to zwykle bywa w takich political fiction, można się doszukać ziarnka prawdy, ale będzie to tylko ziarnko. Prezydent nie wygląda przynajmniej ostatnio na słabego i mocno przerażonego. Warto mieć na uwadze, że we współczesnej polityce takie seriale mają bardzo dużą siłę rażenia. Nie można ich bagatelizować.

- Krzysztof Łapiński, rzecznik Dudy, mówił to samo: „Nie bagatelizuję „Ucha prezesa”. Żaden polityk nie może pominąć, jak jest tam przedstawiany”.

- Zwłaszcza, kiedy wśród postaci jest tą podporządkowaną; czekającą, aż prezes łaskawie go przyjmie.

- Co w takim razie podziało się w głowie prezydenta, że w końcu wyważył drzwi do gabinetu Kaczyńskiego?

- Pytanie i proste, i nieproste. Od lat zajmuję się badaniem politycznych zachowań i zawsze zachowuję dystans do tego typu działań. Nie podejmuję się szybkich ocen, tylko czekam na rozwój wydarzeń i kolejne dane, które ułatwią mi dostrzeżenie całego obrazu, ze wszystkimi odcieniami i dalszymi planami. Weto może być elementem większej całości, bardziej bądź mniej przemyślanego planu.

- Sugeruje Pan, że mogło być częścią koncepcji Jarosława Kaczyńskiego?

- Aż tak to nie. Obserwując uniesienie prezesa było widać, że nie są to wcześniej przygotowane reakcje. Myślę raczej o planie Andrzeja Dudy. Ale aby zobaczyć ten plan, zakładając, że jest - potrzeba jeszcze informacji, kilku kolejnych decyzji prezydenta, które dadzą nam sygnał, czy zaczyna prowadzić własną politykę wewnętrzną dotyczącą spraw krajowych, czy jest to jednostkowy akt, po którym nastąpi uspokajanie tej części elektoratu, która, mówiąc łagodnie, trochę się zdenerwowała.

- Łagodnie nazywając go zdrajcą…

- Znając język i nerwy niektórych polityków, wiemy dobrze, że na neutralne i mniej ekstremalne określenia nie ma co liczyć.

- Ta „zdrada” zaskoczyła Profesora?

- Teraz łatwo mi mówić... Oczekując na wystąpienie prezydenta, gdy pojawiły się informacje, że planowane są tuż po nim spotkania Andrzeja Dudy, m.in. z prezes Sądu Najwyższego, byłem przekonany na 80 procent, że nie podpisze. Bo po co miałby się umawiać, gdyby nie miał w planie wetowania ustaw?

- Ale tak Pan pomyślał w poniedziałek, a w piątek?

- Też, ale sytuacja polityczna była tak za-kręcona i skoncentrowana na czymś innym, że nie analizowałem tego szczegółowo.

- Dziś myśli Pan, że Duda uległ tłumom, zaufał instynktowi samozachowawczemu, czy też zwykłej niechęci do Zbigniewa Ziobry?

- Nie wykluczam, że jakieś personalne elementy zagrały w tej decyzji i miały swoje znaczenie. Stawiałbym jednak bardziej na doradców, którzy dbają o wizerunek prezydenta tu i teraz, może w przyszłości. Jak dalekiej, trudno powiedzieć.

- Może żona też miała swój udział w ostatnich decyzjach Dudy?

- Całkiem możliwe, bo wpływ partnerek na polityków to bardzo ciekawa perspektywa patrzenia na rządzenie. Myślę, że rozmawiają ze sobą na ważne tematy i że prezydent liczy się ze zdaniem Agaty Dudy.

- Gdyby Polacy nie wyszli na ulicę, decyzja mogła być inna?

- Gdyby dyskusja nie wyszła poza parlament i okołoparlamentowe szopki, to całkiem prawdopodobne, że nie skończyłoby się tak spektakularnie.

- Jak psycholog ocenia przemówienie Dudy?

- Wypadł dobrze, panował nad tym, co mówi, kontrolował sytuację. Myślę, że ma za sobą treningi komunikacyjne (jak minimum 60 proc. naszych polityków). Przemówienie, napisane przez niego, może przez doradców, było w miarę tożsame z jego poglądami, więc siłą rzeczy wyglądał na pewnego siebie w tym, co mówi. Przekonanie, że decyzje, które podjął, są dobrymi decyzjami, dodało mu dodatkowej śmiałości. Do tego doszły takie szczegóły jak obycie z kamerami, umiejętność przemawiania w świetle reflektorów, praktyka spotkań na wysokim szczeblu.

- Mamy wojnę, a może tylko próbę sił. Kto ma przewagę?

- Jarosław Kaczyński to silna osobowość, człowiek pewnie i konsekwentnie dążący do celów, które sobie nakreślił. Wytrawny polityk, który od lat gra na scenie politycznej i wie, jak się na niej poruszać. Prezydent Andrzej Duda jest młodym aktorem, który takiego doświadczenia nie ma. Na dodatek to człowiek, który został stworzony przez PiS, choć nie wiem, czy przez samego prezesa.

- Stworzyli go, a teraz zgrillują? Może się to skończyć samotnością krótkodystansowca, bo szans na stworzenie własnej partii przy poparciu kilku „gołębi” Duda raczej nie ma.

- Nie trzeba tworzyć żadnej partii, by wygrać wybory na prezydenta. Weto to sytuacja dość nowa i świeża, co z punktu widzenia i PiS, i prezydenta, jest całkiem niezłą perspektywą. Prezydent Duda troszkę właśnie urósł w oczach opozycji. I choć nie jest to jakiś szokujący skok, można powiedzieć, że Andrzej Duda stał się takim politycznym Maverickiem: przeciwstawił się sile, która za nim stoi. To może pomóc, o ile nie skończy się całkowitym zerwaniem. Patrząc w chwili obecnej na wybory prezydenckie, które są przed nami, pojawia się pytanie: jeśli nie Duda, to kto? I to też jest istotny czynnik po stronie PiS-u. Chwilowe oburzenie szybko minie. Bo może i Duda wywinął prezesowi numer, pokazał, że nie jest tak kontrolowalny przez Kaczyńskiego, jakby się mogło zdawać, ale wciąż jest to prezydent z PiS-u. I nawet, gdy straci przez weta poparcie skrajnie prawej strony, a zyska gdzieś na środku, wśród tych mniej zdecydowanych, to tylko działa na jego plus. W momencie, kiedy brak innego kandydata na prawicy, wciąż jest najlepszą, bo jedyną opcją.

_______________________________
Dr hab. Wojciech Cwalina, prof. Uniwersytetu SWPS.
Interesuje się psychologią społeczną, zwłaszcza tym, w jaki sposób spostrzegamy i oceniamy innych ludzi oraz tym, jak można na nich wpływać i bronić się przed perswazją czy manipulacją.

Jego badania koncentrują się na psychologii marketingu politycznego. Podejmuje w nich zagadnienia dotyczące psychologicznych mechanizmów związanych z formowaniem wrażeń i postaw w stosunku do polityków i partii politycznych, oddziaływaniem mediów oraz kształtowaniem preferencji i zachowań wyborczych.

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura - odcinek 14

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Katarzyna Kachel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.