Artur Szałkowski

Mordercze wałbrzyskie „trajtki”

Rok 1944. Na przystanek „Postamt” na Podgórzu zajeżdża francuska VETRA CS60 Fot. FOTOPOLSKA.EU Rok 1944. Na przystanek „Postamt” na Podgórzu zajeżdża francuska VETRA CS60
Artur Szałkowski

Trzydziestego września 1966 roku przez Wałbrzych przejechał ostatni tramwaj. Pokonał trasę z placu Grunwaldzkiego do Szczawna-Zdroju i z powrotem. Na końcu trasy motorniczego, konduktorów i pasażerów powitała dyrekcja MPK w towarzystwie orkiestry.

Później tramwaj, już bez pasażerów odjechał po raz ostatni w kierunku zajezdni mającej swoją siedzibę za elektrownią miejską przy ul. Wysockiego (zajezdnię przekształcono później w halę sportową). Tak zakończyła się licząca prawie 70 lat historia wałbrzyskich tramwajów elektrycznych.

Likwidację szynowej komunikacji miejskiej wymusiły względy bezpieczeństwa. - Od lat 50. wałbrzyskie tramwaje zaczęto nazywać „mordowniami na kółkach”, powodowały bowiem wiele wypadków z ofiarami śmiertelnymi - mówi Tadeusz Skrężyna, były wicedyrektor Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Wałbrzychu. - Zdarzało się, że w jednym wypadku spowodowanym przez tramwaj ginęło 10-15 osób, a kilkadziesiąt kolejnych było ciężko rannych. Dlatego trzeba było zlikwidować ten środek transportu.

Powodów dużej liczby wypadków z udziałem tramwajów było wiele. Wpływ na tragiczne zdarzenia miało przede wszystkim górskie ukształtowanie miasta. Wiele torowisk tramwajowych ułożonych było na stromych zjazdach.

Na przełomie lat 50. i 60. tabor tramwajowy był już mocno wyeksploatowany, a miejski przewoźnik nie planował jego modernizacji. To, że stare i wyeksploatowane tramwaje jeszcze jeździły, było przede wszystkim zasługą bardzo dobrych mechaników i ich pomysłów racjonalizatorskich.

Jeden z nich wymyślił na przykład hamulec, który po oderwaniu się na wzniesieniu doczepki tramwaju, powodował jej natychmiastowe zatrzymanie. O wynalazku i zasadzie jego działania dowiedział się cały kraj. Wszystko dzięki ekipie Polskiej Kroniki Filmowej, która przyjechała do Wałbrzycha i nakręciła krótki film na ten temat.

Dzisiaj można go obejrzeć na stronie internetowej Repozytorium Cyfrowego Filmoteki Narodowej. - Wpływ na wypadki tramwajowe miał również wszechobecny pył węglowy unoszący się nad przemysłowy wówczas Wałbrzychem - tłumaczy Tadeusz Skrężyna. -Najgorzej było, kiedy mżył deszcz. Pył osadzał się wówczas na torowiskach i tworzył maź, która powodowała poślizg tramwaju i w efekcie jego wypadanie z szyn.

Do najbardziej tragicznych zdarzeń dochodziło, kiedy tramwaj „wyskakiwał” z szyn, zjeżdżając po stromej ulicy i uderzając w budynek mieszkalny. W takich wypadkach ginęło nawet kilkanaście osób.

Miejscami szczególnie niebezpiecznymi były: zjazd ulicą Gdyńską od dworca kolejowego Wałbrzych Główny w kierunku ulicy Niepodległości, zjazdy z Rynku w kierunku placu Tuwima i pl. Grunwaldzkiego, zjazd z dzielnicy Nowe Miasto w kierunku pl. Tuwima oraz zjazdy z ulicy Wysockiego w kierunku dzielnic Biały Kamień oraz Śródmieście.

Na dodatek motorniczowie byli często niedoświadczeni. Na przełomie lat 50. i 60. w przemysłowym Wałbrzychu pracy bowiem nie brakowało. Dlatego wiele osób traktowało pracę motorniczego jako zajęcie przejściowe, przed awansem na bardziej prestiżowy etat kierowcy autobusu. Z trolejbusiarzy śmiano się, że są kierowcami z dyszlem, natomiast z tramwajarzy, że jeżdżą tylko wytyczonym torem. O słabych szoferach mówiono nawet: „z ciebie to nie kierowca, tylko tramwajarz”.

Kolejnym powodem, który wpłynął na decyzję o likwidacji wałbrzyskich tramwajów, a kilka lat później trolejbusów, były awarie energetyczne. Brak prądu powodował natychmiastowy paraliż komunikacyjny miasta.

W Wałbrzychu do 1944 roku tramwaje były jedynymi pojazdami komunikacji miejskiej. Dopiero rok przed zakończeniem wojny na ulicach miasta pojawiła się kolejna nowinka techniczna - trolejbusy. Pierwsze z nich były niemiecką zdobyczą wojenną zrabowaną we Francji oraz we Włoszech.

Po zakończeniu wojny Francuzi domagali się zwrotu swoich pojazdów. Trolejbusy zostały w Wałbrzychu, ale polski rząd musiał sypnąć groszem i zapłacić odszkodowanie za niemiecką zdobycz wojenną.

Uruchomienie komunikacji trolejbusowej władze Wałbrzycha planowały już na przełomie lat 30. i 40. W porównaniu z tramwajami, trolejbusy były ciche i dużo szybsze, ponadto ich eksploatacja nie wymagała budowy kosztownych torowisk.

Plany te zaczęto realizować podczas II wojny światowej. W 1943 roku ruszył montaż sieci trakcyjnej, a pierwsze trolejbusy wyjechały na wałbrzyskie ulice 27 października 1944 roku i kursowały na trasie pomiędzy obecnymi pl. Grunwaldzkim i dworcem kolejowym Wałbrzych Główny.

W1948 roku rozbudowano pierwszą linię trolejbusową, która połączyła wówczas pl. Grunwaldzki z dworcem kolejowym Wałbrzych Miasto. Potem uruchamiano kolejne trasy, które zastępowały linie tramwajowe.

Jednak pod koniec lat 60. zapadła decyzja o likwidacji połączeń trolejbusowych. 1 marca 1971 roku popularne „trajtki” przestały kursować po pierwszej historycznej trasie pl. Grunwaldzki - dworzec Wałbrzych Główny. Rok później działały już tylko trzy linie trolejbusowe. Ostatni trolejbus przejechał ulicami Wałbrzycha 29 czerwca 1973 roku.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Artur Szałkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.